Wyszło pod wrażeniem Berlina. To maszyna do zarabiania pieniędzy

Opublikowano Grudzień 15, 2014 | przez lucky bastard

lCfEH3s

Dynamicznie rozwijający się, piękny i wielokulturowy – najczęściej taką właśnie laurkę wystawia się współczesnemu Berlinowi. Czy słusznie? Wybraliśmy się na kilkudniowy wypad do stolicy Niemiec, by trochę się pobawić i przy okazji zweryfikować kilka oklepanych opinii. Jedno wydaje się pewne – jeśli odwiedziliście to miasto kilka lat temu, to raczej nie jesteście na bieżąco z infrastrukturą i klimatem. Gdzie jak gdzie, ale w Berlinie czas zdaje się biec w zdecydowanie szybszym tempie. Co rzuciło nam się w oczy?

Marketing miasta

Polscy urzędnicy mogliby się uczyć od swoich odpowiedników z Berlina, jak grać miejskimi symbolami, upiększać nimi ulice i przy okazji zarabiać kasę. Niedźwiedź obecny w godle niemieckiej stolicy oraz wszystkie jego wariacje atakują nas dosłownie z każdej strony. Na chodnikach, w parkach, w witrynach sklepów, na przystankach i wielu innych miejscach publicznych. Kolorowe misie w pubach piją piwo, przed gabinetami lekarskimi dumnie prezentują się w kitlach, a na wystawach sex-shopów przywdziewają gustowne, skórzane wdzianka. Można sobie zrobić z nimi zdjęcie lub kupić jeden z tysięcy gadżetów z ich wizerunkiem.

Podobnie sprawy mają się z tak zwanym Ampelmann’em, czyli ludkiem z sygnalizatorów świetlnych na przejściach dla pieszych. Tak, w stolicy Niemiec zarabia się nawet dzięki światłom, które nakazują nam czekać lub pozwalają iść. Inna sprawa, że sygnalizatory w Berlinie są tak poustawiane, że większość szerokich ulic piesi muszą pokonywać na dwa razy. Jest więc czas, żeby zaprzyjaźnić się z czerwonym ludzikiem i stęsknić za tym zielonym.

Ampelmann różni się od swoich odpowiedników z innych europejskich miast, a Niemcy umiejętnie wykorzystują ten fakt. W Berlinie jest wiele sklepów poświęconych wyłącznie temu ludkowi. Ma on swoją linię ubrań, toreb i naczyń. Pewnie łatwiej wymienić produkty, na którym jeszcze nie umieszczono jego podobizny. Nie musimy chyba dodawać, że turyści łatwo połykają haczyk i kupują tego typu gadżety na potęgę.

 8cL9566

Gra najnowszą historią

Berlin, jak mało które miasto, został naznaczony przez historię dwudziestego wieku. I to, dodajmy, historię niezbyt chwalebną. Nasi zachodni sąsiedzi potrafią jednak umiejętnie ją wykorzystać i w dyskretny sposób o niej opowiadać. Na przykład poprzez kościół Pamięci Cesarza Wilhelma, który został zniszczony w czasach drugiej wojny światowej, i który nigdy nie został odbudowany. Od 1943 roku w centrum miasta stoi więc ogromna ruina, która jest dziś jedną z głównych atrakcji Berlina i robi za symbol antywojenny. Poza tym w połowie zburzony kościół idealnie wkomponowuje się w okoliczną, nowoczesną architekturę i jest potężnym magnesem na zwiedzających.

 NzZMOcp

Inna, zdecydowanie bardziej charakterystyczna budowla, to oczywiście Mur Berliński, który po dziś dzień zdobi wiele miejsc. Kawałki najsłynniejszej ściany dwudziestego wieku można kupić praktycznie w każdym sklepie, certyfikowane, za kilkanaście euro za kamyczek. Całe miasto jest pełne akcentów związanych z nieistniejącym już, ale wciąż wyczuwalnym podziałem na wschód i zachód. Muzeum Muru, muzea przejść granicznych do określonych stref, muzeum DDR. Duch tamtych czasów jest obecny wszędzie, a pozostałości po komunizmie w żadnym razie nie są dla Niemców powodem do wstydu.

Bezdomni na ulicach 

Niemcy bardziej liberalnie podchodzą do tak zwanych meneli, niż to ma miejsce chociażby w Polsce. W Berlinie, zwłaszcza w okolicach dworców, można zaobserwować prawdziwe mieszkania uwite pod mostami lub w innych cieplejszych miejscach. Bezdomni rozkładają się jak na plaży, tworzą ze swoich rzeczy całe pokoje. Koce, materace, dziesiątki toreb i różnych dziwacznych rzeczy, a wszystkiemu towarzyszy niezbyt przyjazna woń i, co piszemy z przykrością, często dziwnie znajoma mowa. W Berlinie meneli nikt nie goni, więc nie muszą się kryć po krzakach lub co chwilę użerać ze strażą miejską. Czy to się turystom podoba, czy nie, są traktowani jako pełnoprawni obywatele. A jednym z ich obywatelskich przywilejów jest prawo do spożywania alkoholu w miejscach publicznych.

Mieszanka narodowości

Statystycy nie pozostawiają złudzeń, że Berlin to ścisła czołówka wielokulturowych miast. Co czwarty mieszkaniec stolicy Niemiec pochodzi zza granicy, a według niektórych szacunków żyje tam prawie dwieście tysięcy Polaków. Jeżeli dołożymy do tego bliskość naszej granicy, a także mnogość dogodnych połączeń – na przykład podróż pociągiem z Warszawy w pięć godzin – otrzymamy też pokaźną liczbę turystów z Polski. Nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że na ulicach Berlina prawie tak samo często słyszy się język niemiecki, co naszą rodzimą mowę. A przecież jeszcze większą kolonię stanowią tam Turcy, a inne kraje też nie pozostają daleko w tyle.

Jest taka obiegowa opinia, że Niemki nie są zbyt urodziwe. Spacerując po ulicach Berlina w żaden sposób nie da się tego ocenić, bo narodowości są kompletnie wymieszane, a tak zwana reszta świata ma sporą przewagę liczebną.

Klimat świąt

W ostatnim czasie w Warszawie mieliśmy dyskusję, co powinno znaleźć się na rynku Starego Miasta – jarmark świąteczny czy lodowisko. W Berlinie nie przejmują się takimi rzeczami, bo rozumieją, że jedno z drugim doskonale współgra. Mamy więc i jarmarki, i lodowiska, razem, w dużej liczbie. Bożonarodzeniowy biznes jest tam rozdmuchany do granic możliwości, a ludzie – zwłaszcza ci najmłodsi – kuszeni są tysiącem klimatycznych potraw i drobiazgów. W Berlinie przystrojone są też ulice i centra handlowe, ale wszystkiego jest jakby więcej. Z większym polotem i większym przepychem. W stolicy Niemiec zdecydowanie mocniej czuć, że wigilia nadejdzie już za kilka dni.

M0gsoQt

Problem z toaletami

Jak już wspomnieliśmy, w Niemczech można pić alkohol w miejscach publicznych, a miejscowi chętnie z tego prawa korzystają. Można więc w spokoju spożywać piwo na ulicy, nie stresując się, że zaraz przyczepią się jakieś służby mundurowe. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy rzeczone piwo – lub cokolwiek innego – naciska na pęcherz. Prawie wszystkie berlińskie toalety są płatne, a niektóre wręcz absurdalnie drogie. Umycie rąk może kosztować nawet 2,50 euro, czyli ponad dziesięć złotych. Zdarza się nawet, że w niektórych kawiarniach w ogóle nie ma toalet, więc siłą rzeczy problem nie dotyczy tylko pijących alkohol.

Po zsumowaniu kosztów piwa w sklepie i wizyt w toalecie, picie na ulicy przestaje się opłacać.

Rozwój ponad wszystko

Mówi się, że Warszawa bardzo szybko się rozwija. Wszędzie trwa budowa, ciągle coś wznoszą albo rozkopują. Nawet bylibyśmy skłonni zgodzić się z tym, gdyby nie wizyta w Berlinie. Tam jest dopiero prawdziwy plac budowy, a w panoramę miasta trwale wpasowały się dźwigi. Stolica Polski wygląda, jakby potrzebowała dziesięć razy więcej inwestycji, jednak to w Niemczech buduje się dziesięć razy więcej. Ot, taki lokalny paradoks.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑