Wątroba, wzrok, sen… A może problemem jest po prostu mózg?

Opublikowano Luty 21, 2016 | przez lucky bastard

To już oficjalnie – Polakom zupełnie odpierdoliło na punkcie suplementów diety. I nie mamy tu na myśli ludzi, którzy de facto potrzebują różnego rodzaju wspomagaczy, ale normalnych, zdrowych osobników. Takich, którzy nie wiedzieć kiedy i dlaczego, zaczęli garściami łykać pigułki, i to po kilka razy dziennie. Liczby nie kłamią – tylko w pierwszej połowie zeszłego roku wydaliśmy na suplementy przeszło półtora miliarda złotych, co jest znaczącym wzrostem w stosunku do lat poprzednich. Jednym słowem – masakra.

Zaczęło się niewinnie, bo od setów witaminowych czy kwasów omega 3, które reklamowano w telewizji. Nie będziemy ściemniać, że sami nigdy nie próbowaliśmy wspomagać się w ten sposób. Entuzjastyczne reakcje społeczeństwa zostały oczywiście dostrzeżone przez farmaceutów, którzy wyczuli niezwykle podatny grunt. Momentalnie mocno rozszerzono ofertę, a teraz… teraz właściwie pozostaje jedynie liczyć kasę.

Nie będziemy bajerować, że jesteśmy ekspertami w dziedzinie suplementacji. Jednak niewiarygodnie wysokie wyniki sprzedaży, a także – a może przede wszystkim – bloki reklamowe w telewizji wskazują, że coś tutaj jest mocno nie tak. Z przerw między programami i filmami wnioskujemy, że największe problemy mamy z brzuchem. Co chwilę obserwujemy jakieś starsze małżeństwa, które przekonują nas do środków wspomagających trawienie. A zaraz potem serwuje nam się już zupełnie dedykowane suple, działające punktowo na wątrobę, trzustkę, a nawet woreczek żółciowy. A później jeszcze coś na przewlekłe zaparcia i właściwie możemy siadać do kolacji.

A nie, zaraz – zapomnielibyśmy – trzeba jeszcze zadbać o gazy! Na ekranie telewizora jakiś typ wietrzy sobie dupę i rekomenduje kolejny środek. Co prawda jest to dosyć wstydliwy problem, ale przecież suplement trzeba jakoś sprzedać. Efekt odrzutu – trochę na zasadzie kontrastu – łagodzą kolejne reklamy dedykowane dla pań nietrzymających moczu lub mających problem z grzybicą pochwy. Jakkolwiek spojrzeć, samo życie.

Ale żeby ten nasz telewizor w ogóle móc widzieć, trzeba łyknąć też coś na oczy. A żeby przed nim siedzieć – na hemoroidy. Żeby w ogóle pamiętać, że chcieliśmy go oglądać – coś na pamięć. A żeby móc podejść po pilota, warto mieć w domu coś na żylaki. Jeśli do filmu czy meczu lubimy wypić piwo, koniecznie trzeba łyknąć też coś broniącego przed przyszłym kacem. A przed snem, coś na sen. Ot, żeby móc spokojnie zasnąć.

Ale zaraz, zaraz, przed snem wypadałoby też trochę pofiglować. A wy – jak jeden pan z telewizji – zamiast bzykania ze swoją efektowną partnerką wolicie pewnie kosić trawę po nocy. Tu z pomocą przychodzi cała masa dedykowanych środków, a poszczególni producenci toczą zażartą walkę o klientów. I robią to do tego stopnia, że budują polskim mężczyznom dosyć podły wizerunek. Na miejscu naszych pań moglibyśmy pomyśleć o jak najszybszym opuszczeniu tego kraju impotentów.

A jeśli spróbujecie postawić na sport, zaraz tłum ekspertów poinformuje was, że bez supli nie macie szans na przyzwoite efekty. Koktajl przed treningiem, białeczko po, do tego kreatyna i kilka innych środków. A jak robicie redukcję – koniecznie porządny fat burner. Na wejściu na każdą popularną siłownię widać dziesiątki takich produktów. I nieważne, że jesteście kompletnymi amatorami, a za miesiąc przestaniecie ćwiczyć. No to przestaniecie, ale z wielką puszką białego proszku w domu.

W wielu przypadkach zakup suplementów uprzedza też wizytę u lekarza i jest próbą samodzielnego leczenia. Wystarczy sprawdzić w Internecie, że za przykładowy ból brzucha może odpowiadać wątroba i… zakupić środek na wątrobę. A jak nie zadziała, to dopiero można wybrać się do przychodni, gdzie też zaczną od przypisania środka bez recepty. Bo przecież nie skierują od razu na kompleksowe badania…

Wpadliśmy w pułapkę suplementów i jesteśmy pod tym względem w ścisłej europejskiej czołówce. Tak naprawdę nie bardzo widzimy tu drogę powrotu. Gdybyśmy mieli zaufać telewizyjnym reklamom, praktycznie nie musielibyśmy przyjmować innych pokarmów, bo z przyjmowanych pigułek otrzymalibyśmy wymaganą liczbę kalorii. I właściwie trudno oprzeć się wrażeniu, że – zamiast codziennej garści supli – zdrowsze byłoby niełykanie niczego. Problem w tym, że to nie zdrowie wydaje się tu być najważniejsze.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑