„Wprost” chciał odbrązowić pomnik. Nie udało się

Opublikowano Czerwiec 3, 2013 | przez ZP

fibak

Od rana cały polski internet nie dyskutuje o niczym innym. Wojciech Fibak okazał się łajzą! Znany tenisista ustawiał piękne dziewczyny ze swoimi zamożnymi, zdziadziałymi kolegami! Jakie to szczęście, że dzielna dziennikarka „Wprost”, narażając zapewne swoje życie, dokonała prowokacji, która ujawniła te szokujące fakty.

Dziewczyna jak Malina (dosłownie, tak ma na imię) skontaktowała się z tym zdegenerowanym emerytem jako potencjalna przyjaciółka dla zamożnego biznesmana. Fibak łyknął przynętę, spotkał się z nią, zasugerował, że ma dla niej kogoś odpowiedniego. Z tekstu w tygodniku wynika, że był trochę nachalny i gburowaty. Raz zdecydowanie przesadził, bo próbował pocałować jej koleżankę, ale generalnie pan Wojciech nie latał po swojej galerii ze sterczącą kuśką i dzikim wzrokiem, sugerującym jednoznacznie chęć do nastychmiastowej kopulacji. Ot po prostu był podjarany młodymi, ładnymi dziewczynami co dziadkom w jego wieku zdarza się dość często.

Dzielna reporterka „Wprost” zapamiętała to wszystko, a następnie, pewnie drżącymi z podniecenia rączkami (nie w związku z seksapilem Fibaka, a przez potencjalny rozgłos materiału), napisała tekst życia. Tekst, który w założeniu miał zapewne odbrązowić pomnik. Dopieprzyć panu Wojtkowi nawet bardziej niż Guillermo Vilas w pamiętnym ćwierćfinale Rolanda Garrosa w 1977 roku (4:6, 0:6, 4:6).

Niestety, nie udało się.

Gdyby dziennikarka dowiodła, że Fibak np. handluje kobietami, wywożonymi na siłę z kraju albo grasuje po gimnazjach w poszukiwaniu kilkunastoletnich dziewcząt  dla bogatych zboków to tak, to byłoby coś. Wtedy pierwsi podjechalibyśmy pod redakcję „Wprost”, żeby przybić jej piątkę i pogratulować odwagi oraz informacji. Tyle że pan Wojciech tego nie robi. Facet po prostu poznaje młode, spragnione luksusu, ładne panienki z gościami, którzy chcą za duże pieniądze mieć u swojego boku towarzyszki z górnej półki.

Czyli Fibak tak naprawdę nie czyni nikomu nic złego.

Dzięki niemu atrakcyjne dziewczyny są w stanie uświadczyć życia jakiego nie miałyby okazji poznać za średnią krajową rodziców albo pensje hostessy. A dojrzali biznesmani spędzają miło czas z kobietami, u których byliby normalnie pozbawieni szans ze względu na zaawansowany wiek, a co za tym idzie zapewne mocno wątpliwą już urodę.

Każdy z ludzi wchodzących w taki układ jest dorosły, więc wie na co się pisze, nikt nikomu nie trzyma pistoletu przy skroni każąc się w to bawić, zatem jak dla nas nie ma żadnego większego problemu. Albo inaczej: jest to problem wątpliwy, rozdmuchany na siłę, podobnie jak niedawna afera „Newsweeka” z ładnymi Polkami jeżdżącymi do Dubaju niekoniecznie tylko i wyłącznie w celu podziwiania palm, a przynajmniej nie takich, które wyrastają z ziemi.

Nie odbierajcie tego tekstu jako pochwały tego, co zrobił Fibak. Też wolelibyśmy, aby ktoś z tak zacną sportową przeszłością zajmował się czymś innym, choćby zbieraniem pieniędzy na biedne dzieci z Afryki. Jednak stało się inaczej i tyle. Teraz można odsądzić pana Wojtka od czci i wiary, zmieszać z błotem, zrobić z niego degenerata pierwszego sortu, ale można też po prostu przejść nad sprawą obojętnie i nadal słuchać jego ciekawych analiz dotyczących gry Agnieszki Radwańskiej czy Jerzego Janowicza.

My zdecydowanie wybieramy opcję numer 2, oczywiście pod warunkiem, że po całej tej „aferze” znajdzie się odważny sportowy dziennikarz, który zadzwoni do Fibaka po komentarz. I że jemu będzie chciało się jeszcze kiedykolwiek pogadać z jakimś żurnalistą.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑