Upał jest zły? Gówno prawda. Lepiej gdy jest gorąco niż mroźno

Opublikowano Sierpień 7, 2013 | przez Dżordż

upal

Koszulka klei się do ciała bardziej niż laski do Justina Timberlake’a podczas koncertów. Wyjście do osiedlowego sklepu wymaga wysiłku porównywalnego do tego, jaki trzeba włożyć w przebiegnięcie maratonu. Człowiek w kilka godzin wypija więcej wody niż zużywa do mycia przez tydzień. Tak, upał męczy nas jak mało co na tym świecie.

Leżałem wczoraj koło południa w domu, czułem jak się ze mnie leje i miałem dość. Nie chciało mi się nawet mrugać oczami, nie mówiąc o wykonywaniu bardziej skomplikowanych czynności. Po głowie przechodziły myśli w stylu: co za jebany ukrop, a wpisy znajomych na fejsie, psioczących na słońce, potęgowały uczucie zdenerwowania. Chciałem dołączyć do tego grona malkonentów, chciałem wyrzucić z siebie jakiś lament, ale ostatecznie nie zrobiłem tego, wiecie dlaczego?

Ponieważ przypomniałem sobie obietnicę złożoną samemu sobie na początku tego roku. W styczniu  zasuwałem kilka razy w tygodniu po dworze przez godzinę w temperaturze -15 stopni. Śnieg po kostki, wiatr, warunki na tyle masakryczne, że niemalże… zamarzały mi podczas biegu powieki. To właśnie wtedy przysiągłem sobie, że bez względu na to, jak gorąco będzie latem, nie stanę się jednym z tych pogodowych, letnich narzekaczy.

I was proszę o to samo: za każdym razem, gdy wkurwi was wysoka temperatura za oknem, przypomnijcie sobie, co działo się kilka miesięcy temu. Jak odmarzały wam policzki w kwietniu. Jak w marcu po głowie chodziły najgorszego sortu przekleństwa z powodu tego, że cholerny kierowca autobusu przejechał tuż obok chodnika, w efekcie czego breja z jezdni wylądowała na eleganckiej kurtce i modnych spodniach. Jak w lutym, idąc na ważne spotkanie, wywinęliście orła tuż przed restauracją, w której byliście umówieni, przez co zamiast dobić targu trzeba było pojechać do szpitala upewnić się, czy kostka nie jest czasem poważnie skręcona. Jak w styczniu wychodziliście na dziesięciominutowy spacer z psem po którym dochodziło się do siebie godzinę, przy dużym udziale rozgrzewającego rumu.

Przypomnijcie sobie to wszystko i NIE NARZEKAJCIE na ukrop. Nie stawajcie się typowymi polaczkami, którym wszystko nie pasuje. OK, gdybyśmy mieszkali w Miami, a żar z nieba lałby się niemal codziennie, moglibyśmy marudzić. Ale że egzystujemy w kraju nad Wisłą, w którym liczba ciepłych dni jest niższa nawet od IQ Joli Rutowicz, naprawdę nie ma sensu się wykrzywiać. Zamiast tego lepiej walnąć podczas upału zimny browarek w jakiejś klimatyzowanej restauracji, w której można przy okazji podziwiać festiwal długich, oszpilkowanych nóg i cycków, błagających swoje właścicielki o wypuszczenie na słońce.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑