Walka stulecia. Wielka kasa, wielka lipa.

Opublikowano Maj 3, 2015 | przez lucky bastard

Wszystko 11188194_10153257706194231_960122219631227353_n

Opublikowano Maj 3, 2015 | przez lucky bastard

0

Piszę ten tekst z perspektywy bokserskiego laika – z takiej samej, z jakiej śledzi go i postrzega 99 procent ludzi. Typowe „nie znam się, ale się wypowiem”, tak więc już na wstępie, śmiało, macie w rękach argumenty, żeby mnie zaorać, jeśli dla was walka Floyd Mayweather Jr. – Manny Pacquiao jednak nie była wielką, napompowaną do granic możliwości lipą. Dla mnie była.

Tęsknię za czasami, które pamiętam z dzieciństwa. Wtedy wielkie walki to były prawdziwe ringowe wojny. Pojedynki gladiatorów, jak na filmach. Dziś boks poszedł w tym kierunku, że dwóch współczesnych gladiatorów dyscypliny wychodzi z ringu bez draśnięcia. Wypacykowani, jakby ostatnie pół godziny spędzili u dobrej kosmetyczki. Nic tylko wskoczyć pod prysznic, zmienić koszulę na świeżą i wyruszyć w miasto.

Mam wrażenie, że było już w ostatniej dekadzie parę „walk stulecia”, tych niby najlepszych, najgłośniejszych, oglądałem je z pewnością, ale jak ich dziś nie wygoogluję, to detali nie jestem w stanie sobie już przypomnieć. Przeminęły – tak nijako jak sobotni mecz o puchar Legii z Lechem. Wielka otoczka, wielki hałas, fajny event, a na koniec mało boksu, przynajmniej w tym dawnym rozumieniu.

Dzisiaj boks w najlepszym wydaniu to już tylko starcie dwóch produktów, wielkich jednoosobowych działalności gospodarczych. Coś jakby Nike ścierało się z Adidasem, ale paradoksalnie wcale nie chciało sobie zrobić krzywdy. Mayweather i Pacquiao to już najwyraźniej zbyt poważni goście, żeby epatować swoim widokiem w krótkich majtkach podczas ważenia. Raczej paradują w dobrze skrojonych garniturach na konferencjach prasowych zbierających setki dziennikarzy. Nie muszą deklarować, jak pożal się Boże Jackiewicz, że rywala zniszczą, że go nienawidzą, że zmielą, zjedzą i wyplują. Tu już tej pseudopromocji nienawiści nie potrzeba.

Nikomu nie opłacają się też szybkie nokauty, no bo jak to? Bilety za tysiące, dziesiątki tysięcy dolarów, reklamy telewizyjne zaplanowane do dwunastej rundy. Im to show będzie dłużej trwało, tym więcej pieniędzy dla każdego. A przecież o nie tutaj chodzi – gdyby nie te 200 milionów w puli, nigdy do tej walki by nie doszło.

Czuję się, jakbym pierwszy raz w życiu siedział w głowie Mike’a Tysona, który zaraz po rozstrzygnięciu napisał na Twitterze: „Pięć lat na to czekaliśmy… Rozczarowany”.

Dzisiaj mówimy, że jeden świetnie się bronił i kontrolował walkę, ciosy tego drugiego prawie nie dosięgały celu. Ok, zgoda. Jednak za pięć lat z historycznego pojedynku Mayweather – Pacquiao będę pamiętał tylko tyle, że ten pierwszy lubi spać na furze hajsu, kupować drogie samochody, jachty i zegarki – na każdy dzień w roku inny – i bez opamiętania wrzucać je na Instagrama. Tyle zostanie w głowach 99 procent ludzi, niedzielnych sympatyków boksu, którzy wcale nie są gorsi od ekspertów. To oni raz do roku wykupują PPV za dziesiątki dolarów i tę machinę finansują.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑