W Amsterdamie pokazują, jak kreatywnie walczyć z zanieczyszczeniem powietrza

Opublikowano Listopad 10, 2016 | przez ZP

XQ1powp

Pierwszym obrazkiem, który roztacza się przed oczami, gdy przychodzi nam mówić o zanieczyszczeniu powietrza, jest zazwyczaj moloch pokroju Pekinu czy Meksyku, w którym chmury smogu ograniczają przedostawanie się promieni słonecznych. A mieszkańcy noszą ochronne maseczki, by tylko nie wdychać przenikającego do atmosfery syfu.

Według rankingów obecnie najbardziej zanieczyszczonym miastem planety jest licząca sobie około miliona mieszkańców Onitsha (Nigeria). Drugie miejsce zajmuje Peshawar (Pakistan), zaś najniższy szczebel podium okupuje Zabol (Iran). Jak się jednak okazuje, zanieczyszczone powietrze jest problemem o znacznie szerszym zasięgu. Nie dotyczy on bowiem wyłącznie wielkich metropolii czy afrykańskich/azjatyckich miast, w których przemysł stara się stawiać na nogi kulejącą gospodarkę.

Zgodnie z wyliczeniami Światowej Organizacji Zdrowia, ośmiu na dziesięciu mieszkańców miast oddycha powietrzem zanieczyszczonym ponad dopuszczalną normę. Gdyby z kolei wziąć pod uwagę miejsca o zaludnieniu przekraczającym 100 tysięcy osób, wskaźnik ten wzrósłby do aż 98 procent.

W Europie zanieczyszczenie powietrza w ostatnim czasie zaczęło mocno martwić chociażby mieszkańców Amsterdamu. Choć jeszcze jakiś czas temu zapowiadano tam, że chcą stać sie pierwszą aglomeracją z zerową emisją, na tę chwilę stolica Holandii jest tak naprawdę jednym z miast o najbardziej wątpliwej jakości powietrza w Europie. Rowerki, czyste ulice i połacia zieleni jedynie pielęgnują w tym przypadku oderwany od rzeczywistości stereotyp. Problem jest na tyle poważny, że w zeszłym roku jedna z ekologicznych organizacji pozwała władze miasta do sądu o… nieposzanowanie praw człowieka właśnie z powodu nadmiernie skażonego powietrza.

Władze Amsterdamu – chcąc nie chcąc – zaczęły więc intensywnie się zastanawiać, co z tym fantem począć. Jedno było jasne – trzeba wymyślić coś chwytliwego. Coś, co w realny sposób byłoby w stanie przemówić amsterdamczykom do rozsądku. Z pomocą przyszedł im szef firmy TreeWiFi, Joris Lam. Zaproponował on dość nietypowe i zarazem niezwykle kreatywne rozwiązanie – podłączyć… drzewa do internetu. Konkretniej, chodzi o zainstalowanie na nich odbiorników WiFi w postaci karmników dla ptaków z wbudowanymi czujnikami zanieczyszczenia. Jeśli jego poziom nie będzie przekraczał dopuszczalnej normy na karmnikach zapali się zielone światełko, a mieszkańcy będą mogli bezpłatnie korzystać z dostępu do bardzo szybkiego internetu. Jeśli zaś warunek nie zostanie spełniony, światłowód będzie pozostawał nieaktywny.

Choć w mieście zaczęto już instalować pierwsze routery, sam pomysłodawca nie jest naiwny. Bardziej niż realnym zamiarem pozbycia się problemu w 800-tysięcznym mieście i zbawianiem świata jego celem jest po prostu uświadomienie mieszkańców.

– Jeśli zaczniemy stosować narzędzia, dzięki którym ludzie na własne oczy będą w stanie zdać sobie sprawę ze skali zjawiska, być może niektórzy dwa razy zastanowią się zanim wsiądą w samochód. Zależy mi głównie na tym, by ludzie byli świadomi konsekwencji własnych działań – komentuje cały projekt Joris Lam.

Nawet jeśli trudno tak naprawdę przewidzieć efekty całego przedsięwzięcia, to mimo wszystko trzeba przyznać, że sam pomysł wydaje się o wiele bardziej sensowny niż grinpisowskie trucie dupy przechodniom na ulicach, czy przywiązywanie się do drzew. W końcu zawsze łatwiej przekonać kogoś do podjęcia działania, gdy wiąże się z tym jakaś wymierna korzyść.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑