Wojciech Wysocki specjalnie dla Wyszło: czy w Polsce można zrobić dobry serial?

Opublikowano Wrzesień 21, 2013 | przez Deszczowiec

Wysocki

No właśnie. Można? Patrząc na to, co leci w telewizji – wątpliwe. A przecież nie oczekujemy rozmachu na miarę „Homeland”, „Sherlocka”, czy choćby „Prison Breaka”, tylko po prostu serialu z dobrze skrojonymi dialogami, który raz na jakiś czas zaskoczy czymś widza.

Dlaczego nie potrafimy nawiązać dziś choćby do takich seriali, jak kultowe „07 zgłoś się”, epicki (w sensie – nie tylko naprawdę dobry, ale będący narodową epopeją Polski po II wojnie światowej) „Dom”, czy chociażby „Ekstradycja”? Dlaczego telewizja zapełniona jest gnojem w stylu „Pamiętników z wakacji” i „Miłości na bogato”?

Pomyślcie tylko. Dlaczego mający prawie 40 lat Borewicz nadal przyciąga przed ekrany telewidzów? Także tych, którzy w czasie jego kręcenia byli błyskiem w oku ojca? Chociaż był propagandowy, siermiężny, a krew robiono z soku pomidorowego? Ano dlatego, że miał to, czego brakuje dzisiejszej szmirze: WYRAZISTOŚĆ. Borewicz, choć pies, był zwyczajnie zajebistym gościem. Ten fragment to chyba najlepsza próbka jego stylu:

Wyobraźcie sobie taki dialog dzisiaj, w jakimkolwiek TVN-owskim serialu. Możliwe? No nie, nie przejdzie. A przecież Cieślak trafił do telewizji jako etnograf bez dyplomu…

Chcemy serdecznie przeprosić w tym miejscu pana Bronisława za zestawienie, w jakim go teraz umieścimy, ale kiedy pomyślimy, że dziś jednym z etatowych „psów” telewizji jest Kuba Wesołowski, to zaczynamy tęsknić za MO… Inna sprawa, że ten serial to też niezła lekcja kultury i obyczajów czasów, które wielu zna dziś już tylko z opowieści. Klimat „07 zgłoś się”, szczegóły, smaczki z tamtych czasów to po prostu bajka. A co wywnioskują nasze dzieci, oglądając za 20 lat „Miłość na bogato”? Może to, że początki drugiej dekady XXI w. w Warszawie to idealny okres dla tępych dzid z prowincji, które dupą robiły karierę w modelingu? A może to, że w tych czasach wszyscy pracowali w mediach, marketingu albo było ich stać na nową Bawarkę. Bullshit…

W ogóle mam wrażenie, że jedyny dobry serial, jaki da się zrobić w Polsce musi być o policjantach. „PitBull” z genialnymi kreacjami Andrzeja Grabowskiego czy Krzysztofa Stroińskiego. „Glina” z Jerzym Radziwiłowiczem, czy „Policjanci” z Tadeuszem Hukiem… Przecież te seriale powstawały nie dalej, jak 10 lat temu. A dzisiaj? Dzisiaj Kuba Wesołowski, ze swoim słodko – gorzkim grymasem niańczy wielkiego owczarka, a ten ratuje mu życie. OK, był całkiem niezły w przyzwoitym „Czasie honoru”, ale… to za mało. Jak już próbujemy się wziąć za serial o Afganistanie, to nagle jeżdżące po pustyni Rosomaki są pomalowane na zielono, a żołnierze Wojsk Lądowych noszą pagony straży granicznej. I tak dalej, i tak dalej…. No i ten Małaszyński, ze swoim „mhrocznym” spojrzeniem człowieka, uwikłanego w ciężki życiowy brud.

O serialach obyczajowych nie ma co mówić, wszyscy wiemy, jak jest. Ktoś tam każe dzieciom myć rączki, na kogoś czają się mordercze kartony, a najlepsze nastoletnie cycki znajdziemy na (ulicy) Wspólnej… Chyba nie muszę dalej wymieniać? Aha, no i każda stacja musi OBOWIĄZKOWO mieć robiony na jedno kopyto serial o lekarzach. Oczywiście tych miłych, uczciwych, nie biorących łapówek i w czystych fartuchach…

Kiedy zastanowimy się, co leci w prime timie największych polskich stacji dojdziemy do wniosku, że sytuacja jest dość smutna. Coś niedobrego stało się z polskimi serialami i z tworzącymi je ludźmi. Znalezienie postaci wyrazistej, takiej, z którą naprawdę chciałoby się identyfikować i upodlić szlachetnym trunkiem? Nic z tego. Kreatywny scenariusz? Zapomnijcie. Ponury obraz, co?

A jednak jest ktoś, kto staje się adwokatem rodzimej twórczości. Oddajmy głos aktorowi, Wojciechowi Wysockiemu:

Mamy w Polsce seriale, które są dobre i będę tego bronił. Mówię np. o serialu „Ranczo”, który świetny scenariusz, dobrze dobranych aktorów i za 10 czy 20 lat będzie miał taki sam status, jak dzisiaj „Czterdziestolatek” czy „Ekstradycja”. Czyli nadal będzie wyświetlany i ludzie będą do niego chętnie wracać. Problem polega na czymś innym: na dobrym pomyśle i realizacji. A także, nie bójmy się tego powiedzieć, na środkach finansowych. Tego bardzo często brakuje. Kiedy nie ma dobrego scenariusza lub kuleje realizacja, aktor, zamiast grać, musi opowiadać historię. I wtedy mamy samochody, które walą w kartony.

– Druga kwestia, o której trzeba pamiętać, to to, że aktorstwo to zawód, my z tego żyjemy. Przychodzimy i gramy to, co dostajemy w scenariuszu , bo taka jest nasza praca. A mamy naprawdę dobrych aktorów i realizatorów: scenarzystów, operatów…

– Warto również wprowadzić rozróżnienie pomiędzy serialem, a telenowelą. I w momencie, kiedy SERIALE faktycznie mamy w moim odczuciu dobre, o tyle większość telenowel….… no cóż… To jest to, o czym mówiłem: dobry scenariusz i realizacja.

Brzmi przekonująco, prawda? Rozsądny głos kogoś, kto wie o czym mówi, bo zna temat od podszewki. I gorzka konstatacja, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę…

Przedstawiłem wam dwugłos w sprawie polskich seriali (i telenowel, jak chce pan Wojciech).

Osąd co do tego, który z nich jest właściwy, pozostawiam wam.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑