To jeszcze artystyczne zakłamanie, czy już poważna schizofrenia? Masłowska, odłóż majka

Opublikowano Luty 19, 2014 | przez Pato

maslowska

Nigdy nie rozumiałem fenomenu Doroty Masłowskiej. Pierwsza lepsza książka z Biedronki ma mniej grafomańskich akapitów niż osławiona „Wojna polsko-ruska”, a „Paw Królowej” to nie paw, tylko porządny rzyg, po którym nie pozostaje nic tylko trzasnąć klapą. To samo powie każdy rozsądnie myślący człowiek. Nie powtarzałbym teraz tych oklepanych opinii, gdyby nie jedno: Masłowska wraca! Wraca i to w dramatycznym stylu. Zamiast pisać będzie… śpiewać.

Tak, złapcie się teraz krzesła. Usiądźcie wygodnie w fotelu. Najlepiej zaparzcie melisę albo włączcie Comedy Central. Już? No to możecie przesłuchać pierwszy singiel (https://soundcloud.com/szy-y/mister-d-spo-ecze-stwo-jest?utm_source=soundcloud&utm_campaign=share&utm_medium=twitter). Psychodeliczny bit, który sam w sobie nie jest zły, ale w połączeniu z pseudo-rapem Masłowskiej daje jakąś komiczną mieszankę. Jakaś Żabka. Jakiś gość z Tigerem i maszyna do wypieku chleba. Wszystko wyrażone prostym językiem i ulicznym sposobem rozumowania. Nie wiem, jak na natemat.pl pewien redaktor może porównywać to do M.I.A, ale wiem, że jest głuchy. Jeszcze moment i ktoś krzyknie: sztuka! Inny, że zaczepka. Sorry, ale dla większości ludzi będzie to chłam, ciężkostrawna papka z wiecznie stałą linią obrony.

Bo to artyzm.

Wyobraźnia.

Nie dla debili.

Ciągle to samo. Bronić w ten sposób Masłowskiej? Tego bełkotu? Kobieta już w książkach zjadała swój ogon. Wchodziła na wyższy poziom grafomanii, a pseudo-oświecone środowiska krzyczały: super, tak dalej. Niestety, ale ktoś tu znowu upadł na głowę.

Masłowska mówi, że zmęczyła ją literatura, że wybierała między depresją a pisaniem piosenek. No więc jeszcze raz zanurzyła się bagnie. Pisanie ze śpiewaniem potrafił łączyć Jo Nesbo albo Stephen King, ale nie jakaś Mister D.

Chce śpiewać? Niech śpiewa. Ale niech tez nikt nie wmawia nam, że to jest piękne, wyższe i pogłębione. Bo nie jest. Nie jest nawet średnie. Zjadliwe. Nie mówiąc już o wadach wymowy i braku poczucia rytmu.

Sam już nie wiem, czy to jeszcze artystyczne zakłamanie, czy już poważna schizofrenia. Zamiłowanie we własnej awangardzie, czy totalne obłąkanie. Ktoś zawyje dwa razy o chlebie i Żabce, założy hipsterskie ciuchy, a oświeceni powiedzą: co za piękne wyrażenie własnego ja. No, kurwa, super. Niech do tego duetu dołączy Xawery Żuławski, to jak jeszcze jeszcze ściągnie kumpli to będziemy mieli nowy soundsystem.

Ponure refleksje o tirówkach, alfonsach, hajsie i jeżdżeniu Audi. Wolność i wyobraźnia. Karuzela smaku i barw. Świat brnie czasem do takiej granicy absurdu, że oczami abstrakcji widzę ich na Openerze.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑