Test Wyszło: w której gazecie znajdziemy najwięcej beki?

Opublikowano Styczeń 21, 2016 | przez lucky bastard

Zdarzają się wam pewnie takie dni, w których chcielibyście nie robić nic, wyłączyć telefon i zażyć jakiegoś mózgojeba. Naturalny wybór – gapienie się w TV. I polityka, i różnego typu paraseriale mogą doszczętnie poryć beret i przyprawić o znacznie lepszy reset niż wyjście do miasta. Niecodziennym rozwiązaniem – ale równie skutecznym – jest zajrzenie do tzw. prasy kolorowej. Tak, zrobiliśmy to. Przeczytaliśmy od deski do deski plejadę polskich gazet mało lub jeszcze mniej ambitnych i udajemy się właśnie do stosownych organów z podaniem o włączenie nas w struktury Jackass.

Wzięliśmy tylko te gazety, które biły patolką po oczach już na samych okładkach. Takie, które piorą łeb bardziej niż dziesięć lat grzania wódy i przy których powinna być wymagana informacja „czytasz na własną odpowiedzialność”. Gdybyśmy chcieli sięgnąć po wszystkie durne tytuły, które leżały na półce, musielibyśmy

a) mieć trochę więcej pary w łapach,
b) dać zarobić producentom tego shitu, utwierdzając ich tylko w przekonaniu, że to, co robią, ma sens.

Tytułów, które nigdy nie powinny wyjść poza wyobraźnię autora, jest zdecydowanie za dużo. Weźmy dla przykładu takie gazeciny – naliczyliśmy ich ze dwadzieścia. Dwadzieścia gazet pisze tydzień w tydzień o tym samym i żadna z nich nie upada! Okej, są pewnie różnice – w „Relaksie” pojawi się ustawka z Jarkiem Kretem, a „Nasz Czas” na celownik weźmie się Martę Kaczyńską. W gruncie rzeczy – na jedno wychodzi.

Ale zasadniczo trudno mieć pretensje do samych wydawców – gdyby dziadostwo się nie sprzedawało, nikt by takich gazet nie tworzył. A że ludzie uwielbiają sensację za 1,60 zł…

***

DSC_0446

No to jak już największe pato zostały wywołane do tablicy, potraktujmy je zbiorowo. Cała armia wygląda tak: „Twoje Imperium”, „Relaks”, „Na żywo”, „Takie jest życie”, „Dobry czas”, „Dobry tydzień”. Na tym etapie wiemy jedno – wkrótce wydawcom zacznie brakować tytułów.

Tak sobie przeglądamy te gazetki i… no kurwa, to jest przecież obrzydliwe. Na każdej stronie zagląda się tzw. celebrytom a) do łóżka b) do portfela c) garderoby, ich partnerom także patrzy się do a) do łóżka b) do portfela c) garderoby, ich dzieciom, matkom, żonom i kochankom zagląda się – a jakże – również do a) do łóżka b) do portfela c) garderoby.

„Twoje Imperium” dla przykładu chwali się tym, że wiarygodne źródło (co za dziennikarstwo śledcze!) poinformowało ich o przebiegu sprawy rozwodowej Bartosza Żukowskiego Waldka z Kiepskich. „Na żywo” spekuluje, że utrata pracy Beaty Tadli może wpłynąć na ostatni etap budowy jej domu. O, albo Beata Kozidrak, o niej wiemy już wszystko. „Dobry Tydzień” donosi, że zakończyła długi konflikt ze swoim bratem (news oczywiście od dobrze poinformowanej osoby), „Na żywo” podbija stawkę i wali nam między oczy wiadomością, że wokalistka przeprowadza się do Warszawy, żeby uratować małżeństwo swojej córki.

Brrr.

Potencjał odmóżdżający – stuprocentowy. Potencjał na zażenowanie się – także. Boli tylko, że beki jako takiej nie uświadczono. A wiecie, co jest najgorsze? Śliskim papierem nie da się nawet podetrzeć.

***

DSC_0447

Po „BRAVO” sięgnęliśmy trochę z sentymentu (każdy czytał za małolata, mimo że większość się tego wypiera), a trochę… z doświadczenia, bo o ile linia redakcyjna gazety nagle nie wywróciła się do góry nogami, no to byliśmy niemal pewni o odpowiedni poziom chujowizny i patologii. Oczywiście patrząc z dzisiejszej perspektywy, bo wtedy – o, wtedy te wszystkie ploteczki i ważne pytania trzymały nas przy życiu. Z okładki dostajemy informację o tym, że redakcja dowiedziała się, co w nadchodzącym roku czeka Sylwię Przybysz i jakąś dwójkę Bars and Melody. Nie mamy bladego pojęcia, kim oni są, oprócz tego, że Sylwia to całkiem niezła dupa.

Okej, świat trochę nam odjechał.

W przeciwieństwie do szmatławców – w „BRAVO” może i jest trochę żenujących momentów, ale to zupełnie inny rodzaj żenady. Kompletnie nie ten kaliber. To bardziej takie heheszki, rzeczy, z których można poszydzić. Dowiadujemy się na przykład, że:

– najsławniejszy pies świata ma swojego Snapchata,
– Selena Gomez kłóci się z Justinem Bieberem w swoich piosenkach – stawia mu zarzuty w tekstach, ten przeprasza,
– jakiś Cameron Dallas zdradza, iż kręcenie filmu na YouTube różni się od normalnej produkcji (wow),
– mamy charyzmę i nadajemy się na szefów (hura, tak nam powiedział test!),
– do popularnej szkolnej ekipy najlepiej zagadać w ten sposób: „Szalone historie są zawsze supertematem. Zapytaj na przykład, czy widzieli najnowszą wtopę Miley Cyrus”. OK!

Sprawa, która – nie ukrywamy – interesowała nas najbardziej: czy przetrwał dział „Trudne Pytania”? Otóż… TAK! A to nie było wcale takie oczywiste – żyjemy w końcu w czasach, w których na każde pytanie dostaniemy odpowiedź w dwie minuty. Komu chciałoby się czekać tydzień do następnego wydania? Znaleźli się jednak i tacy 13-letni wariaci.

Eksperci jednak nadal rozwiązują dylematy nastolatków. Jesteśmy troszkę rozczarowani – nie ma pierdolnięcia, te ich problemy są takie jakieś standardowe.

bravo

Mamy też scenkę-komiks. Chłopak zakłada się z kumplami, że przeliże tyle lasek, ile się da, ale… w międzyczasie zakochuje się w Magdzie i postanawia, że zerwie z hulaszczym życiem, co nie podoba się jego kolegom, a powód tego był bardzo prosty – im więcej dziewczyn udałoby się „odhaczyć”, tym więcej kasy mieli wygrać. Dobra, nie będziemy kończyć tego opowiadania. Straszna patolka. I o to chodzi.

Aha, jeszcze jedna rzecz wpadła nam w oko. Myśleliśmy, że jesteśmy jedynymi pełnoletnimi w całym kraju, którzy kupili tę gazetę, ale chyba się myliliśmy. No bo jak wytłumaczyć to, że Hortex funduje w „BRAVO” artykuł sponsorowany z… mrożonkami? Co, zapomnieli, że gimbaza jeszcze nie gotuje i nie chodzi na zakupy? Albo tekst o męskim łysieniu – to chyba nie są problemy współczesnych nastolatków.

No i jeszcze mała prywata – totalny szok, bo z „BRAVO” dowiedzieliśmy się, że nasz kolega napisał książkę (ale taką poważną, nie dla nastolatków). W czasów Facebooków, Twitterów, w których wall samodzielnie odpowiada na pytanie „co słychać?” – niezły oldschool. Na ostatniej stronie redakcja zachęcała nas do kupna, co rzecz jasna uczynimy.

***

DSC_0448

Trochę beka, że jest gazeta poświęcona tylko Youtuberom, ale OK. Dla młodzieży to pewnie dzisiejsi idole i musimy to przyjąć, pokolenia przed nami też nie kumają przesiadywania przed Pegazusem czy pikselowym DSJ-em, a te dzisiejsze to już zupełnie turlają się ze śmiechu jak o tym słyszą. We wstępniaku Człowiek Warga apeluje do nas, żebyśmy dbali o środowisko i wyrzucili gazetę po przeczytaniu do odpowiednio pojemnika. My zadbamy za to o waszą kondycję psychiczną i polecimy zrobienie tego znacznie wcześniej.

Chyba, że czekacie na masę szalenie ważnych informacji o ludziach, którzy w większości są dla nas kompletnymi anonimami – o, wtedy możecie czytać. Taki w sumie nasz cel – im większa mikstura żenady i beki, tym lepiej.

– Kaiko opowiada, że w dzieciństwie miewał takie przygody, że razem z bratem bawił się w podróżników,
– Blow pozuje do zdjęć na kiblu i oprowadza po swoim mieszkaniu (czyli udowadnia, że na YT jednak da się zbić hajs),
– Chocolatemilk opowiada, że wynajął już pokój i musi się urządzić,
– Olciiak rozmawia z Sylwią o paznokciach do czwartej nad ranem, poza tym wspólnie lubią śpiewać Biebera.
– Bethany Mota zrobiła sobie selfie z Obamą i dalej uważa się za zwyczajną nastolatkę.

No niesamowite.

Cała gazeta – ogólnie stek banałów dla trzynastolatków, którym marzy się kariera na YouTubie. Mogą dowiedzieć się z niej kilku komunałów o tym, jakich apek używać do montowania filmów, znany koleś z internetu opowie jak radzi sobie z hejtem, et cetera, et cetera. Zaczęliśmy Człowiekiem Wargą, skończymy także i nim.

warga

Maciek, na swoim kanale jesteś nieco bardziej wyrazisty.

***

„FAKT”. Trochę obrywa się tej gazecie ze względu na wybryki „Superaka” – że jak tabloid to musi być szmatławy (tak na marginesie nie uważamy, żeby ani jedna, ani druga gazeta była szmatława, obie, a szczególnie „SE”, ze szmatłowatością tylko romansują). Polityka – okej, jest to często strzelanie śrutem do kaczek a nie poważnym działem w grube ryby, można ten dział poprowadzić lepiej. Sport jest robiony bardzo porządnie (redaguje go redakcja „Przeglądu Sportowego”) a szeroko rozumiane rubryki obyczajowe… Cóż, nie mają stosownego pierdolnięcia, „FAKT” wbrew pozorom nie lubi lecieć po bandzie. Mamy teksty o emerycie, który kijem pogonił wściekłego żubra albo relację z kradzieży figurki Matki Boskiej. Takie to nijakie, mało kontrowersyjne. Proste tematy dla prostych ludzi – owszem, ale nie bardzo jest z czego pokręcić beczkę. Jeśli szukacie wykręconych tekstów – zajrzyjcie gdzie indziej.

Z ciekawostkowego punktu widzenia – spróbujcie napisać felieton na jakiś konkretny temat, mając do dyspozycji tylko 800 znaków. Tak się może wydawać – eee, taki redaktorek to ma lekko, walnie dwa króciutkie teksty i spada w chatę. Nie. Warsztatowo – cholernie ciężka sprawa. Wiemy, doświadczyliśmy tego na własnej skórze.

***

DSC_0450

Jest i „Superak”! Generalnie tak jak z „FAKTEM” – za samej tabloidowości się nie czepiamy, bo ją rozumiemy. Sport na wysokim poziomie (najbardziej niedoceniany dział sportowy w kraju), polityka raczej też. Sporą patolką są za to wszelkie artykuły obyczajowe – ten tabloid lubi walnąć złotego strzała, który fruwa po internecie przez całe tygodnie.

Durny artykuł znajdzie się tu zawsze – jak na przykład przepychanka pomiędzy pracowniczką Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, a właścicielką psa. Pierwsza uważa, że pies jest głodzony. Druga – że sam schudł (?). Może dieta u Chodakowskiej?

Generalnie „Superak” jako gazeta dla ludu daje radę. Jest info o tym, że król sucharów zostaje w Familiadzie (a jej losy wcale nie były oczywiste), albo że Szymon Majewski (do tronu Karola rzecz jasna aspirujący) znalazł robotę w Polsacie. Wszystko o sprawach, które dla przeciętnego zjadacza chleba mogą mieć jakieś znaczenie. Bo to jest właśnie target „SE”. Prosty, szary człowiek. Nie bez powodu Paweł Zarzeczny opowiada, że do redakcji zatrudniono kiedyś… zduna. Gość miał raz dziennie przeczytać całą gazetę i wyłapać wszystko, co wydało się mu niejasne, niezrozumiałe. Ot, prosty przekaz.

W wydaniu, które trafiliśmy, festiwalu żenady nie uświadczyliśmy, ale…

1)      tak, to ta gazeta, która wypuściła tekst o gościu, który nie śpi, bo trzyma kredens,
2)      tak, to oni są autorami tytułu „zabił, bo śmierdziały mu nogi”,
3)      tak, to „Superak” radził „jak nie spłonąć na cmentarzu”.

Najlepszy tekst? Gwiazda porno przeleciała całą autostradę. Ciekawe, ciekawe…

porno

Jeśli szukamy żenady – „Superak” lubi pojechać po bandzie, ale nie zawsze możemy jej uświadczyć. Teksty są tak napisane, że przeciętny człowiek przeczyta i wyciśnie parę łez, taki bardziej kumaty będzie wiedział, że to wszystko nie na serio i że to celowo jest napisane tak, a nie inaczej.

Beka – tak. Żenada – raczej tak. Warto.

***

DSC_0449

Prawdziwy hit i pewnie już się domyślacie, dlaczego. Sama gazeta – ot, zwykłe kilkadziesiąt stron chujowizny dla bab. Przepisy na placki, wstrząsające opowieści czytelniczek, poradnik „jak radzić sobie z biegunką” – no takie rzeczy. Niby warte to tyle co dwie szklanki wody, ale też trudno w jakiś sposób to obśmiać.

Tak czy inaczej, jeżeli chcemy pokręcić beczkę, ta gazeta to PEWNIAK i należy zakupić ją BEZWZGLĘDNIE. Powód? Brawurowe śmichy-chichy nadsyłane przez czytelników.

Taki (HAHAHAHAHAHA!):

chwila

Taki: (HAHAHAHAHAHA!):

chwila2

Albo taki: (HAHAHAHAHAHA!):

chwila3

To jest to! Ten polot, brawura. Po więcej odsyłamy na specjalny fanpage (20 tys. lajków świadczy o skali zjawiska): Bekowe historie z „Chwila dla Ciebie”. Nas kupiło w zupełności. Najlepiej wyciągnąć te kapelusze podczas jakiejś zakrapianej posiadówy – wchodzą jak złoto i robią wieczór.

***

Gwoli podsumowania:

– szmatławce – ogromna żenua,
– „BRAVO” – tak, bo beka z gimbów,
– „Tube” – bardziej w opcji „WTF?!”,
– „FAKT” – przereklamowany,
– „Superak” – zawsze na poziomie, czasem trafi się jakaś perełka,
– „Chwila dla Ciebie” – pewniak.

Widzimy się w kolejce przy kiosku.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑