Test Wyszło: paliwa rakietowe znane również jako napoje energetyczne

Opublikowano Kwiecień 2, 2015 | przez Gofrey

Ustalmy na wstępie – energetyki to straszne gówno. Strasznym gównem są również alkohol, pizza oraz bigmaki, a jednak wciągamy te wszystkie rzeczy częściej, niż sałatki warzywne. Stąd też w naszym cotygodniowym „Teście Wyszło” postanowiliśmy sprawdzić bogatą ofertę produktów zawierających kofeinę i taurynę. Udało nam się przeżyć ten morderczy maraton i dzięki temu możemy odpowiedzieć wam na jakże ważne pytanie: jeśli truć organizm „pobudzaczem”, to jakiej marki? Sprawdźmy.

Red Bull. 250 ml za 3,95 (ale zazwyczaj dużo więcej)

11066791_1111411728884517_800313833463312491_o

Startujemy od klasyki, pierwszego i najbardziej znanego produktu z taurynowo-kofeinowym niezbędnikiem studenta. Red Bull to globalna marka, która „dodaje skrzydeł” pod każdą szerokością geograficzną. Naturalnie magia loga z dwoma szarżującymi bykami wiąże się z równie „globalną” ceną. Wyhaczyliśmy małą puszkę za niecałe cztery złote, ale na stacjach – gdzie zazwyczaj dopada nas pragnienie nagłego pobudzenia – cena może skoczyć nawet do ośmiu złotych.

Co dostajemy w zamian? Skład nie różni się specjalnie od reszty produktów z etykietką „zawiera taurynę/wysoka zawartość kofeiny”. 32 mg kofeiny na 100 ml produktu, tauryna – 0,4%. Do tego oczywiście niacyna, witaminy B6, B12 – generalnie stały energetykowy zestaw. Smak? No i chyba tutaj mamy najpoważniejszą różnicę. Red Bull jest słodkawy, nie tak infantylnie jak niemal malinowy Burn, ale i wyczuwalnie mocniej, niż pierwszy lepszy Black czy Tiger. Czy jednak ten delikatny posmak wart jest przepłacania, tym bardziej w dobie tworzenia na potęgę „smakowych” energetyków? Naszym zdaniem nie. A dodajmy jeszcze, że Red Bull bywa bojkotowany z uwagi na agresywny marketing w świecie piłki nożnej. Zespoły Red Bull Salzburg czy Red Bull Lipsk w oczach kibiców uosabiają „modern football” oparty wyłącznie na pieniądzach, bez poszanowania dla tradycji (Red Bull w Austrii „wykupił” Austrię Salzburg po czym zmienił jej barwy i logo). Niuans, ale – jak wiemy z doświadczenia – momentami przeważający przy trudnym momencie sklepowej decyzji.

Burn. 250 ml za 3,99

10498574_1111411725551184_7596797794911681797_o

Kolejny energetyk „z wyższej półki”. Burn w oryginalnym czerwonym kolorze jest bodaj najsłodszym ze wszystkich napojów tego typu, co może być postrzegane zarówno jako zaleta (np. dla kobiet), jak i jako wada (dla podniebień przyzwyczajonych do piwnej goryczki). My postanowiliśmy przetestować smak „Blue Refresh”, który pewnie należałoby sklasyfikować jako „owoce leśne”. Skład oczywiście ten co we wszystkich innych produktach, puszkę wyróżnia stylowy błękitny płomyczek. Cena? Zazwyczaj złotówkę mniej niż Red Bull i kilka złotych więcej niż najtańsze specyfiki.

Czy warto na niego postawić? Cóż, nam Burn kojarzy się przede wszystkim z wysoką dostępnością w „drogich” miejscach, czyli restauracjach, klubach i stacjach benzynowych. Zazwyczaj tego typu lokale oferują tylko Burna i Red Bulla, z związku z czym wybór jest tak naprawdę prosty – jeśli lubisz drogie i słodkie energetyki, bierzesz Burna. Jeśli lubisz drogie i „normalne” – Red Bulla. Jeśli lubisz tanie – wychodzisz i idziesz do sklepu.

Black. 250 ml za 2,42

10985458_1111411685551188_7373838833493658616_o

Zaczynamy „średnią półkę”. Skład – co za niespodzianka – taki sam. Smak… Na pewno jest mniej wyrazisty, nie pozostawia posmaku utrzymującego się długo po opróżnieniu puszki. Określilibyśmy go jako „neutralny”. Czemu poświęcamy temu tematowi tak dużo miejsca? Ano dlatego, że Black czy jego protoplasta i konkurent Tiger wyznacza linię dla wszystkich energetyków średniej i niskiej półki. O ile Burn i Red Bull wyróżniają się smakiem nawet w klasycznej wersji (czyli bez żadnych „blue refreshów” czy innych „sugar free raspberry”), o tyle reszta smakuje tak samo. Czy to Black, czy Las Vegas, czy Monster.

Dziś postawiliśmy na nieco inną wersję Blacka – „mojito”. Najkrócej ujmując – był do dupy. Ani jak mojito, ani jak energetyk. Ciekawostka – Black o tym smaku był czwartym spożytym przez nas tego dnia specyfikiem i to właśnie po nim musieliśmy zrobić dwugodzinną przerwę na uspokojenie organizmu. Nie, nie trzęsły nam się ręce, ale posmak mięty powodował reakcję… A, oszczędzimy szczegółów. Tak czy owak, potrzebowaliśmy chwili wytchnienia.

Tigera nie opisujemy, bo to właściwie to samo.

Rockstar. 250 ml za 2,69

11059515_1111411768884513_847939381627426589_o

Uwaga, nowość. Do tauryny i kofeiny dochodzi guarana, choć jeśli mamy być szczerzy – nie zauważyliśmy, by napój pobudzał mocniej aniżeli inne pozycje. Na pochwałę zasługuje jednak dość konkurencyjna cena oraz smak. Zdecydowaliśmy się na „tropical orange” i – o dziwo – smakowało faktycznie jak pomarańcza. Nie: „pomarańcza wytaplana w podejrzanej jakości oleju rzepakowym”. Po prostu pomarańcza, coś w stylu Fanty. To niezaprzeczalnie spory plus, bo do tej pory smakowe energetyki były porażką. Minusy? Dostępność. Rockstar w swojej efektownej puszce z gwiazdką znajduje się tylko w większych sklepach i marketach, próżno go szukać na osiedlowych półkach.

Las Vegas. 250 ml za 2,50

10845738_1111411502217873_6785195324528600949_o

Las Vegas to typowa „niższa klasa średnia” wśród energetyków. Zarówno cena, jak i – ujmijmy to górnolotnie – renoma marki plasuje polski produkt nad typowymi dyskontowymi dopalatorami, ale równocześnie trochę pod energy drinkami zatrudniającymi do promocji światowej klasy bokserów. Black był promowany przez Tysona, Tiger przez Michalczewskiego, a Las Vegas przez Adamka. Mamy tu jednak dość poważne plusy – po pierwsze to rodzimy produkt, na co ostatnio coraz mocniej zwraca się uwagę. Po drugie, smak i skład wciąż pozostaje bez zmian w stosunku do silniejszej konkurencji. Po trzecie wreszcie, choć niestety nie zawsze – cena. Nie zawsze – bo zdarzają się sklepy mocno zawyżające liczbę złotówek, którą należy wysupłać na jedną puszkę. Jeśli znajdziecie LV droższe od Tigera czy Blacka – odpuśćcie. W tej samej cenie lub tańsze – naszym zdaniem warto.

Crazy Wolf. 250 ml za 1,49

11080704_1111411788884511_1119497238334510562_o

Czarny koń w tym towarzystwie! Marka niezbyt popularna, słabo promowana, a szkoda, bo naprawdę smaczna i – przede wszystkim – tania. Troszeczkę mniej tauryny (zamiast zwyczajowego 0,4% tutaj mamy 0,38%), ale naszym zdaniem ten porażający brak uzupełnia świetny współczynnik cena/jakość. Spośród kilku dostępnych wersji Crazy Wolfa, my preferujemy smak limonkowy, który naprawdę kasuje wszystkie pozostałe energetyki w zestawieniu, zarówno z półki Black/Tiger, jak i drogich konkurentów ze stajni Red Bulla i Burna. Dostępna chyba tylko w marketach sieci Kaufland. Stąd zapewne cena…

Level up. 250 ml za 1,99

10986954_1111411762217847_343393687654853056_o

Żabkowy produkt, który stanowi idealną opcję dla wszystkich osób mieszkających daleko od „Biedronki”. Podobna półka cenowa, identyczny skład, klasyczny smak na bazie Bullita/Blacka/Tigera, który towarzyszy wszystkim energetykom poniżej 4 złotych za 250 ml. Postanowiliśmy zaszaleć i odejść od kanonu. Sprawdziliśmy wprowadzony do sprzedaży dość niedawno smak „Cola”, który nęcił bardzo fajną czerwono-czarną puszką. Niestety, podobnie jak chrupki o smaku coli (tak, jedliśmy wczoraj!), tak i „colowy” energetyk nie zrobił na nas wrażenia. Jeśli już inwestować w poczciwego levela – to raczej w klasycznego, a nie wersję smakową.

Be power. Litr za 1,49, ale ceny są dynamiczne

http://terazgrodkow24.pl/wp-content/uploads/2015/03/amfa.jpg

Niekwestionowany król energetyków. Paliwo rakietowe. Tworzone z krwi niedźwiedzia i łez poległych wrogów. Powiedzmy sobie wprost – gdyby nie biedronkowy Be power, tytuł magistra zdobywałby co dziesiąty, albo i co piętnasty student. To boski nektar dla ubogich, legalny odpowiednik amfetaminy oraz najtańsze biopaliwo (z naciskiem na bio). Nie wiemy z czego wytwarzają ten specyfik spece z Biedry, nie wiemy, czemu kosztuje mniej niż woda mineralna. Ale też nie wiemy, czy istnieją studenci zwracający uwagę na jakość wprowadzanych do organizmu używek. Zdradzając część z tajemnic naszej redakcji – niektórzy jej członkowie twierdzą, że całe swoje wykształcenie zawdzięczają właśnie nadnaturalnym właściwościom poczciwego „bipałerka”, pitego nie w stylowych małych puszkach, ale pękatych litrowych butlach.

Nieskasyfikowany – Monster.

Kupiliśmy, ale pech chciał że półlitrowa puszka Monstera została nam na koniec. W trosce o zdrowie postanowiliśmy odpuścić degustację.

***

WYNIKI:

Braliśmy pod uwagę wszystko – dostępność, współczynnik cena/jakość, smak, liczbę dostępnych wersji napoju, no i oczywiście skład, który we wszystkich przypadkach był praktycznie identyczny. Oto nasz werdykt:

5. Red Bull / Burn – to tak, jakbyś kupił samochód w cenie Ferrari, a dostał Poloneza zafarbowanego na czerwono i ze spojlerem. No, może jeszcze znaczek Ferrari na masce. Poza tym jednak – przy takiej różnicy w cenie spodziewalibyśmy się urwania dupy. Niestety, nie zaobserwowaliśmy takowego.

4. Tiger / Black – na najniższym stopniu podium duet, który zraził nas do siebie przede wszystkim ceną. O ile Red Bull i Burn kosztują o wiele drożej i oferują delikatnie inny smak, o tyle Tiger i Black kosztują trochę drożej i nie oferują nic innego. To samo, co w niższych półkach cenowych tylko z lepszym marketingiem. Słabo.

3. Las Vegas / Level up – dobry współczynnik cena/jakość, wszystkie cechy Tigera i Blacka w tańszej odsłonie.

2. Crazy Wolf – wdarł się do zestawienia niemal kuchennymi drzwiami i podbił podniebienia redakcji. Limonkowy smak zapamiętamy na długo, a do napoju z pewnością będziemy wracać zawsze wtedy, gdy uznamy że ilość gówna w naszym organizmie jest zbyt niska (a w pobliżu nie będzie McDonalds’a).

1. Be power – nie mogło być inaczej. Płyn, którego możesz użyć także jako paliwa do swojej fury na gaz oraz mycia naczyń i odrdzewiania metalowych części własnego auta. Dla studentów cenny bardziej niż indeks i karta obiegowa. Podejrzewamy, że wszystkie te wędliny, warzywa i inne bzdety w Biedronkach to tylko przykrywka, a cały zysk sieć robi na swoich energetykach. Musicie jedynie uważać, by nie przedawkować. Przy litrowej butelce jest o to szalenie łatwo.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑