Trzecie podejście do studiów jako poszukiwanie partnerki? Ekhm, gimbaza mnie nie interesuje

Opublikowano Październik 19, 2013 | przez Limonow

pasztet

Niesłychane. Zawsze myślałem, że UW nie oznacza tylko skrótu od Uniwersytetu Warszawskiego, ale coś więcej. Dwie literki ekskluzywności. Czegoś wyjątkowego. Oznaczającego, że kiedy przekraczasz już bramy Krakowskiego Przedmieścia jesteś… wybranym. I zaraz będziesz obracał się wśród ludzi podobnych do ciebie – ze zwyrolskim poczuciem humoru czy życiowym luzem. Nie, dosyć, wróćmy na ziemię. Moje trzecie podejście do studiów pokazuje, że rocznik 1994 nie potrafi się nawet ubrać.

Dramat. Czuję się jak wśród totalnej gimbazy. Im więcej czasu upływa, tym gorzej jest mi ze świadomością, że raczej nikogo z rocznika 94 nie wyrwę. A to dlatego, że ci ludzie nie mają… atutów. Hipsterska czapka, rozciągnięta bluza, tornister jak z czasów podstawówki, za mocny makijaż, cały czas fajka w ryju, bluzgi, wyzywanie wszystkich od „pedałów” i gadanie o serialach typu Sherlock. Archetyp 19-latki. Boże, smutne, nie wiedziałem, że coś takiego przeżyję. Mentalnie te „laski” są jeszcze uboższe niż wizualnie.

Chciałem z całych sił studiować na Krakowskim. Bo Nowy Świat, bo mnóstwo dziewcząt, bo knajpa na knajpie. Na razie jednak czuje się jakbym prowadził stary, rozrywkowy i wakacyjny tryb życia. Czyli – jak do knajpy, to ze starym kumplem. A jak ze znajomą z roku… to tylko, by robić fundamenty. Nie pod związek, a pod notatki, bo jest nieatrakcyjna. Dyplomacja przy piwku robi swoje – postawisz, a potem czekasz już tylko na zeszyt. Z wykładów, które olewasz, bo nie są obowiązkowe, ale wszystkie dziewczyny spod Grójca nie odpuszczą nawet minuty. Mimo, że dalej pozują na wyluzowane hipsterki z mottem życiowym „alko, dragi, hajs”. Chryste, epoka hipokryzji, epoka podróbek ludzi. Gdzie jest, u licha, jakiś umiar?

Wiadomo, im trudniej to strawić, tym dłużej to drążę. Czyli przeglądam profile koleżanek mojego kumpla, który studiował ten sam kierunek jeszcze przed dwoma laty. A tam laski 9/10, 8/10, 10/10, 9/10. A u mnie? 1/10, 2/10, w porywach do 5/10, czyli można zagonić pod kołdrę, ale tylko w stanie głębokiego odurzenia (nie zadurzenia) substancjami niekoniecznie dozwolonymi.

Smutne to – myślałem, że chociaż będzie przyjemnie na tych ludzi popatrzeć. Kiedy w wieku 17 lat spotykałem się z jedną bliską mi osobą, była zadbana jak gwiazda kina. Jak ściągnięta prosto ze zdjęć do jakiegoś produktu kosmetycznego. Dziś te wspomnienia konfrontuje z obgryzionymi paznokciami i zdartym lakierem na dłoniach, których na pewno nie chciałbym na wysokości mojego rozporka. A wiem, że jak miałbym zacząć studia po raz kolejny za rok, z rocznikiem 95, byłoby jeszcze gorzej. Wniosek z tego taki – intelektualnie będzie mi lżej i wkrótce zostanę magistrem, ale w tym odcinku – ekhm – no wiecie.

Pytanie – czy tylko ja jestem spod ciemnej gwiazdy? Spójrzcie – co roku inny kierunek, wysyp dup, a na dodatek… procentowa przewaga kobiet w stosunku do facetów na roku to jakieś 80% – 20%. Czyli jak posiadanie piłki Barcy, choć jak przychodzi co do czego, to żadna nie nadaje się do łóżkowej tiki-taki. A to trochę boli. Moje UW to nie eldorado, to raczej upadła cywilizacja. A wątpię, żeby UMCS czy inny KUL rzucał na kolana. To koniec dla tego kraju – rośnie pokolenie, które można tylko zepchnąć do dołu z ziemią.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑