Ty też dałbyś się kiedyś pokroić, żeby móc uwolnić Hugolinę i dzieciaki?

Opublikowano Grudzień 30, 2015 | przez lucky bastard

zagadka114r

Niedziela bez Hugo? Niedziela stracona. Szybka pobudka (ha, nie było opcji, żeby jakieś dziecko spało do dwunastej), ciepłe kakao, rogalik i Polsat. Jedna czy dwie bajki jako przystawka, potem główny punkt niedzielnego poranka, na dokładkę Power Rangers i z podniesionym czołem można było iść do kościoła. Program absolutnie kultowy, który ukształtował nasze dzieciństwa. Oglądał go dosłownie każdy. Przyznać się: kto nie dzwonił na Hugo choć raz?

No właśnie.

Za to, żeby tylko dostać się na linię, oddałbyś prawie wszystko. Cały rok żucia gumy turbo, Pegasusa na dwa tygodnie, pół kolekcji resoraków Burago. Zagranie w Hugo było prawie niemożliwe. Jeśli jakimś cudem udało ci się to osiągnąć, miałeś szacun na osiedlu aż do skończenia podstawówki. Spadłeś z liany, wykoleiłeś swój wagon, walnąłeś w drzewo lecąc Hugo-kopterem – nieważne. Byłeś w Polsacie, mogłeś bezkarnie ciągnąć za warkocz Ankę z 4c.

Kto miał przenośny telefon stacjonarny, ten był wówczas gościem. Mógł spróbować swoich sił we względnie dobrych warunkach. Ci z klasycznym telefonem na kabel – cóż, raczej byli na straconej pozycji, chyba że wytrenowali się na tyle, że mogli bez problemu grać nie patrząc na aparat. No i oczywiście jeśli nie mieli telefonu zamontowanego w korytarzu, co przyprawiło o nieprzespane noce niejednego dzieciaka, z autorem tego tekstu na czele. Tak samo jak to, kiedy ktoś dostał się na linię i… odpadał po pół minuty. Jakież to było frustrujące – siedzisz przed telewizorem i oglądasz, jak jakiś lamus marnuje swoją życiową szansę, której ty pewnie nigdy nie będziesz miał.

Dla partaczy zero szacunku, za to z tymi, którym w zdobyciu celu przeszkodziły lagi – braterska solidarność. Widzisz, że jakiś gość jedzie prosto w drzewo i słyszysz, jak desperacko wciska „czwórkę”. Raz, drugi, trzeci, czwarty – a tu zero reakcji. Aż chciało się krzyknąć: do dupy ten Polsat!

Pamiętacie fabułę? Dość banalna. Wcielasz się w role Hugo, czyli niezbyt urodziwego trolla, któremu zła czarownica, niejaka Scylla, porwała żonę Hugolinę i dzieciaki. Twoje zdanie jest zatem dość oczywiste – masz ich uwolnić. Losowałeś grę, w której musiałeś pokazać, co potrafisz. Do klasyki przeszły trzy pierwsze (późniejsze, które pojawiały się dla urozmaicenia, to już nie ten kaliber):

Hugo-kopter – przemierzałeś planszę dziwnym pojazdem latającym i mogłeś po drodze wyrżnąć łbem o spadający pień, ale najtrudniejszy był etap w jaskini, gdzie musiałeś lawirować pomiędzy stalaktytami i stalagmitami.

Liany – czyli zdecydowanie najprostsza gra. Kto na nią trafił – był farciarzem. Musiałeś wspinać się w górę, zbierać diamenty, omijać słonie, które mogły cię strącić w dół i tygrysy.

Struś – dosiadałeś to jakże szybkie zwierzę i przemierzałeś planszę, zważając na dobrą drogę i omijając po drodze chmarę zwierząt.

Czy brakuje nam dzisiaj takich gier? Pewnie, że tak. Ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że technika poszła na tyle do przodu, że przesiadywanie przed telewizorem z telefonem stacjonarnym można zastąpić tysiącem lepszych rozwiązań. Tak czy inaczej – z łezką w oku wspominamy ten folklor i trochę żałujemy, że już nasze dzieci raczej będą w ten sam sposób co my rozwijać pewnych skrótów.

HWDP. Hugo Wraca Do Polsatu. Niestety – już nie wróci.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑