Wiem o tobie tyle, ile sam po sobie zostawisz. Test: czy aktywność w sieci może się zemścić?

Opublikowano Lipiec 30, 2015 | przez ZP

11780594_1466882243633062_711905063_n

Wiem, co jesz. Wiem, co lubisz, gdzie imprezujesz i kiedy wychodzisz z domu na uczelnię. Wiem, jak ma na imię twój pies. A także, że wczoraj przejechałeś na rowerze 67 kilometrów. Wiem, że kupiłaś 47-calową plazmę i całą rodziną oglądacie wieczorami „Seks w wielkim mieście” oraz, że wszyscy razem właśnie na dwa tygodnie wyjeżdżacie na wakacje w Mielnie. Wiem, jak dzięki tym informacjom… wyrządzić ci krzywdę.

Niemożliwe? Przecież to wszystko dla funu! – jasne, każdy o mediach społecznościowych myśli w taki sposób, a wystarcza jeden filmik – amatorów – który pokazuje, że jak ktoś chce to może. Bo my sami bezmyślnie otwieramy furtki.

Obejrzyjcie:

 

Jeśli ktoś czuje te klimaty, to w USA niedawno wystartował nowy serial. Bardzo dobry (na Filmwebie numer jeden w rankingu tasiemców z 2015 roku) – Mr. Robot. O komputerowych hakerach, geniuszach cyberprzestrzeni i cyberprzestępczości. Niby koncept dość banalny – ot, grupa hakerów-anarchistów na swój sposób walczy ze światem korporacji. Zwłaszcza jeden z nich – oczywiście najzdolniejszy, a przy tym społecznie zupełnie nieprzystosowany, taki trochę Dexter z klawiaturą. Zarys fabuły nie rzuca na kolana, ale ostateczny efekt wręcz przeciwnie. Wciąga i zasysa. A przy okazji świetnie ukazuje właśnie znaczenie informacji, jakie po sobie pozostawiamy. Gęstą sieć naszych powiązań z internetem, w którym nic nie ginie.

Żyjemy w czasach, w których jedno mocarstwo może podglądać, podsłuchiwać najwyższych polityków w innym – i nas nawet zbyt mocno to nie dziwi. Ani to, że Facebook zna naszą datę urodzenia, rodzinne miasto, ukończone szkoły, zainteresowania, daty ślubu, zaręczyn i rozstań, aktualnych i byłych pracodawców, członków rodziny, miejsca, które odwiedziliśmy i często bieżącą lokalizację. Tylko Facebook i Instagram – o ile jesteśmy ich sumiennymi i aktywnymi użytkownikami – są w stanie pozyskać o każdym z nas setki szczegółowych, czasem intymnych informacji. Inni ludzie często dokładnie w ten sam sposób mają je na wyciągnięcie ręki. I ani nas to nie dziwi, ani nam to nie przeszkadza. Zwykle cieszy albo bawi.

Zgrana płyta. Tyle lat się o tym mówi, tyle niby o nas wiedzą i co z tego wynika? Zwykle nic. Dopóki, trochę jak na filmie, ktoś nie przyjdzie i nie powie – wiedziałem gdzie jesteś, jak ma na imię twoja matka, wiem, że w domu nikogo nie ma, bo mąż wyjechał w delegację. Paranoja? Jasne. Ale wariatów nie brakuje.

Nawet jeśli nigdy ma ci się to nie przytrafić, myśl, co udostępniasz.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑