Więcej sprzętu niż talentu. Film za duży na książkę

Opublikowano Maj 31, 2013 | przez MB

The Great Gatsby - Jay Gatsby (Leonardo DiCaprio) ©2012 Warner Bros

Najbardziej oczekiwana premiera roku? „Wielki Gatsby”. Największe rozczarowanie?

Gdy światło dzienne ujrzał zwiastun „Wielkiego Gatsby’ego” podniosły się obawy, że obraz Baza Luhrmanna może okazać się kolejną nieudaną adaptacją słynnej książki. Produkcją, która w całej swojej wielkości jest przerażająco mała. Trudno było się z tymi podejrzeniami nie zgodzić, kiedy trailer jedynie łaskotał widza blichtrem i przepychem, a zarazem straszył obecnością Spider-Mana – Tobey’a Maguire’a. Kiedy zwiastun okazuje się wyłącznie wielkim cekinem, od razu wiadomo, że coś tu śmierdzi.

Luhrmannowi z pewnością nie zabrakło wyobraźni i rozmachu. Stworzył film, który tak samo jak „Avatara”, koniecznie należy zobaczyć w kinie albo wcale. Wspaniałe kadry, dynamiczny ruch kamery i przejaskrawione ujęcia momentami zachwycają. Są do bólu kiczowate, chwilami wręcz groteskowe, jednak widz ma świadomość celowości tego zabiegu. Realizacją „Gatsby” nie odbiega bowiem daleko od „Moulin Rouge”, najsłynniejszego dzieła tego reżysera.

I tutaj zaczynają się schody. Posłużę się myślą mojej koleżanki, która stwierdziła, że kocha „Moulin Rouge”, jednak żaden współczesny film nie powinien zostać zrobiony w ten sposób. Jest to prawda, której będę bronił rękami i nogami. Forma adaptacji słynnej powieści F. Scotta Fitzgeralda, mimo że efektowna, w żadnym wypadku nie współgra z książką. „Wielki Gatsby” co prawda jest osadzony w świecie pełnym blasku i drogiego szampana, jednak ma w sobie pewną gorycz i autentyczną skromność. Tych drobiazgów zabrakło, aby film można było uznać za dobry.

Zbyt dużo uwagi przywiązano do stworzenia epickiego dzieła na miarę XXI wieku. W efekcie „Wielki Gatsby” okazał się za duży. Ponadczasowe cierpienie oraz naiwna tęsknota za przeszłością głównego bohatera zostały ewidentnie strywializowane i niedopracowane. Tylko Leonardo Di Caprio mógł z tak słabo napisanej roli zrobić majstersztyk i przez to ciągnie cały film. Nie był jednak w stanie uratować go od łopatologicznego przedstawienia Toma Buchanana (w tej roli przekonujący Joel Edgerton), który w powieści nie jest postacią aż tak jednoznaczną. Przeżywa swoje rozterki, Daisy bywa dla niego utrapieniem, w ramionach kochanki czuje się wyzwolony. Na ekranie zaś to zwykły bydlak i cham, a jego kochanica jedynie świeci cyckami. Niejednoznaczność Buchanana była interesująca. Filmowy podział na czarne i białe momentami obraża wymagającego widza.

Postaci słodko zdziwionego Maguire’a i ciągle nieobecnej Carey Mulligan nie wzbudzają większych emocji, mimo że stanowią trzon całej historii. Są bezbarwne i nieinteresujące. Znani aktorzy robili, co mogli, lecz nie dali rady przywrócić im świetności zapisanej w powieści.

Tak samo jak Baz Luhrmann nie dał rady stworzyć dzieła godnego słynnej książki. Wyszedł mu film imponujący rozmachem, ale rozczarowujący fabularnie. A właśnie fabuła powinna zostać postawiona na pierwszym miejscu. Akcja nie rwie, nie trzyma w napięciu, a widz przeskakuje od jednej ładnej sceny do jeszcze ładniejszej (np. ogromna impreza w rezydencji Gatsby’ego) i nie wynosi nic poza doznaniami estetycznymi. Miło się patrzy, trudno przeżywa. „Więcej sprzętu niż talentu”, chciałoby się powiedzieć. A przecież nie tak powinno postępować się z wielką literaturą.

Wspomniany trailer skutecznie przykrył wszystkie niedostatki filmu. Był zwiastunem wielkiego kina, którego w „Gatsbym” A.D. 2013 raczej nie uświadczymy.

Komentarze

Rozmach, blichtr i przepych
Schrzanienie fabuły legendarnej książki
Wulgarnie jednoznaczne postaci
Niezawodny Di Caprio

Podsumowanie: Film spełnia kryteria dobrego kina rozrywkowego, za to nie wywiązuje się z roli godnej adaptacji.

4.3


Ocena użytkowników: 3.3 (8 głosów)

Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑