Wreszcie odpowiednio pochwalimy się tym, co u nas najpiękniejsze?

Opublikowano Styczeń 31, 2014 | przez Gofrey

kamienie

Dawid Podsiadło? Trochę się skrzywiłem, znałem gościa jedynie z porównań, których używało Weszło przy opisywaniu „muskulatury” piłkarza Lecha Poznań Marcina Kamińskiego. Myślałem że to jakiś rodzimy odpowiednik tych małoletnich wyjców zza wielkiej wody, co w naturalny sposób musiało mnie odrzucać. Tymczasem: opis filmu na Youtube – piosenka dedykowana i inspirowana historią Jana Bytnara, pseudonim „Rudy”. Tytuł? „4:30”. Czwarta trzydzieści, godzina aresztowania „Rudego”, początek trwającego przez tydzień koszmaru.

Gitarowe tło muzyczne. Spokojny, ale i niepokojący głos. Dojrzały, pełen bólu tekst. Bałem się profanacji, tymczasem dostałem kawał porządnej, filmowej muzyki. Filmowej, bo „4:30” promuje „Kamienie na szaniec”, ekranizację jednej z tych książek, których przeczytanie, najlepiej dwu albo i trzykrotne to absolutny obowiązek w każdej szkole. Ekranizację prawdziwej historii spisanej przez Aleksandra Kamińskiego, ekranizację historii, która do dziś, nawet czytana w formie encyklopedycznej notki w którejś z internetowych księgarni, lub na Wikipedii, wzrusza do łez.

Dawid Podsiadło uniósł ciężar nagrania piosenki, która będzie wizytówką wielkiego filmu. Wcześniej ten sam ciężar unieśli twórcy klipu promującego tę produkcję. Zobaczcie sami:

 

Czytam zarzuty, że przesadzono z efekciarstwem. Że będzie krwawa jatka, że robią z tej pięknej i cholernie przybijającej historii hollywoodzkie kino akcji. Pewnie z czasem i Podsiadło padnie ofiarą krytyki, że złe, że po co w tym grzebać, że to tak ważna akcja, tak ważne symbole tamtych czasów, że nie warto, że nie wolno.

Otóż nie. Podsiadło, twórcy filmu promocyjnego, mam nadzieję, że również aktorzy i cała ekipa pracująca przy filmie robią znakomitą robotę. Wszyscy zaangażowani w ożywienie „Kamieni na szaniec” robią dokładnie to, czego potrzebuje – napiszę górnolotnie – nasza młodzież. Wreszcie w nowoczesny, przystępny dla tych gimnazjalno-licealnych, ale i godny, nasycony patosem sposób przedstawiają wydarzenia, historie i postacie, które są dla nas coraz bardziej odległe. Wreszcie nie będziemy się zastanawiać oglądając kolejny ckliwy film sensacyjny o dzielnych amerykańskich marines po raz enty ratujących świat przed zagładą – „dlaczego u nas tak nie można”, „dlaczego naszej historii, naszych dokonań i naszych symboli nie pokazuje się w ten sposób”.

Dawno nie miałem tak wysokich oczekiwań wobec polskiego filmu. Dawno nie obiecywałem sobie po żadnej produkcji tak wiele, szczególnie w kwestii zainteresowania historią tych z gorącymi głowami, tych dojrzewających, tych… w wieku „Rudego”, „Zośki” i „Alka” z „Kamieni na szaniec”. Ostatni raz wyczekiwałem w ten sposób „Czarnego Czwartku”, który miał swoje wady, ale wielu młodych ludzi wyposażył w wiedzę, której nie dała im szkoła, albo której po prostu nie chcieli ze szkoły wynieść. Liczę na powtórkę na wielokrotnie większą skalę. Ci bohaterowie na to zasłużyli.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑