W latach 60. przeleciał całą śmietanką Hollywood. Dziś ma 90 lat i niczego się nie wstydzi

Opublikowano Wrzesień 23, 2013 | przez MB

bowers

Nie od dziś wiadomo, że Hollywood ma wiele na sumieniu. To najbardziej legendarna wylęgarnia skandali, kontrowersji i obrazy na świecie. Z roku na roku na światło dzienne wychodzą nowe fakty. Choć i tak pewne jest, że wszystkiego nie dowiemy się nigdy, a to co już doszło do naszych uszu, jest jedynie kroplą w morzu hollywoodzkiego bezeceństwa.

Najbardziej pikantna legenda złotego okresu Hollywood ujawniona została zupełnie niedawno. Jej bohaterem jest niejaki Scotty Bowers, który pewnie na zawsze pozostałby „wyrwaną kartką” w historii Fabryki Snów, gdyby nie namowy Gore Vidala, scenarzysty bulwersującego „Kaliguli” z 1979 roku.

Bowers to bowiem największa męska prostytutka w dziejach show-biznesu. Jest się czym chwalić? Na sprawę można spojrzeć dwojako. Bycie kurwą same w sobie chluby nie przynosi. Ale za to bycie kurwą największą, można uznać już za jakieś osiągnięcie.

Swoją tajemnicę Scotty ukrywał przez 60 lat. W końcu jednak zmiękł, zobaczył umowę opiewającą na konkretną sumkę i postanowił zapewnić sobie spokojny byt w ostatnich latach życia. Ze względu na swój wiek nie jest już aktywny zawodowo.

Obecnie ma dziewięć dych na karku i jedyna kariera, jaka mu pozostaje to ta literacka. A że temat jest chwytliwy, to rozchodzi się szeroki echem.

Oficjalnie Scotty Bowers pracował na stacji benzynowej. Jak się jednak okazuje, stamtąd niedaleko do samego serca aktorskiej bohemy. A także do jej kutasów i wagin. Bo Bowersowi było wszystko jedno. Z równie wielkim oddaniem łomotał Cary’ego Granta (po wszystkim tulił się jak niemowle), co Vivien Leigh (seks z towarzyszeniem symfonii krzyków i wrzasków). W galerii sław najsłynniejszego pana do towarzystwa znajdują się również Montgomery Clift, Książę Edward, Brian Epstein (menadżer The Beatles), Bob Hope, Errol Flynn, Wallis Simpson, Charles Laughton, Spencer Tracy, Mea West, Judy Garland i Katharine Hepburn (tej ostatniej jednak wcale nie spenetrował ze względu na ortodoksyjny homoseksualizm gwiazdy, był za to w stanie zaaranżować ostry seks z prawie 150 różnymi partnerkami).

Na tym jednak sława Scotty’ego się nie kończy. Na tym się zaczyna. Powyższe podboje seksualne to jedynie namiastka jego faktycznej działalności. Ok, tak zaczynał. Najpierw jako pucybut, potem jako pracownik „Shella” dobierał się do sławnych rozporków wykorzystując swój urok osobisty oraz nadzwyczajną wręcz dyskrecję (gwiazdy zawsze dbały o swoją reputację, dzięki Bowersowi pozostawały „czyste” publicznie i zaspokojone prywatnie). Jak się jednak okazało, bywały momenty, w których oczekiwania sław przerastały możliwości fizyczne albo liczebne naszego bohatera. Wówczas obrotny Scotty uruchamiał sieć kontaktów i załatwiał kogo trzeba: homo, hetero, bi, trans. Razy dwa, razy trzy, ile wlezie.

Zgodnie z własną filozofią zapewniał ludziom odrobinę szczęścia.

W ten sposób zarabiał na utrzymanie własne oraz koleżanek i kolegów, którzy godzili się na współpracę z nim. Z czasem Bowers wyrobił sobie renomę ekskluzywnej dziwki, za której usługi klienci byli w stanie słono bulić. Swój prestiż rozprzestrzeniał sukcesywnie w seksualnym podziemiu Hollywood od momentu przypadkowego spotkania z Walterem Pidgeonem, który zaoferował młodemu chłopakowi 20 dolców za trójkąt z dwoma żonatymi facetami.

Swoją karierę Bowers prowadził przez całe lata 60. i 70. Spękał dopiero w 80., kiedy całą Ameryką zatrzęsła epidemia AIDS.

Ciekawe, kogo wówczas by wymłócił? Marlona Brando? Clinta Eastwooda? Jane Fondę? A może Piotra Fronczewskiego, Krystynę Jandę i Stanisława Bareję? Romana Polańskiego na pewno.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑