Wrażliwy twardziel w malowniczej Turcji. Pogodny dramat?

Opublikowano Marzec 22, 2015 | przez Gofrey

the_water_diviner_still

„Źródło nadziei” – reżyserski debiut Russella Crowe’a, urocza Olga Kurylenko na filmowym plakacie, interesujące tło historyczne. Sam pomysł wrzucenia opowieści w realia walk ententy z Turkami w samym środku I wojny światowej, w dodatku z uwypukleniem roli „ANZAC”, czyli ochotników z Australii i Nowej Zelandii – to karkołomne, ale i diabelnie ciekawe. Tym bardziej, że ta wręcz unikalna oryginalność – wątek poboczny kultury Turków, ich problemów z określeniem swojego dystansu do Europy – przeplata się z równie efektowną naiwnością i wtórnością.

Crowe znów gra wrażliwego twardziela. Znowu wybito mu całą rodzinę, a on sam walczy jedynie o ideały i pamięć o poległych synach i żonie, która nie wytrzymała traumy po utracie trojga dzieci. To zresztą chyba najsłabsza część filmu, która w teorii miała poruszać do głębi, w praktyce zaś niesamowicie męczy. Crowe czyta bajki do trzech pustych łóżek, w których przed wojną zasypiali jego trzej synowie. Chwilę później odnajduje martwą żonę i składa obietnicę – odnajdę naszych synów. Kto widział ten początek, który śmigał w każdym trailerze, mógł sobie dopowiedzieć pozostałe sto minut fabuły.

Sami byliśmy sceptyczni, bo po sprawdzeniu filmów promocyjnych najchętniej obejrzelibyśmy po prostu ostatnie trzy sceny, by poznać odpowiedź na jedyną wątpliwość – czy na pewno wszyscy zginęli?

Nie będziemy spoilować tutaj kluczowych momentów fabuły, ale… w tym momencie następuje naprawdę pozytywne zaskoczenie. W chwili, gdy Joshua Connor, farmer, którego rolę odgrywał Crowe, opuszcza rodzimą Australię i odkrywa kompletnie inny świat w stolicy Turcji – film nabiera rumieńców. Wreszcie przestaje nas atakować wszechogarniający, a przez to mocno kiczowaty smutek. Wreszcie kończy się trywialne wyciskanie łez. Wreszcie dostajemy to, co w sumie jest najmocniejszą stroną dzieła Australijczyka. Turcja, Australia, Wielka Brytania… Różnica kultur, różnica narodowości, ale i cechy wspólne, pewne uniwersalne wartości, które wyznaje każdy ojciec na świecie.

Nadal Crowe prowadzi wszystko w sposób dość naiwny, ale i wciągający. Szczególnie, że w drugiej połowie filmu wszystko robi się wyjątkowo „męskie”. Mamy więc solidarność wojowników, którzy potrafią docenić odwagę i poświęcenie nawet u wroga. Mamy nić porozumienia między mężczyznami, którzy rozumieją, że nie ma silniejszej miłości, niż ta ojca do swoich synów. Mamy wreszcie bardzo zgrabnie poprowadzony wątek miłosny z Olgą Kurylenko, która wprawdzie momentami razi chybotliwym nastrojem, ale ogółem zdecydowanie ociepla całą opowieść.

Nie ma tu zbyt wiele pacyfizmu, choć piekło wojny jest ukazane w sposób wyjątkowo brutalny. Nie ma tu zbyt wiele moralizatorstwa, choć przecież gdzieś w tle mamy wyraźne, bardzo trudne do rozwiązania dylematy. Nie ma tu nawet zbyt wiele gestów czułości czy przyjaźni – wszystko opiera się raczej na porozumiewawczych spojrzeniach, krótkich, żołnierskich wymianach zdań. Wszystko razem stanowi jednak obraz… mimo wszystko dość ciepły. Tak, jak ciepła może być historia o ojcu poszukującym szczątków swoich trzech tragicznie zmarłych synów. Jest w tym wszystkim jednak jakiś rodzaj pociechy, że nawet w największych zawieruchach da się pozostać człowiekiem, a dopóki tli się nadzieja – warto walczyć. Szczególnie w słusznej sprawie.

Jak więc wypada debiut reżyserski Russela Crowe’a? Na pewno nie jest to film, na który warto zabrać żonę, na pewno nie jest to film, który cała rodzina z przyjemnością pochłonie w wolne popołudnie. Wątpimy też, by docenili go koneserzy dobrego kina, którzy szukają artyzmu nawet w najprostszych scenach. Tu zamiast artyzmu mamy momentami kiczowate podkręcanie tragedii, ale i kawał solidnej historii w egzotycznych warunkach. Na ósemkę chyba nie zasłużył, ale męskie, wrażliwe siedem – jak najbardziej.

Komentarze

Męskie przyjaźnie
Oddanie dramatu wojny
Turecki folklor
Oryginalność wrażliwego twardziela

Podsumowanie: Kawał solidnej historii w egzotycznych warunkach. Na ósemkę chyba nie zasłużył (skala 1-10), ale męskie, wrażliwe siedem - jak najbardziej.

3.5


Ocena użytkowników: 2.6 (4 głosów)

Tagi: , , , ,



Back to Top ↑