Whiplash – arcydzieło, które musisz zobaczyć

Opublikowano Styczeń 11, 2015 | przez ZP

000036.2771.Whiplash_still1_JKSimmons_.JPG

Wreszcie obejrzałem film, który wciągnął mnie na tyle, że zapomniałem, aby sączyć stojącą obok kinowego fotela orzechówkę. Film, który polecam wam wszystkim z dwóch powodów: bo pokazuje jak wielu z nas zapomina w życiu o tym, żeby dążyć do perfekcji. I jednocześnie… przestrzega, że owo szukanie doskonałości może być zgubne.

Przyznam wam, że uwielbiam jazz. Zanim Tygmont stał się klubem ze striptizem/dyskoteką, regularnie chodziłem tam posłuchać znanych polskich wykonawców. Wpadałem nie tylko dla muzyki, ale i by poczuć ten wyjątkowy klimat, niespotykany już w innych miejscach Warszawy. Stoliki z białymi obrusami, a wokół nich eleganckie panie, które lubią drinkować i palić, robiąc to jednocześnie z taką klasą, że człowiek aż ma ochotę cmokać na okrągło z zachwytu – tak z grubsza to wyglądało.

Kiedy więc usłyszałem, że do kin wszedł film, którego głównym tematem jest jazz, nie mogłem go przepuścić. Szczególnie, że Whiplash traktuje głównie o perkusistach, a zdradzę wam, że dosyć dobrze znam kilku polskich czołowych bębniarzy. Są to wyluzowani, dowcipni ludzie, którzy wiedzą kiedy trzeba ćwiczyć na maksa, a kiedy można się ostrzej zabawić, czytaj pić do upadłego. A właśnie: zabawa to słowo, które nie występuje u Andrew, skrytego w sobie nastolatka, który ma w życiu tylko jeden cel: zostać wybitnym perkusistą. Człowiekiem, którego fani w dwadzieścia lat po jego śmierci będą wspominać z nostalgią podczas swoich imprez urodzinowych.

Andrew ma farta i jednocześnie… nie ma szczęścia. Na swojej drodze spotyka bowiem niejakiego Fletchera, czyli gościa będącego prawdziwym dyrygentem-perfekcjonistą. Pozornie powinno to ułatwić chłopakowi drogę do kariery, jest tylko jeden problem: facet w swoim dążeniu do doskonałości nie ma żadnych granic. Jest w stanie wykończyć fizycznie i psychicznie każdego, byle tylko osiągnąć upragniony efekt, którym jest IDEALNE brzmienie jego orkiestry.

Gdybyście byli dziennikarzami a Fletcher redaktorem, pewnie puściłby wam tekst do druku po… dwusetnej poprawce. Gdybyście grali w teatrze albo w drużynie piłkarskiej, próba i trening trwałyby przynajmniej 5-6 godzin. Nie ma szans, że Fletcher pozwolił wam wrócić wcześniej do domu, na pewno nie byłby bowiem usatysfakcjonowany czynionymi podczas zajęć postępami.

Niesamowita interakcja między dwójką głównych bohaterów jest czymś, co trzyma widza w napięciu przez cały czas. Nieco rozładowuje je muzyka występująca w Whiplashu. To jazz na najwyższym poziomie, w dodatku opakowany pięknymi obrazami grającej w różnych miejscach orkiestry.

Ten film to absolutny must see początku roku. Tylko uprzedzam: po wyjściu z kina możecie poczuć się jak ostatni nieudacznicy. Zaczniecie też zadawać sobie pytania w stylu: w jakim byłbym teraz miejscu, gdyby poświęcał na doskonalenie się w swoim zawodzie tyle godzin, ile Andrew na naparzanie w gary?

Komentarze

All that jazz
Agresja
Krew, pot i łzy
Ojciec kocha syna

Podsumowanie: To pieprzone arcydzieło.

5


Ocena użytkowników: 3.6 (42 głosów)

Tagi: , , , ,



Back to Top ↑