Iñárritu jak Messi, zadośćuczynienie dla DiCaprio. Kilka wniosków po Oscarach

Opublikowano Luty 29, 2016 | przez lucky bastard

oscars_leo_wins_0228_lands_ren640

Oscary, Oscary i po Oscarach. Jeszcze przez kilka dni trwać będą dyskusje na temat rozstrzygnięć i całej otoczki, więc i my postanowiliśmy dorzucić swoje trzy grosze. Gdybyśmy mieli możliwość wciśnięcia tylko jednego zdania, powiedzielibyśmy po prostu, że „było nudno”. Ale jednak kilka wątków wypada rozwinąć.

1. Amerykańskiej Akademii Filmowej zabrakło jaj, by zrobić psikusa szeroko rozumianej opinii publicznej, która czekała – ba! wręcz domagała się – statuetki dla Leonardo DiCaprio. Jego rola w „Zjawie” ani nie była najlepszą z tegorocznych, ani tym bardziej nie była najlepszą w karierze aktora. Obok takiej nawet nie stała – napociliśmy się przy jego filmografii, ale nijak nie udawało nam się jej wepchnąć do TOP5. Taka tam nagroda za tzw. całokształt twórczości. Tym samym kapituła zachowała się trochę jak sędziowie piłkarscy, którzy w przerwie meczu dostali sygnał, że w pierwszej połowie walnęli babola, więc w drugiej robią wszystko, by zadośćuczynić poszkodowanym. A to zawsze wygląda pokracznie. W przyszłym roku dwie nominacje dla czarnoskórych aktorów, jeden z nich dostanie statuetkę. Powód? Ten sam – bo tak wypada.

2. A propos – Chris Rock rządzi. Co wejście, to nawiązanie do „Białych Oscarów”, a wiecie jak to jest z żartowaniem na poważne tematy. Trzeba mieć wielkie wyczucie, by jadąc po bandzie, utrzymać kierownicę. Rock zrobił to brawurowo. I gdy tak to sobie porównujemy z polskim stand-upem… Albo lepiej nie. Tak czy siak, łatka jednego z najgorszych prowadzących w historii, która przylgnęła do niego w 2005 roku, została odklejona.

3. Największa niespodzianka? Jak na nasze – brak statuetki dla Sylvestra Stallone za najlepszą rolę drugoplanową, którą zgarnął Mark Rylance za „Most Szpiegów”. Stallone pokazał, że wciąż jeszcze może, a delikatnie rzecz ujmując – po kilku ostatnich projektach z jego udziałem mieliśmy co do tego poważne wątpliwości. Z drugiej strony – akurat ta kategoria była tak mocno obsadzona, że o zwycięstwie mogła by zadecydować maszyna losująca, a i tak bez problemu dałoby się uargumentować ten wybór.

4. Ale i tak najbardziej szkoda nam tego chłopaczka, Jacoba Tremblay’a. Jeśli jeszcze nie byliście, idźcie na „Pokój”, zrozumiecie. Gdy młody uświadomi sobie, jak bardzo został skrzywdzony, skończy pewnie jak Macaulay Culkin, znany bardziej jako Kevin. Oczywiście porównanie ról dzieciaków nie przyszło nam do głowy.

5. „Spotlight” najlepszym filmem. Niby niespodzianka. Niby wyżej stały akcje „Zjawy” i „Big Short”, ale nie widzimy sensacji. Szanujemy ten werdykt, tym bardziej, że historia dziennikarskiego śledztwa jest trochę „nieoscarowa”, nie ma w niej fajerwerków, co nie zmienia faktu, że o filmie tym myśli się jeszcze długo po zakończeniu seansu. A chyba właśnie o to w poważnym kinie chodzi.

6. Przy okazji triumfu filmu, który traktuje o pedofilii w kościele, kilku gości z prawej strony barykady pokazało, że nazywanie ich oszołomami bywa na miejscu.

hhh

To tylko przykład. Nie wątpimy w to, czy w ogóle widzieli ten film. Widzieli. Może to zbyt daleko idący wniosek, ale mamy wrażenie, że ten – mówiąc wprost – ból dupy wynika z tego, że twórcy „Spotlight” genialnie scharakteryzowali ludzi, którzy uważają, że pewne rzeczy należy przemilczeć. Takie trochę uderz w stół…, nieprawdaż?

7. Bardzo cieszy nas Oscar dla Alejandro Gonzáleza Iñárritu, reżysera „Zjawy”. To drugie wyróżnienie z rzędu – w zeszłym roku Meksykanin zgarnął statuetkę za „Birdmana” – i dopiero trzeci taki przypadek w historii tej kategorii. Akademia niechętnie powtarza swoje werdykty, co jest wyjątkowo głupie. To trochę tak jakby skreślić Leo Messiego z listy kandydatów do Złotej Piłki, bo „teraz pora na kogoś innego”. Najlepszy to najlepszy, nie jego wina, że odskoczył konkurencji.

8. Brie Larson. Przyznajemy się bez bicia – jeszcze kilka miesięcy temu nie znaliśmy. I – tak na marginesie – gdy sprawdzaliśmy jej filmografię, pomyśleliśmy sobie, że pewnie nie jesteśmy osamotnieni. Zasłużona nagroda dla najlepszej aktorki za „Pokój”, ale też znak, że świat filmu potrzebuje świeżej krwi.

rs_1024x759-160228205602-1024-brie-larson-academy-awards-winner-actress.ls

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑