Wesołe jest życie okularnika? No nie bardzo. A już na pewno nie na imprezie

Opublikowano Styczeń 16, 2014 | przez ZP

okulary

Bycie okularnikiem w klubie nie jest łatwą sprawą. Człowiek wszędzie widzi czyhające na niego zagrożenie.

Boi się, że pierwszy lepszy narąbany plejas walnie go łokciem w drogocenny gadżet podczas uprawiania swoich wygibasów na parkiecie. Albo że jakiś raptus otworzy gwałtownie drzwi akurat w momencie, w którym chcę wejść do łazienki. Ewentualnie, że jeśli dojdzie do bójki to agresor wyprowadzi cios bez uprzedniego, kulturalnego komunikatu w stylu „zdejmij okulary, będę cię lał po mordzie”.

Wszystko to są czynniki wysoce stresogenne, ale żaden z nich nie jest nawet w jednej trzeciej tak denerwujący, jak mocno wstawiona niewiasta, którą poznałeś kilkadziesiąt minut wcześniej.

To zawsze wygląda tak samo: spotykasz dziewczynę w klubie, rozmawiajcie, śmiejecie się, stawiasz jej drinka. Jest miło do czasu gdy laska się zrobi, a wtedy jakiś niezbadany dotąd przez naukowców wewnętrzny impuls każe jej wyciągnąć dłoń po twoje okulary. Słyszysz wypowiedziane tym słodkim głosikiem „daj, przymierzę” i już, dostajesz pikawy.

Zdajesz sobie sprawę, że dziewczyna ma nie tylko problemy z płynnym mówieniem, ale i z utrzymaniem pozycji pionowej stojąc. Błyskawicznie łączysz te dwa fakty z tym, że właśnie niepewnymi jak u chorego na Parkinsona dłońmi trzyma twoje oksy za tysiaka. Oczyma wyobraźni widzisz, co się zaraz stanie:

– dziewczyna straci równowagę na swoich półmetrowych szpilkach, w wyniku czego najpierw spadną jej na ziemie okulary, a potem ona runie na nie całym impetem ciała.

– w przypływie pijackiego poczucia humoru, które jest na poziomie Karola Strasburgera, potraktuje twoje gogle jak Piotr Małachowski dysk, czyli zrobi epicki zamach i rzuci je czym dalej od siebie.

– ewentualnie zabawi się z koleżankami w pożyczanie świeżej zdobyczy, w efekcie czego czternasta z kolei laska, która założyła okulary na nos zapomni, że ma je na sobie i wyjdzie w tym sprzęcie do domu.

Tak moi drodzy, wyobraźnia okularnika pozbawionego swoich denek pracuje szybciej niż Marianna Rokita w trakcie bicia seksualnych rekordów. Jest to o tyle uzasadnione, że po pierwsze większość czterookich zaliczyło już smutny epizod w postaci połamania ramek, no a poza tym my naprawdę niewiele widzimy bez swojego sprzętu.

W jednej chwili człowiek stoi przy barze i podziwia swoją rozmówczynię oraz kolekcję kolorowych alkoholi, w drugiej, kiedy dziewcze spontanicznie pozbawi nas oksów, wpadamy w popłoch, ponieważ kolory i kształty błyskawicznie się zlewają. Okularnik pozbawiony swojego okna na świat jest równie nagi co – tu znów nawiąże do bliskiego mi przemysłu porno – Tori Black na planie filmowym.

Wydaje mi się, że w tym miejscu tekstu mego warto wystosować apel: dziewczyny, odpuśćcie sobie to mierzenie okularów w klubach! Zróbcie to dla naszego zdrowia psychicznego i… dla siebie samych. Jeśli czterooki, z którym właśnie flirtujesz ci się podoba, nie możesz uczynić nic bardziej odrzucającego niż zdjąć mu z nosa sprzęt. Serio, nawet gdybyś przypadkowo puściła głośnego bąka nie będzie to dla nas tak straszne, jak ta zuchwała, spontaniczna grabież mienia.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑