Walka o wolność, gra o władzę i porachunki. Z motywem lesbijskim w tle

Opublikowano Październik 1, 2014 | przez Tomas

OITNB

Związek atrakcyjnych lesbijek w więzieniu dla kobiet? Trochę przestępczości, półświatka, ale wszystko z przymrużeniem oka i uśmiechem? Na papierze „Orange Is The New Black” wygląda nieźle, na ekranie – również.

Ostatnio znowu czułem, że dobrnąłem do pewnej serialowej bariery – jakby dalej nie istniało nic nowego. Na film trzeba wygospodarować sobie dobre dwie godziny, najlepiej jeszcze zorganizować seans z jakąś współtowarzyszką, a serial to serial. Mała przerwa od zakuwania w sesji, krótki reset między kolejnymi zleceniami pracy w domu albo dobitka przed snem. Problem jednak w tym, że ja – sympatyk lekkich, odstresowujących produkcji – już kompletnie nie wiem, co oglądać.

I tak po długich poszukiwaniach wygrzebałem właśnie OITNB.

Twórcom serialu na pewno udało się jedno: stworzenie charakterów i postaci oraz dobranie do nich odpowiednich aktorów. Pierwsza – z kompletnie wyniszczonym uzębieniem, mająca nagłą obsesję na punkcie religii i Jezusa. Druga – szefowa kuchni, farbowana rudo Rosjanka, z dużym więziennym posłuchem. Trzecia – nimfomanka, sprośna świntucha, mocno kiedyś uzależniona od prochów. I wiele, wiele innych…

Są też podziały, takie dość oczywiste: kucharki trzymają się z kucharkami, Murzynki z Murzynkami, Latynoski z Latynoskami, podstarzałe przestępczynie też w swoim gronie. No i najważniejsze – strażnicy. Bezwzględny zboczeniec z wąsikiem, wpatrzony w więźniarkę miły chłopak z sąsiedztwa, czy grubasek od pączków flirtujący z inną strażniczką.

W skrócie: ma to wszystko ręce i nogi. Jasne podziały, wyraźnie wyróżnione charaktery, takie stereotypowe dla moich wyobrażeń. Do tego genialne dialogi.

Główna bohaterka to – jakżeby inaczej – porządna, nieco idealistyczna blondyneczka z dobrego domu, którą można by zabrać jesienią na spacer do parku. Dziewczyna oczywiście jest dobra, ale pewne grzechy ma już dawno za sobą: i te na bakier z prawem, i te łóżkowe. Dziś w poważnym związku z równie sympatycznym chłopcem (to Jim z American Pie), a w przeszłości z atrakcyjną brunetką, która wciągnęła ją w świat przestępczości. No i na dzień dobry obie damy się spotykają…

Twórcom Orange Is The New Black chodziło chyba momentami o to, żeby pokazać widzom: nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora, każdy przypadek i sytuacja są inne. Dzieje się więc tyle, że dochodzi do przepychanek między ekipami (gangami?), walki o władzę, wyrównywania porachunków, miłosnych zagrywek, potyczek ze strażnikami, no i kontynuacji losów głównej trójki: on, ona… i ona. Piper, główna postać, przeżywa mnóstwo rozterek, nieznanych dotąd wcześniej sytuacji i problemów, z jakimi nigdy nie musiała się zmagać. Po wejściu do tego świata, po wejściu za kratki, już nigdy nie będzie taka sama.

Na jesienny wieczór, dla kompletnego rozluźnienia ten serial jest w sam raz.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑