Trzy zamachy w trzy lata. Największy pechowiec i zarazem… największy szczęściarz na świecie

Opublikowano Marzec 23, 2016 | przez lucky bastard

9031e7b13ec704cab3e7d62a495ee549

Gość, który szczerzy się na powyższym zdjęciu nazywa się Mason Wells, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, ma 19 lat, jest mormońskim misjonarzem (cokolwiek to oznacza). Dziś mówi o nim cały świat, bo jak się okazuje – jest też zarówno największym pechowcem pod słońcem, jak i… szczęściarzem. Sami nie wiemy, jak to oceniać – los to figlarz, po raz kolejny napisał nieprawdopodobny scenariusz.

Otóż wyobraźcie sobie, że Mason ustrzelił bardzo nietypowego hat-tricka. Wracając do powyższego wstępu – jest największym pechowcem, bo w ciągu niecałych trzech lat był świadkiem trzech zamachów terrorystycznych. Szczęściarzem, bo z każdego z nich udało mu się ujść z życiem. Niebywałe.

Kwiecień 2013. Maraton bostoński. Udział w wydarzeniu bierze matka Wellsa, on udaje się do stolicy stanu  Massachusetts, by jej kibicować. Dwóch braci detonuje ładunki domowej roboty w okolicach linii mety. Giną 3 osoby, 264 zostają ranne. Jego nie ma w żadnej z grup, był zbyt daleko od miejsca zdarzenia (około jednej przecznicy). Ale widzi tragedię na własne oczy.

Listopad 2015. Paryż. Co prawda nie był więziony w teatrze Bataclan, ani nie jadł akurat posiłku w restauracji Petit Cambodge, ani nie spędzał wieczoru w barze Carillon, nie kręcił się również w okolicach Stade de France czy Les Halles, ale był akurat tego feralnego dnia w pobliżu Paryża. Podobnie jak miliony innych ludzi musiał z niepokojem oglądać się za siebie, przeżył chwile pełne grozy.

Marzec 2016. Bruksela. W stolicy Belgii przebywał już od sześciu tygodni. Akurat tego dnia wraz z dwójką kolegów odprowadzał na lotnisko koleżankę. W momencie gdy przeszła ona kontrolę bezpieczeństwa, a oni udawali się powoli w kierunku wyjścia, doszło do eksplozji. Tym razem Mason miał mniej szczęścia niż w dwóch poprzednich przypadkach – został ranny, odniósł głównie obrażenia nóg, leży w brukselskim szpitalu, gdzie przeszedł już jedną operację. Jednak – jak zdradzili jego rodzice – biorąc pod uwagę to, jak blisko miejsca eksplozji się znajdował, można mówić o wielkim szczęściu.

Cóż, może czuć się jak jeden z bohaterów serii „Oszukać przeznaczenie”. Będzie miał co wnukom opowiadać, prawda? Nie wiemy, jak pomysł na dalszy ciąg swojego niezwykłego życia ma Mason, ale jeśli moglibyśmy coś mu poradzić, no to tak…

Po pierwsze: mniej podróży, w rodzinnym stanie Utah jest pewnie co robić – tak na wszelki wypadek.

Po drugie: gdy już osiądzie w jednym miejscu, może pomyśleć nda spisaniem swoich wspomnień. Historia niewesoła, ale przyznacie chyba, że petarda.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑