Wojnarowska, „Miłość na bogato”, „Warsaw Shore”. Polski show-biznes jest pusty jak nigdy

Opublikowano Listopad 6, 2013 | przez MB

wojnarowska2

Obserwując kariery Honey Skarbek, Oli Szwed czy Natalii Siwiec, trudno jest oprzeć się wrażeniu, że w polskim show-biznesie kluczową rolę odgrywa przypadek. Celebryci lepieni z plasteliny pojawiają się szybciej niż kac po mocnej bibie. A potem po prostu są…

Ostatnio urodziło się kilka nowych hot nazwisk odmienianych przez przypadki we wszystkich portalach plotkarskich, ale problem jest z nimi jeden – nawet autorzy tekstów o nich nie mają pojęcia kim są. Przeglądając rubryki towarzyskie prędzej czy później zadamy sobie pytanie: kto to, do kurwy nędzy, jest?

Patrycja Wojnarowska, Anna Bałon, Zofia Ślotała, Patty, Patrycja Pająk – gorące, pożądane, obecne na każdej imprezie i na każdej ściance. Przewijają się regularnie przez żurnale, portale i rubryki towarzyskie. I można by to prostu przyjąć, zaakceptować i zlać, ale moja czepialska natura zwyczajnie mi na to nie pozwala. Chociażby dlatego, że wymienione przeze mnie laski są symbolem polskiego szamba.

Wojnarowska pokazała się na raucie Playboya u boku niesławnego Pikeja i wystawiła dupę, Bałon wzięła udział w prymitywnym programie dla domorosłych modelek, a potem tyła i chudła na zmianę. Zofia Ślotała puściła w trąbę Borysa Szyca i była przy tym stanowcza. O Patty mówi się wyłącznie ze względu na tę dziwną gitarzystkę z „Dzień Dobry TVN”. Patrycja Pająk (przy okazji, dobra psiapsióła Wojnarowskiej) jedynie wije się i pokazuje sideboob.

Za swoje „zasługi” dziewczyny ściągają profity, laury i piją z kokosów. Są także doceniane przez znane marki, które promują tego typu dziwadła.

Dna sięgnęło ostatnio MTV zapraszając na pre party European Music Awards do Soho Factory obsadę „Miłości na bogato”. To bliżej nieokreślony typ celebrytów, który jakimś cudem w Polsce ma rację bytu. Prezentuje system selekcji telewizyjnych gwiazd, który polega na randomowym zestawieniu ze osobą osób całkowicie pozbawionych talentu (niektórzy z nich nawet urodą nie grzeszą, ale nie zmuszajcie mnie bym pisał o tych policzkach…). Z dnia na dzień zdobywają coraz większą popularność lansując m.in. nowe linie odzieżowe. A serial (czy czymkolwiek to jest) jaki jest, każdy widzi. Pewnie nawet VIVA, która dawno temu już zeszła na psy, się za niego wstydzi, a twórcy po każdym odcinku wkładają sobie długopisy w gardła i cały dzień rzygają dalej niż widzą. Tylko „aktorzy” mają masę funu (więcej na temat tego niezrozumiałego zjawiska kulturowego pisze nasz redakcyjny kolega ZP).

Z polskim show-bizem jeszcze nigdy nie było tak źle. A wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej.

Powoli do Polski nadciąga też zupełnie nowa fala celebrytów. Na 10 listopada MTV zapowiada premierę pierwszego odcinka programu „Warsaw Shore”, czyli polskiej edycji takich telewizyjnych hitów jak „Ekipa z Newcastle” i „Ekipa z New Jersey”. To typ reality show, w którym grupa młodych, atrakcyjnych i buchających seksem ludzi zamykana jest w jednym domu, w którym spędzają czas, śpią, kłócą się, gotują, ale także kopulują w najróżniejszych konfiguracjach. W międzyczasie balują do upadłego i zaliczają przypadkowych partnerów w miejscowych klubach. Alkohol i dragi obowiązkowo.

Ten rodzaj rozrywki w Stanach i w Wielkiej Brytanii zrobił furorę. W Polsce program jeszcze się nie zaczął, a jego uczestnicy już czują skutki rozpoznawalności. Podczas wspomnianego melanżu zorganizowanego przez MTV na ściance pojawili się po raz pierwszy i pstrykali sobie foty jak pojebani. Powinni się przyzwyczajać, bo już niedługo naród ocipieje na punkcie ich nagich brzuchów i napiętych muskułów.

Módlmy się.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑