„X-Men: Apocalypse” – apokalipsa według Marvela

Opublikowano Czerwiec 11, 2016 | przez MB

apocalypse

Marvel nie daje swoim fanom chwili wytchnienia. Kiedy nie zdążyli jeszcze ochłonąć po wojnie bohaterów w najnowszym filmie o Kapitanie Ameryce, już przyszło im powrócić do historii o słynnych komiksowych mutantach. Wtajemniczeni dobrze jednak wiedzą, że jest to zupełnie inna bajka. Jej najnowsza odsłona powinna im się spodobać, choć mieszanych uczuć nie unikną.

Ci, którzy w trakcie seansu „Przeszłości, która nadejdzie”, czuli się trochę zagubieni, oglądając „Apocalypse” wcale nie będą mieć lżej. O ile w poprzedniej części twórcy mniej lub bardziej zrozumiale igrali sobie z czasem, o tyle teraz z równie wielką swobodą badają płaszczyzny, na jakich rozgrywa się akcja i bardzo odważnie balansują na granicy telepatii i rzeczywistości. Za to jednak przecież lubimy świat X-Menów, który nie zawsze jest tak oczywisty i w którym nie wszystko musi być wytłumaczalne. Szczególnie, kiedy telekinetyczne pojedynki z udziałem Charlesa Xaviera są tak dobre jak te w nowym filmie.

Profesorowi oraz pozostałym X-Menom trafił się silny przeciwnik w postaci Ena Sabah Nura, czyli tytułowego Apocalypse’a, pierwszego i najpotężniejszego mutanta na świecie. Kreowana przez Oscara Isaaca postać w pewien sposób wypełnia zapotrzebowanie superbohaterskich produkcji na autentycznie czarne charaktery. Jest potężny, budzi lęk i trudno go pokonać. Brak mu tylko dynamiki, ale biorąc pod uwagę, że wiele tysięcy lat spędził pod gruzami egipskich piramid, ikry można mu tylko pozazdrościć.

Na ekranie pełni wigoru są za to Quicksilver i Wolverine. Ten pierwszy jeszcze bardziej zaznaczył swoją obecność w filmowym uniwersum Marvela, czym na pewno rozbudził nadzieje na solowy film. Ten drugi w krótkim epizodzie zagrał swoje najlepsze sceny walki, w jakich przyszło mu uczestniczyć od początku istnienia serii o X-Menach.

Zdecydowanie gorzej scenarzyści obeszli się niestety z Magneto. Michael Fassbender robił co mógł, żeby ta postać była tak samo elektryzująca jak zawsze, ale niestety poległ w starciu z do bólu patetyczną wizją Bryana Singera. Weltschmerz, jaki Erik przechodzi na ekranie po stracie żony i córki, z czasem staje się nie do wytrzymania i prowadzi do kolejnej opery mydlanej między Xavierem a Magneto. Ten ostatni został także zamieszany w najbardziej żenujące sytuacje w „X-Men: Apocalypse”, czyli niepotrzebne igranie z tematem Auschwitz oraz zupełnie odrealnione przedstawienie polskich realiów. Chata z drewnianych bali? Sielankowa oaza w Pruszkowie? Jelonki w ogrodzie? Choć w filmie nie brakuje zabawnych scen, dla polskich widzów najśmieszniejsze będą te, w których Fassbender i statyści mówią w ich rodzimym języku. Nawet w czasie najbardziej dramatycznych scen trudno zachować kamienną twarz.

Ciężko jest się nie uśmiechnąć również podczas scen zniszczenia. Docelowo miały być spektakularne i budzić zachwyt, wyszło jednak tak, że ich bardzo komiksowy charakter trąci kiczem. Ich widowiskowość jest zbyt przerysowana i zdecydowanie gryzie się z, jakby nie było, mrocznym charakterem całego obrazu.

Bardzo interesujące są za to wątki Jean Grey i Cyclopsa, a także Nightcrawlera i Storm, którzy w przyszłości staną się bardzo ważnymi dla mitu o X-Menach postaciami. W „Apocalypse” wszyscy dopiero odkrywają swój potencjał, co nie przeszkadza im w odegraniu znaczącej roli. Najwięcej uwagi poświęcono oczywiście Jean. Należy się spodziewać, że w kolejnych filmach jej historia będzie kontynuowana, a sama bohaterka w końcu stanie się osią fabularną sagi, na co absolutnie zasługuje. Jej postać kryje nie tylko wielką moc, ale także sporo sekretów, które widzowie na pewno z przyjemnością odkryją w kinie.

Mimo kilku niedociągnięć z przyjemnością będą również uczestniczyć w seansie „X-Men: Apocalypse”. Wszystko to, co w opowieści o mutantach najlepsze, Singerowi ponownie udało się uchwycić. Nadal gra na sprawdzonych w poprzednich częściach patentach a mimo to ciągle udaje mu się zaskakiwać. Z dużym wyczuciem wprowadza nowych bohaterów, jest cierpliwy w rozwijaniu historii i pozwala sobie na coraz odważniejsze sceny (np. krwawa jatka w wykonaniu Wolverine’a). Może i przydałoby się w tym wszystkim trochę świeżego spojrzenia, ale nawet bez niego przyszłość kinowych X-Menów maluje się bardzo interesująco.

Komentarze

Rozpoczęcie wątków, dzięki którym seria będzie jeszcze długo żywa
Przebojowy Quicksilver i wkurwiony Wolverine
Weltschmerz Magneto
Prawdziwie czarny charatker

Podsumowanie: Mimo kilku niedociągnięć z przyjemnością będą również uczestniczyć w seansie „X-Men: Apocalypse”. Wszystko to, co w opowieści o mutantach najlepsze, Singerowi ponownie udało się uchwycić. Nadal gra na sprawdzonych w poprzednich częściach patentach a mimo to ciągle udaje mu się zaskakiwać. Z dużym wyczuciem wprowadza nowych bohaterów, jest cierpliwy w rozwijaniu historii i pozwala sobie na coraz odważniejsze sceny. Może i przydałoby się w tym wszystkim trochę świeżego spojrzenia, ale nawet bez niego przyszłość kinowych X-Menów maluje się bardzo interesująco.

3.8


Ocena użytkowników: 4.1 (2 głosów)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑