Wujek Mike pozamiatał. Nie przeczytacie wulgarniejszej autobiografii

Opublikowano Styczeń 22, 2015 | przez Pato

Tyson-ksiazka-2

Ta książka to kronika patologii. Wincenty Kadłubek by tego nie spisał – umarłby na zawał albo zrobił w spodnie, a Mike Tyson nie dość, że to wszystko przeżył, to jeszcze z uśmiechem opowiedział. Ćpanie. Dymanie. Nieustanna napierdalanka i obrzydliwa ilość pieniędzy. Odgryzienie ucha Holyfieldowi to wierzchołek góry lodowej. Wujek Mike pozamiatał. Jeśli to nie jest zmyślone (a nie jest), to mogło wydarzyć się tylko jemu.

Wbrew pozorom nie jest to moja ulubiona autobiografia sportowca. Dużo bardziej cenie głęboką analizę psychiki Andre Agassiego. Tam można było się zatrzymać, zastanowić, a u Tysona jest nieustanny bieg przez kartki. Więcej i więcej. Mocniej. Rzadko zdarza się autobiografia sportowca, w której 600 stron wypełnia mały druk, a wszystko to jakieś historie. Anegdoty. Przytaczane sytuacje. I wszystkie mają wymiar mocno hardcorowy, co czyni tę książkę unikalną. 200 pierwszych stron łyknąłem przy obiedzie. To znaczy chciałem tylko przekartkować, na chwilę czymś zająć głowę, a wsiąkłem na dobre trzy godziny.

Tyson to zwierzak. Skandalista. Człowiek, który z jednej strony osiągnął w boksie prawie wszystko, a z drugiej strony w życiu tak naginał granice, że – jak sam mówi – największym żartem jest to, że jeszcze żyje.

– To, co wy widzieliście na filmach z Johnem Waynem, codziennie działo się na mojej ulicy – zaczyna opowieść od dzieciństwa. Ma tylko jeden cel: być najlepszym, napierdalać wszystkich. W wieku 14 lat leje dorosłych, a z ulicznego popychadła przeistacza się w króla ulica.

Można to wszystko obrać w ramy filozofów: że niby te 600 stron to walka z samym sobą, ciągle upadanie i wstawanie. Ale nie jest to książka do myślenia, tylko do zbierania kolejnych historii i głośnego śmiechu. Murzyn z przyczepy, jak sam się określa, wzbudza sympatię. Bo jest prosty. Mówi to, co myśli. Robi rzeczy, na które inni nigdy sobie nie pozwolą.

W pewnym momencie wzbudza sympatię: czyta Nietzschego, rozdaje tysiące dolarów na ulicy, kupuje dziwkom samochody. Czasem imponuje, gdy wysyła gościa po 3 sekundach na deski, ale najczęściej przeraża. W pijackim widzie, po narkotykach i tabletkach na erekcję bije siedem prostytutek. W więzieniu płodzi strażnice dziecko i zwala winę na drugiego więźnia. W międzyczasie uczy się chińskiego, a potem znowu bierze psychotropy, gwałci i zostaje bankrutem. A nawet nie bankrutem, bo choć Tyson zarobił na ringu 400 milionów dolarów, to rok temu miał… 34 miliony długu.

Ponad stówka to opłaty za adwokatów, procesy i odszkodowania za przeróżne rozróby. W ciągu 10 lat kupił i rozdał 115 samochodów. Nie chce mi się reszty danych, bo to tych historii jest za dużo, ale to pokazuje, z jaką książką mamy do czynienia. Skandaliczny Dennis Rodman? Ha, przy Tysonie to wydmuszka. Serio, nie widziałem autobiografii, w której facet gadałby jak leci. A jeśli nawet połowę rzeczy zachował dla siebie to znaczy, że żył tysiąc razy bardziej intensywniej od nas. Nie zazdroszczę mu – to proste, ale uwielbiam o tym czytać. Jeśli w Polsce Dorota Wellman w jakimś durnym programie w TVN-ie miała pretensje do Janusza Wójcika o użycia w książce słowa „dupeczki”, to przy Tysonie chyba na zawsze zamknęłaby się w sobie.

Komentarze

Takt
Sceny seksu
Szczerość
Absurd wielkich pieniędzy

Podsumowanie: Dymanie. Boks. Pieniądze. Taka jest „Moja Prawda”. Prawda wujka Mike’a.

4


Ocena użytkowników: 4.2 (9 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑