Wojewódzki usunął fanpage. I bardzo dobrze zrobił

Opublikowano Styczeń 30, 2013 | przez Redakcja

kuba_wojewodzki

Media piszą: Kuba Wojewódzki usunął lajkowany na Fejsie przez milion osób profil, zmarnował wielki potencjał i zostawił swoich fanów samotnie. Wszyscy się dziwią, zastanawiają nad decyzją, a w Gazecie znalazłem nawet taki komentarz:

„To bardzo radykalny krok. W takiej sprawie zwycięzcami mogą się poczuć właśnie ci, którzy zmusili Wojewódzkiego, by usunął swój profil z Facebooka – komentuje Michał Sadowski z firmy Brand24”.

Mi się wydaje inaczej. Popularne prawo hejterów internetowych jest proste: gdy czegoś nienawidzą, będą najczęstszymi komentatorami. Ten związek jest bardzo silny, sprawia, że czujący nienawiść będą niespokojni, jeśli ich cel zamilknie albo ich zignoruje. Jeśli ktoś więc każdego dnia wchodził na profil KW po to, żeby się na Wojewódzkiego zrzygać, jego życie będzie teraz uboższe. Został pozbawiony przystani, latarni morskiej, która była jego punktem nawigacyjnym. W jego świadomość wkradł się dramat, a teraz próbuje tę dziurę zasypać. Szuka, szuka, węszy, ale ciężko będzie mu znaleźć zastępstwo. Hejter tu przegrał, a nie wygrał. Wygrałby, gdyby Wojewódzki znów za coś przeprosił, zmienił poglądy, okazał się miękki.

Tymczasem on po prostu zamknął cały bajzel i zabrał dzieciakom zabawki. Przy okazji, oczywiście, wyrzucił też do kosza swoje, ale on ich nie potrzebował. A nawet, jeśli potrzebował, to ma świadomość, że odbuduje sobie to swoje imperium w kilka tygodni.

Wśród branżowych opinii znalazłem też jedną dość absurdalną. Jeden z dziennikarzy napisał, że to „kolejny w ostatnich tygodniach przykład tego, że starsze pokolenie nie odnajduje się w rzeczywistości social-media„.

Nie, chłopie. Nie wiem, jakie są inne przykłady na niezrozumienie social mediów przez oldbojów, ale usunięcie tego profilu znaczy właśnie dokładnie odwrotną rzecz: że Wojewódzki rozumie media społecznościowe i dlatego nie ma zamiaru w nim być.

Zrozummy to dobrze. Ten człowiek ma 50 lat i jest milionerem. Ma wyjebane na Facebooka. Mówimy o gościu, który miesięcznie zarabia, według niektórych mediów, ponad 200 tysięcy złotych. Czy on wygląda komuś na niewolnika? Nie. Nie musi w tym uczestniczyć. Nie musi się płaszczyć, nie musi pytać co piątek tego miliona osób, czy wiedzą, że dziś jest „piątunio”, nie musi w poniedziałek wrzucać zdjęcia „kawusi”, nie musi obrażać ich inteligencji wrzucając na swoją tablicę podpisanych w Paincie zdjęć dla nieszczęśliwych kobiet i samotnych facetów. Wszystko, co robią tak zwane marki – te wszystkie soczki, jogurty, zupki w proszku, operatorzy GSM udający naszych przyjaciół – to całe mizianie się po pytkach nie dotyczy go prawie zupełnie. Zarabiał fortunę przed Facebookiem i będzie ją zarabiał także po Facebooku.

Ten gościu ma czasem słaby dowcip, a od kiedy obejrzałem jego fatalny program z Michałem Żewłakowem powiedziałem sobie, że więcej go nie włączę, ale oddajmy mu, co mu się należy.

Jako jeden z niewielu może nie robić już w życiu nic dla własnej promocji.

Znów – wczujmy się w jego życie. 50-letni facet budzi się rano w apartamencie. Może obok niego leżeć dziewczyna z górnego 1 procenta na skali piękna. Może polecieć gdzie chce i kupić sobie co chce. Może zerwać ze swoim dotychczasowym życiem.

Na co mu codzienna lektura tego, że jest pedałem i chujem?

Komentarze


Tagi: ,



Back to Top ↑