Test Wyszło: najlepsza muzyka na święta

Opublikowano Grudzień 10, 2015 | przez MB

wham

W tym wesołym okresie oczekiwania na Boże Narodzenie testujemy dla was najpopularniejsze rodzaje świątecznej muzyki. Podpowiadamy, które melodie nadają się do wspólnego śpiewania, które najlepiej brzmią przy karpiu, a które skutecznie psują bombkową atmosferę.

Polskie kolędy i pastorałki

Na przykład „Przybieżeli do Betlejem”, „Gdy śliczna Panna”, „Bóg się rodzi”.

Święta Bożego Narodzenia bez kolęd i pastorałek są jak Sylwester bez szampana i sztucznych ogni. Trudno sobie wyobrazić bez nich wieczorne biesiadowanie oraz okolicznościowe koncerty takich gwiazd jak Andrzej Piaseczny, Bracia i Beata Kozidrak nadawane przez stacje telewizyjne. Ich największą zaletą jest uniwersalność. Odpowiadają na każdy duchowy nastrój słuchacza. Do wyboru mamy piosenki skoczne, wesołe i przaśne, a także spokojne, zadumane i nostalgiczne. Dzięki temu można ich słuchać od rana do wieczora, rok w rok i na zapętleniu. Mają to do siebie, że, podobnie jak „Mazurek Dąbrowskiego” i „Bogurodzica”, nie nudzą się nigdy.

Nadają się do przygrywania na gitarze, beztroskiego śpiewania w gronie najbliższych i pierwszych wokalnych popisów najmłodszych członków rodziny.

Tradycyjne melodie zagraniczne

Na przykład „God Rest Ye Merry, Gentleman”, „Good King Weceslas”, „Deck the Hall”.

Kompozycje z drugiej połowy dziewiętnastego wieku, które nie są zakorzenione w polskiej kulturze, Januszowi i Irenie wchodzą zdecydowanie gorzej. Przeważnie mało kto jest w stanie je zanucić, powtórzyć ich słowa i za cholerę nie nadają się do picia wódki. Nie można im jednak odmówić wartości artystycznych oraz duchowych. Idący za nimi przekaz radości, wesołości i wzajemnego miłowania się idealnie komponuje się z konwencją Świąt Bożego Narodzenia, dlatego z góry byśmy ich nie przekreślali. Największą przyjemność sprawiają wtedy, gdy słucha się ich niezobowiązująco. Nie można oczekiwać hucznych zaśpiewów oraz podskoków. Trzeba nastawić się na zupełny lajt.

Nadają się jako muzyka tła w trakcie Wigilii oraz politycznych dysput podczas rodzinnych spotkań pierwszego i drugiego dnia Świąt.

Świąteczne przeboje

Na przykład „Last Christmas”, „All I Want For Christmas Is You”, „Feliz Navidad”.

Tymi piosenkami media atakują nas już od końca października. Teoretycznie wszyscy na to narzekają i rzygają już Mariah Carey, ale gdy przychodzi co do czego, to Święta bez niej, bez George’a Michaela, Shakin’a Stevensa i Chrisa Rea okazują się niekompletne. Nawet dla Janusza i Ireny. Tych hitów nie da się nie znać i w okresie przedświątecznym trudno się nimi nie zarazić. Są ponadczasowe, dla młodych, dla starych, dla grubych i dla chudych. Świetnie sprawdzają się na dużych przestrzeniach, podczas okoliczności zbiorowych, festynów, zabaw, na imprezach oraz podczas zimowych szaleństw na śniegu.

Nadają się podczas robienia świątecznych zakupów w centrach handlowych oraz do nucenia podczas przechadzki po bożonarodzeniowym jarmarku.

W jazzowym klimacie

Na przykład utwory w wykonaniu Glenn Miller & His Orchestra, Louisa Armstronga, Chrisa Bottiego.

Coś dla koneserów lub dla ludzi, którzy święta spędzają w Alpach. Jazz to wyższy poziom odbioru świątecznej muzyki i nie wszyscy powinni się na niego porywać. Wymaga odrobiny skupienia i poświęcenia mu uwagi, nie wszystkie utwory da się zaśpiewać, bo nagrane zostały w wersji instrumentalnej, a zamiast na swojskich skrzypeczkach muzycy grają na trąbkach, saksofonach i klarnetach. Ktoś, kto na co dzień nie obcuje z takim brzmieniem, może być zdezorientowany, zdziwiony, a nawet zawiedziony. Słuchacz o wyrobionym guście muzycznym oraz wprawnym uchu dostrzeże w tym jednak swoje Betlejem.

Nadaje się do słuchania w trakcie odpoczynku po wielkim obżarstwie.

Muzyka świąteczna w wykonaniu chórów

Na przykład utwory w wykonaniu jakiegokolwiek chóru.

Ktoś, kto do wykonywania świątecznych piosenek zatrudnia chór, powinien spłonąć w piekle. Jedynymi grupami wokalnymi, które zostały stworzone do takich zadań, są grupy gospel i basta. Inne, na przykład kościelne lub wojskowe, to prawdziwy koszmar zamieniający radosną atmosferę Bożego Narodzenia w tani horror klasy B. Coś, co z założenia ma być wesołe i przyjemne, ma pokrzepiać serca i zapraszać do wymiany uśmiechów, za każdym razem jest grobowe, smutne i odpychające. Jeśli istnieje jakiś współczynnik samobójstw popełnianych w święta, to prawdopodobnie większość z nich została popełnionych podczas słuchania czegoś  tak depresyjnego, jak kolędy w wykonaniu Chóru Armii Czerwonej.

Nadaje się jako soundtrack do zabijania karpia.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑