Wyszło na tropie rasizmu. Oscary to ledwie wierzchołek!

Opublikowano Styczeń 24, 2016 | przez Gofrey

django-unchained-dicaprio

Byliśmy naprawdę wstrząśnięci, gdy okazało się, że w kraju kojarzonym powszechnie z wolnością i demokracją, w państwie, który z obu tych wartości uczynił towar eksportowy (za pomocą ciężkiego sprzętu wojskowego dostarczany w różne miejsce świata), nadal mają miejsce wybryki rasistowskie. Tak, to wyśnione i wymarzone USA za fasadą wolności kryje ohydną twarz skrytą w białym spiczastym kapturze. Na gali oscarowej zabraknie w tym roku czarnoskórych zwycięzców.

Ten skandaliczny akt rasizmu nie umknął uwadze śmietance towarzyskiej Los Angeles, przez co słynną ceremonię wręczenia nagród Akademii Filmowej ominie kilka gwiazd solidaryzujących się z dyskryminowanymi czarnoskórymi aktorami. Jada Pinkett Smith, Spike Lee… Do dyskusji włączyli się nawet George Clooney i Michael Moore. Sytuację zapewne już znacie – chodzi o to, że akademia – złożona przede wszystkim z białych – od lat nominuje przede wszystkim białych. Ktoś powie – może są lepszymi aktorami? – ale przecież wszyscy wiemy, że to tak naprawdę rasizm. Co z tego, że wybitnie antyrasistowski „Django” dostał pięć nominacji a wygrał właśnie owym antyrasistowskim scenariuszem – dziś „wyszło szydło z worka” i błyszczy rasistowskimi kłami.

Akademię Filmową wzięto pod lupę na całym świecie, my zaś skupiliśmy się na poszukiwaniach instytucji, gdzie rasizm jest równie popularny, a jednak konsekwentnie przemilczany. Na pierwszy ogień wzięliśmy yokozunów, czyli najlepszych (największych?) zapaśników sumo. Do tego zaszczytnego miana dostęp mają i mieli niemal wyłącznie Azjaci! Nie ma miejsca dla rasy białej, nie ma miejsca dla czarnoskórych. Ceremonia wręczenia Oscarów przy liście najlepszych zawodników sumo to mozaika barw.

Podobnie rasistowskim sportem jest zresztą koszykówka. Nie dajcie się zwieść uśmiechom Gortata, Nowitzkiego i Gasola. Świadectwa rasizmu w najbardziej prestiżowej lidze tego sportu – NBA – trzeba szukać nie na boiskach, ale na listach płac. Dziesięciu najlepiej zarabiających koszykarzy tej ligi według Forbesa (artykuł sprzed roku) – dziesięciu czarnoskórych. No, dziewięciu i Blake Griffin, który wymyka się klasycznym rasowym definicjom.

Jak nazwać to inaczej, jeżeli nie ekonomicznym wyzyskiwaniem białego luda?

A to przecież nie koniec! Weźmy choćby dwie bardzo popularne na całym świecie organizacje – Blood oraz Crips. Gangi, które wywodzą się z Los Angeles, ale za sprawą rapu i specyficznego kodu kulturowego zagościły w świadomości ludzi w każdym zakątku świata, to doskonały przykład skrajnej dyskryminacji. Przeglądamy setki zdjęć i niestety – na żadnym nie dostrzegamy obecności białego człowieka. Tak jakby uznani gangsterzy z USA zbudowali niewidzialny szklany sufit, przez który nie przebije się żaden białas. Chcesz być w gangu bujającym się ulicami Compton? Musisz być czarny, niestety. W analogiczny sposób zdaje się działać azjatycka Yakuza oraz organizacje przestępcze z Sycylii czy Neapolu.

Przez grzeczność i z litości przemilczymy dyskryminację sprinterów o białej i żółtej skórze na kolejnych Igrzyskach Olimpijskich. Jak widać – ludzie walczący z rasizmem mają jeszcze sporo do roboty, a gdy się z tym uporają, od razu dostrzegamy kolejny duży problem.

W radzie programowej Kongresu Kobiet liczącej przeszło 300 osób nie ma ani jednego mężczyzny. A co do samych Oscarów, najbardziej dyskryminowany od wielu lat i tak jest Leonadro di Caprio.

Komentarze




Back to Top ↑