Osiem rzeczy, za które kochamy „Alternatywy 4”

Opublikowano Kwiecień 18, 2016 | przez lucky bastard

0002LLWBV2KR35FR-C116-F4

Widziałeś dwudziesty piąty sezon „Breaking Bad”?! Kozak! A tę scenę w 134 odcinku „Gry o tron” jak wszyscy zabili wszystkich? Tak!!! A „Suits”?! Świetne, ale trzeci sezon to już padaka! Oeeesuuu, jak się zaczyna wkręcać taka gadka na domówce, to zawsze wychodzę do drugiego pokoju.

Żyjemy w czasach, kiedy każdy wie, kto to jest Heisenberg, a o takich bohaterach jak Jan Winnicki pojęcie mają nieliczni. W którymś momencie zaczęliśmy mieć totalną wyjebkę na to, co polskie, idziemy tylko w stronę światowych trendów. Nie mówię, że amerykańskie seriale są złe – są pewnie sto razy lepsze niż te polskie. Ale kiedy zaczynam słuchać, polskie produkcje są takie, śmakie, zupełnie bezwartościowe… nóż w kieszeni mi się otwiera.

Oczywiście nie generalizuję – są i tacy, którzy kochają i Heisenberga, i Winnickiego, tak samo jak można spotkać takich, którzy jakiekolwiek seriale mają głęboko w dupie. Ale kiedy rzucasz jakiś żart odnoszący się do polskiej klasyki, łapią go ze dwie osoby a reszta ma cię za idiotę, powoli zapala ci się w głowie lampka: oho, zaczynamy zmierzać w złą stronę.

Dlatego tym chętniej należy przypominać to, co kultowe (a przynajmniej co powinno za takie uchodzić). Za kochamy „Alternatywy 4”, najlepszy polski serial wszech czasów? Za osiem rzeczy:

1. Absurd. Wylewający się z każdej klatki serialu absurd. Cieć, który wkuwa ścianę, żeby czytać korespondencję lokatorów, cyknięty robotnik spadający z wysokości w taki sposób, żeby uratować otwartą flaszkę, naukowiec konstruujący robota kolejkowego (!!!) – absurdalne jest w tym serialu WSZYSTKO.

Zresztą, nie może być inaczej, kiedy serial zaczyna się mniej więcej tak: tłum ludzi czeka na przydział mieszkania (tak, kiedyś mieszkania załatwiało się w inny sposób niż przez 20-letni kredyt – to w ramach przypomnienia dla młodszej części publiczności), ale nie bardzo jest komu ten przydział zrobić. Musi zebrać się komisja, kolektyw – typowa peerelowska gadka. Na miejsce przyjeżdża telewizja, chcąc pokazać w dzienniku szczęśliwych obywateli, odbierających klucze do swoich mieszkań. Nie ma przydziałów? No to dawaj, machniemy je na szybko, bo kamerę wziąłem w firmie tylko na godzinę!

Cichocki Dionizy? A co to za imię w ogóle? Czechowicz? Źle się kojarzy, nie ma. Dąb-Rozwadowski? A niech ma. I raz, i dwa.  A pana prosimy pod kamerę!

– Czy jest pan zadowolony?
– Nie!
– Stop! Dlaczego, co się stało?
– Bo mnie nie ma na liście!
– A cóż to panu szkodzi powiedzieć, że jest zadowolony.
– W sumie…

I w ten sposób ukręcasz na siebie bata na kolejne dziesięć lat. Mieszkania już nie dostaniesz – przecież wszyscy widzieli, że szczerzysz zęby w telewizji. Oszustom i wyłudzaczom nikt mieszkań przyznawał nie będzie. Ot, jeden z 1263 absurdów tego serialu.

2. Metafora. Niby to tylko zwykły blok, normalni sąsiedzi, każdy ze swojej parafii i cieć, który wkłada nos nieco za daleko – zdarza się, różni są ludzie, na pozór historia jak każda inna. Ale każda postać pełni jakąś rolę, każda jest elementem układanki pod tytułem „kuriozalna, peerelowska rzeczywistość”. Stanisław Anioł – gość, który musiał wiedzieć wszystko o wszystkich, czyli zgrabna metafora ówczesnej władzy wykonawczej. Winnicki – gość z wyższych sfer, prezentujący wszystkie wady komunistycznych „figur”. Dąb-Rozwadowski? Symbol opozycji, który po kryjomu dyskutował o właściwym kształcie historii, podczas gdy ówczesna władza często go fałszowała. Dźwigowy Kotek i lekarz Kołek? Przykład ówczesnej walki robotników z inteligencją (dostali przydział w jednym mieszkaniu, w pewnym momencie zaczęli stawiać w nim… mur). Zenobiusz Furman? Typowy kapuś, który sprzedając co, kto, gdzie i z kim zapewnia sobie lajtowe życie. I tak dalej, i tak dalej. Każda postać to jakaś historia, jakieś drugie dno.

Przez to „Alternatywy 4” to jawna szydera z komuny. Tym bardziej trzeba to docenić, bo przecież serial pozytywnie przeszedł przez ówczesną cenzurę.

3. Stanisław Anioł, czyli BRAWUROWA rola. Roman Wilhelmi był przekotem, wykreował coś absolutnie fantastycznego. Znakomicie oddał tragikomizm parodysty, który posadę gospodarza domu stróża potraktował jako trampolinę do oszałamiającej kariery. Anioł – człowiek z ego na wysokości Saturna, pomiatający lokatorami (bo przecież nie zamiatający klatkę), który chodzi po bloku i sporządza notatki, a przy tym każe wymyślać pieśni na swoją cześć. W wolnych chwilach to zwykły głupek. Kraj w Ameryce na H? Ohio. Ulubiony cytat? Ten – jak twierdzi – z Hamleta: albo rybka, albo pipka! Majstersztyk.

4. Jan Winnicki. Przedstawiciel władzy, ale takiej najgorszej, zdeprawowanej, z setką układów i kompetencjami kończącymi się na całkiem niezłej gadce. Wdawał się w rozmowy z lokatorami i mówił im, że wicie, rozumicie, dobrze jest, rośniemy w siłę. W telewizji – coś kompletnie innego, a kiedy ktoś go na tym przyłapał tłumaczy, że tak ma być. Trzeba coś załatwić? To jest chwila, moment. Mieszkanie? W dwie minuty, wystarczy obiecać co trzeba komu trzeba i już. Momentami można odnieść wrażenie, że ta postać jest wciąż żywa w polskiej polityce, ale to już temat na inną dyskusję.

5. Wizytówka Jana Winnickiego, która… otwierała wszystkie drzwi w tym kraju i załatwiała wszystkie sprawy na cito. Ot, takie czasy.

6. Anatolij Sofronow, czyli rosyjski poeta, na którego próbował powoływać się Anioł. To znaczy: zanim powiedział jakąś z dupy wziętą mądrość życiową, rzucał „jak powiedział Sofronow…”. Przykładowo: – Jak powiedział Sofronow, mądremu wystarczą dwa słowa, a głupiemu to i referatu mało. Sofronow to dla mnie dziś symbol pozoranctwa, pseudointeligencji. Kiedy ktoś błyśnie jakąś głęboką myślą, warto go upomnieć, że chyba zapożyczył to z Sofronowa.

7. KAPITALNE poczucie humoru Barei. W każdym momencie „Alternatyw” czujesz się, jakbyś oglądał „Monty Pythona”, ale doskonale wiesz, że taka była wówczas rzeczywistość. Jest ona może przerysowana, karykaturalna, ale nie sposób powiedzieć, że nie jest prawdziwa. Świetne żarty sprawiają, że nie trzeba doszukiwać się przez cały serial drugiego, trzeciego i czwartego dna, można oglądać go kompletnie bez wczutki, ceniąc dobry humor.

 

8. Wizjonerstwo. Bareja wykreował na przykładzie bloku komunistyczną rzeczywistość i ostateczny upadek ustroju wskutek oddolnego zorganizowania się społeczeństwa, czego wówczas mógł się tylko domyślać. W szczegóły nie będziemy się zagłębiać – głupio byłoby spoilerować, a zakładamy, że nie wszyscy jeszcze obejrzeli ten serial.

***

Nie oglądałeś polskiej klasyki a bierzesz się za amerykańskie shity? Wstydź się. A jeśli oglądałeś – ja bardzo lubię wracać do tego serialu, więc może właśnie załatwiłem ci pomysł na wieczór. W końcu Alternatyw nigdy za wiele.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑