Wrocław oszalał na punkcie Polish Lodów

Opublikowano Sierpień 8, 2014 | przez MB

polish

Takiego hype’u Wrocław nie przeżywał od czasów otwarcia pierwszych McDonaldsów. Mała lodziarnia przy pl. Bema roznosi konkurencję w pył. Nosi nazwę Polish Lody.

Prawie godzinne kolejki nie zniechęcają wrocławian. Stoją w nich nie tylko hipsterzy, ale też uczniowie, matki z dziećmi, emeryci, renciści, mniejszości narodowe, pracownicy pobliskiego banku, wagarowicze, biznesmeni, bezrobotni oraz inwalidzi. Autorami całego zamieszania z kolei są dwaj studenci. Gówniarze, co to ledwo od cycka zostali odstawieni i już wojują świat. Ich wyroby to prawdziwa bomba. Marketingowa i smakowa.

W podstawie są lody śmietankowe, truskawkowe i czekoladowe. Oprócz nich klienci codziennie mogą liczyć na kilka nowych, np. straciatella, sorbet z czarnej pożeczki, Nutella, nektarynka, arbuz, kawa z karmelem. Mieszkańcy Wrocławia chcą spróbować wszystkich. Od maja, kiedy lodziarnia otworzyła swoje okienko, klienteli tylko przybywa, a kolejki robią się coraz dłuższe. Na największy utarg lokal może liczyć oczywiście w upalne dni, kiedy nie pozostaje nic innego jak zapchać mordy lodami.

Gdyby jednak chodziło tylko o szeroką gamę smaków i upały, to Polish Lody pewnie nie zostałyby najbardziej trendy miejscem w mieście. Raz, że dobrych lodziarni we Wrocławiu jest od groma. Dwa, że pl. Bema wcale nie jest najlepszą miejscówką na świecie. Dzielnica jest taka sobie, nie do końca w centrum, lokal nie rzuca się w oczy, w sąsiedztwie prężnie działający sklep monopolowy i stary, zapyziały Kebab Impuls, który ostatni raz otwarty był chyba w czterdziestym czwartym. Trzy, że najtaniej nie jest. 1 porcja kosztuje 3,50 zł.

Wrocławianie uznali jednak, że warto się szarpnąć. Moda na wszystko co ekologiczne, organiczne i bez konserwantów trwa w najlepsze. A Polish Lody takie właśnie są. Nawet w logo właściciele wykorzystali słowo „naturalne”. Na Facebooku dodają: jedyne w swoim rodzaju, na bazie wyłącznie naturalnych składników. Więc trochę jak z jajkami. Teraz wszyscy kupują tylko „klasę A” albo „z wolnego wybiegu”. Wszystkie inne to zło.

Odkąd wieść o Polish Lodach rozniosła się po mieście, sytuacja wygląda identycznie. Już nikt nie chce chodzić na ul. Więzienną albo do Grycana, bo tam pewnie jakiś sztuczny szajs ludziom wciskają. Skromna lodziarnia kosi konkurencję jak Rambo w „Rambo” i budzi podziw całego województwa. Co więcej, wyroby studenciaków faktycznie niszczą system. Są pyszne i pięknie wyglądają. Do tego podawane są w gigantycznych waflach. Właściciele mocno dbają o przyjemny wystrój, identyfikację wizualną lodziarni oraz Facebooka. To nie tylko dobry produkt, ale także sprawnie kręcący się biznes, który zasługuje na uznanie.

Polish Lody to w tej chwili miejscówka obowiązkowa.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑