„Tylko Bóg wybacza” – nie idźcie na tego potworka do kina. To kompletne dno

Opublikowano Czerwiec 15, 2013 | przez Dżordż

RyanGosling640

O poziomie tego filmu najlepiej świadczy jedno: w zakochanej w Ryanie Goslingu Polsce podczas seansu, w którym brałem udział, z sali kinowej wyszło pięć kobiet.

Nicolas Winding Refn nakręcił w 2011 roku naprawdę dobry film. „Drive”, kojarzycie? Nie było w nim zbyt wielu słów, a co za tym idzie spektakularnych dialogów, ale i tak oglądało go się znakomicie. Głównie dzięki fenomenalnym ujęciom miasta nocą i mistrzowsko dobranej muzyce.  A także Goslingowi, który grał asa kierownicy, z wielkim spokojem spierdalającego przed policją z miejsc kolejnych napadów.

Tak sobie myślę, że duński reżyser uwierzył po tej produkcji w swoją wielkość. Nie wiem, czy odbiło mu po pozytywnych recenzjach krytyków, czy dzięki zarobionej kasie, ale tak czy siak musiał zwariować. Nikt normalny nie spłodziłby bowiem takiego potworka, jak „Tylko Bóg wybacza”.

Ja to widzę tak: oszalały Refn uwierzył, że jest nowym Quentinem Tarantino. I wobec tego chciał dać światu film, w którym KAŻDA scena będzie kultowa, zupełnie jak w „Pulp Fiction”. Niestety, nie udało się, że tak delikatnie napiszę. Albo wiecie co? Jebać delikatność, tu trzeba wytoczyć cięższe działa: Nicolas Winding nakręcił kompletne gówno. Jeden z najgorszych filmów, jakie widziałem w kinie w życiu.

Jego fabuła jest banalna, muzyka usypiająca, Gosling nijaki, a do tego ten Chang… Porucznik policji z Bangkoku, który chodzi po mieście z jakimś dziwacznym przyrządem mieczopodobnym i wymierza nim sprawiedliwość co piątej napotkanej osobie. Gościu tnie ludzi z taką przyjemnością, z jaką Fryderyk Chopin komponował kolejne polonezy. Refn pokazuje jego zbrodnie niezwykle szczegółowo, skutkiem czego żeńska część widowni połowę filmu spędza z oczami zasłoniętymi dłońmi.

Jak zapewne pamiętacie w „Kill Billu” Uma Thurman też nie patyczkowała się z wrogami, ale jednak tam te odcinane ręce i tryskająca z nich krew były pokazane trochę groteskowo, skutkiem czego bawiły odbiorcę. Duński reżyser może i miał podobny zamysł, ale nic z niego nie wyszło, „Tylko Bóg wybacza” nawet w 1 % nie ociera się o tarantinowską lekkość i błyskotliwość.

A tak w ogóle użyte wcześniej muzyczne porównanie nie jest tu przypadkowe: nasz pojebany policjant w wolnych chwilach uwielbia… śpiewać romantyczne piosenki, czyni to zresztą niebiańskim głosem. Chang nie występuje jednak dla „zwykłych” ludzi, on daje koncerty tylko dla wybrańców = innych stróżów prawa.

Kiedy jego wokalne popisy zaczęły mieszać się z brutalnymi scenami mordów, ludzie w kinie po prostu raz za razem wybuchali śmiechem. Był to śmiech pełen współczucia, taki, jaki wydobywamy z siebie np. na ulicy, kiedy narąbany żulek usilnie próbuje od nas wyciągnąć kilka złotych na piwko tekstami w stylu: szefie, no proszę, daj pożyć.

„Tylko Bóg wybacza” ma tylko jeden malutki plusik – Kristin Scott Thomas. Czołowy MILF Hollywoodu doskonale gra matkę Goslinga, bewzględną sucz, która handluje na dużą skalę narkotykami.

Kiedy pyta Ryana dlaczego nie zabił gościa, który zaciukał jego brata, nasz piękniś tłumaczy:

– Bo Billy wcześniej zgwałcił i zamordował jego 16-letnią córkę.

– Jestem pewna, że miał swoje powody, żeby to zrobić – odpowiada Thomas i jest to jedyna zabawna scena w tym filmie.

Trochę mało, ale może wystarczy, aby Bóg przebaczył Refnowi, że stworzył coś tak beznadziejnego.

Komentarze

Poziom brutalności
Fabuła
Muzyka
Błyskotliwość

Podsumowanie: Najgorszy film z Ryanem Goslingiem jaki widziałem w życiu.

2


Ocena użytkowników: 3.9 (6 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑