TVP wyśle muzyków na Eurowizję. Byle nie tych wybranych przez… swoich widzów

Opublikowano Październik 4, 2014 | przez Jaskier

Eurovision-2015-flag.jpg

Konkurs Piosenki Eurowizji bywa nazywany przaśnym festynem, festiwalem kiczu czy rywalizacją dziwactw, w której na dalszy plan schodzi muzyka, a najważniejsze staje się to, by błysnąć – często wątpliwych lotów – ekstrawagancją. Generalnie podpisuje się pod stwierdzeniem.

Od czasów, gdy o mojej muzycznej edukacji nie decydują już rozgłośnie radiowe głównego nurtu (czyli od bardzo dawna), konkurs ten jakoś szczególnie mnie nie podnieca. Nie zmienia to jednak faktu, że uważam iż po prostu nie wypada nam – jako dużemu państwu z fajnymi muzykami – olewać zabawy, w której uczestniczy cały kontynent. Choć niektórzy wmawiają nam to codziennie, naprawdę nie jesteśmy dziadowskim krajem.

Dlatego ucieszyła mnie dzisiejsza informacja podana przez portal wirtualnemedia.pl. Telewizja Polska negocjuje z Europejską Unią Nadawców, która organizuje konkurs, rozmowy są bliskie finalizacji, a to oznacza, że podobnie jak w tym roku, a w przeciwieństwie do dwóch poprzednich lat, polski artysta zaprezentuje się przed widzami z całej Europy. Brawo.

Jednak – jak w filmach – dobrej wiadomości, towarzyszy ta gorsza. Trzeba jeszcze wybrać przedstawiciela, a na razie nie podjęto decyzji, w jaki sposób do tego dojdzie. Może się to stać na trzy sposoby:

a) poprzez otwarte eliminacje i głosowanie telewidzów

b) poprze wybór komisji złożonej z ekspertów

c) poprzez połączone siły widzów i ekspertów

Moim skromnym zdaniem nie może być nic gorszego niż gorszego nic powierzenie podjęcia takiej decyzji widzom TVP. To tak jakby ludzie z niepełnym podstawowym mieli decydować o kształcie programu nauczania w szkołach. – Ale jak to? – zapytacie. Przecież to będzie nasz przedstawiciel, więc to my powinniśmy go wskazać!

Ano, nie do końca. Po prostu uważam, że pewne rzeczy lepiej pozostawić ludziom, którzy się na tym znają. Tak samo jak selekcjoner reprezentacji przy powołaniach nie powinien się sugerować zdaniem kanapowych Januszy, którzy kojarzą tylko – głownie z reklam – Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego, a mają z reguły najwięcej do powiedzenia, tak i TVP nie powinno się w tej kwestii radzić swoich widzów. Z prostej przyczyny – może to krzywdzące uogólnienie, ale Polacy raczej nie mają pojęcia o muzyce. Wystarczy zobaczyć, jaki kawałki królują na listach przebojów w mainstreamowych mediach, które utwory biją rekordy wyświetleń na YouTube.

Nie mam wątpliwości, że taki sposób selekcji przerodziłby się w konkurs popularności, w których największe szanse mieliby ludzie z czołówek portali plotkarskich i brukowych gazet, a naprawdę ciekawi i wartościowi artyści staliby na straconej pozycji. Oczywiście nie ma również pewności, że jury złożone z ekspertów wybierze właściwie, ale gdybym miał decydować, bardziej wierzę w ludzi z odpowiednimi kompetencji niż w vox populi. Pozostaje tylko kwestia odpowiedniego doboru tychże ekspertów. Gdyby TVP nie zamykała się w obrębie tylko i wyłącznie swoich mądrych głów, o właściwy werdykt byłbym w zasadzie spokojny.

Właściwy werdykt. Co on oznacza? Nie chodzi wcale o wybór człowieka, który Eurowizję wygra, bo to przez obowiązujący system głosowania jest bardzo trudne. Chodzi o artystę, który pokaże, że nie jesteśmy zaściankiem i jest tu oryginalna muzyka na poziomie. A że jest, nie mam wątpliwości.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑