To będzie dobry rok, przynajmniej w kinie

Opublikowano Grudzień 29, 2015 | przez Gofrey

f95a1970-5915-4b57-9f6e-d1de9d6a3b15

Zazwyczaj narzekamy, tak na Wyszło, jak i na Weszło, więc postanowiliśmy przełamać schemat i wlać w wasze serduszka nieco optymizmu i nadziei na przyszły rok. Jako że nie do końca ufamy ekonomistom, politykom, lekarzom i socjologom, nie odważymy się prognozować, że 2016 rok będzie radosny pod względem naszych zarobków, perspektyw, czy zdrowia. Możemy za to już teraz z pełną świadomością powiedzieć, że czeka nas dobry rok pod względem premier filmowych.

2015? Był… Dziwny. Z jednej strony kolejny Bond, wielkie przebudzenie w sadze „Gwiezdnych Wojen”, nowy „Mad Max”, nowe „Mission Impossible”. Ogółem jednak, mimo wielu naprawdę fajnych filmów, brakowało takiego, który wbiłby nas w fotel i zostawił w nim na długie tygodnie. Ciepłe komedie? Jasne, choćby „Agentka” czy „Praktykant”. Spektakularne obrazy? Choćby wymienione wyżej kontynuacje popularnych serii. Ambitniejsze dzieła? Hm, może „Marsjanin”, może „Whiplash”, może „Most szpiegów”? Ale ogółem: bez przełomu.

Mamy nadzieję, że inaczej będzie w 2016, który już teraz zapowiada się wyśmienicie. Dlaczego?

NIENAWISTNA ÓSEMKA

Tak, wiemy, że pewnie wielu z was już to widziało, tak, wiemy, że „technicznie” to jeszcze film z 2015 roku. W Polsce ma jednak premierę dopiero w styczniu, dlatego my, prawilniacy, którzy nie hańbią się oglądaniem w kiepskiej jakości na laptopie, zaliczamy go do premier 2016 roku. Dlaczego już teraz przebieramy nogami? Powód numer jeden: Quentin Tarantino. Kiedy pewnego dnia zrobi słaby film, dzień później George Clooney wyłysieje. Powód numer dwa: gwiazdorska obsada z Samuelem L. Jacksonem, Kurtem Russelem i Channingiem Tatumem. Powód trzy: znów razem z Tarantino podróżujemy w czasie do czasów wokół wojny secesyjnej – tym razem zwiedzimy śnieżne Wyoming kilka lat po jej zakończeniu. Po tym, co cała ta ekipa zmajstrowała przy „Django” – spodziewamy się czystej magii. I filmu, który zapamiętamy na długo.

ZJAWA

Zostajemy w śnieżnych rejonach, zostajemy przy filmach, które w cywilizowanych miejscach miały już swoją premierę. Tak jak przy „Nienawistnej Ósemce”, tak i tu przenosimy się w przykryte białym puchem tereny USA z dziewiętnastego wieku. Tak jak przy „Nienawistnej Ósemce” – wielu już ten film widziało i serdecznie go poleca. Na tym kończą się raczej podobieństwa – „Zjawa” to bowiem film o wiele głębszy, z rolą, która w końcu ma dać Di Caprio upragnionego Oscara. Ma być krwawo, ma być emocjonująco, ma być dramatycznie, ma być z napięciem i wzruszeniem. Trailery nie pozostawiają wątpliwości – zdjęcia także zrobią robotę. Ostrzymy zęby i każdego dnia walczymy z sumieniem, by nie obejrzeć tego nielegalnie przed polską kinową premierą.

DEADPOOL

Okej, przyznajemy się bez bicia – my akurat wielkimi fanami komiksów Marvela i ekranizacji tychże nie jesteśmy. Po kiepskiej „Fantastycznej Czwórce” sprzed kilku tygodni na jakiś czas się z tego w ogóle wyleczyliśmy. „Deadpool” to jednak coś innego. Najemnik z czarnym humorem, który otrzymuje moc samouzdrawiania – tak reklamują to materiały promocyjne, a my, jak głupcy, od razu łapiemy się na wędkę. Czarny humor? Jesteśmy w tym, nawet, jeśli to kolejna wtórna historyjka o superbohaterze zbawiającym świat z gracją, dwoma mieczami, pistoletem i czerstwymi gadkami. Liczby? Na filmwebie film zajmuje trzecie miejsce pod względem liczby ludzi, którzy chcieliby to obejrzeć.

LEGION SAMOBÓJCÓW

A tu znów komiksowo, ale i oryginalnie. Tym razem w rolę „dobrych” siłą wcieleni zostaną bowiem najbardziej popularni złoczyńcy. Dlaczego to dobra wiadomość? Przede wszystkim Jared Leto w roli Jokera, Margot Robbie jako Harley Quinn i Will Smith jako Deadshot. Co tu dużo mówić – powiew świeżości z niezłą obsadą i spory potencjał na coś bardzo fajnego. Na razie niewiele więcej da się powiedzieć. Aha, może poza tym, że Suicide Squad brzmi lepiej niż Legion Samobójców.

JOY

Nie no, film o babce, która wymyśliła mopa to nie jest dobra pozycja do opisywania na Wyszło. Nawet jeśli gra w tym Robert De Niro.

WARCRAFT: POCZĄTEK I ASSASSIN’S CREED

O, tu coś bardziej „wyszlackiego”. Dwa filmy, które ożywią dwie fantastyczne serie gier. Oczywiście mamy gdzieś z tyłu głowy ekranizacje Dungeon Siege’a czy Hitmana, które zwyczajnie sprofanowały bardzo udane gry komputerowe, ale chcemy wierzyć, że tym razem wszystko odbędzie się z należytą czcią i szacunkiem dla nieszablonowych fabuł, tak w świecie Warcrafta, jak i w uniwersum Assassin’s Creed. Szczególnie dobrze zapowiada się właśnie ta druga z ekranizacji – świat od wieków podzielony między asasynów i templariuszy, którzy walczą równocześnie w świecie współczesnym, jak i specjalnych programach komputerowych przenoszących do przeszłości… To brzmi jak potencjał na dobrą trylogię. Ale biorąc pod uwagę jak powoli na drobne rozmieniają się gry z tej stajni… Cóż, wierzymy, że film wskrzesi ideały z pierwszych dwóch części komputerowej wersji tej historii – wyższość pomysłu nad efekciarstwem i fabuły nad interesującymi lokacjami.

DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI: ODRODZENIE

To jest film… ryzykowny. Oryginalny „Dzień Niepodległości” zdążył już obrosnąć całkiem niezłą warstwą uwielbienia fanów, fantastycznie łącząc patriotyczny patos z typowo amerykańskimi odzywkami Willa Smitha. Czy to będzie hołd w klimacie nowych „Gwiezdnych Wojen”? A może coś zupełnie nowego? Jedno jest pewne – czekamy niecierpliwie, a przed premierą pewnie jeszcze ze dwa razy odświeżymy sobie pierwszą część.

BATMAN VS SUPERMAN, X-MAN:APOKALIPSA ORAZ KAPITAN AMERYKA: WOJNA SUPERBOHATERÓW

Bez szerszych komentarzy – fani wszystkich serii z pewnością czekają już teraz, nieprzekonani… Cóż, mogą dostać kawałek dobrego kina akcji. Chociaż jednocześnie dostajemy dwie bliźniaczo podobne historie – wielcy superbohaterowie, tradycyjnie po „dobrej stronie” stają przeciw sobie – i Batmana wojującego z Supermanem, i Kapitana Amerykę mierzącego się z Ironmanem z pewnością z przyjemnością obejrzymy. Do tego nowi X-mani… Będzie się działo. Czy to dobrze, że w jednym roku powstanie aż tyle filmów „komiksowych”? Pewnie niekoniecznie. Ale „Zjawa”, nowy Tarantino i „Dzień Niepodległości”, a może i nowy „Avatar”, którego daty premiery jeszcze nie znamy, to niemal gwarancja udanego roku.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑