Yoga Rave – impreza non-alcoholic i gluten free

Opublikowano Grudzień 13, 2014 | przez MB

yoga rave 3

Mogłoby się wydawać, że yoga i rave wzajemnie sie wykluczają. Osoba, która wpadła na pomysł, by zestawić je ze sobą i stworzyć nową jakość musiała być albo geniuszem, albo kretynem. Okazała się tym pierwszym, bo Yoga Rave stała się trendy.

To coś na kształt imprezy rozwijającej ciało i ducha uczestników. Taki rodzaj rozrywki można nazwać bezglutenowym ciastkiem wśród bib.

Wyobraźcie sobie, że nastawiacie się na rave’owy melanż. Malujecie się fluorestencyjnymi farbami, zakładacie na siebie dziesiątki świecących bransoletek, macie super humor i wielką ochotę na pigułę. Przychodzicie do klubu, a tam… żadnych narkotyków. Co więcej, żadnego alkoholu! Zamiast tego grupa ludzi siedząca na matach do jogi w pozycji „kwiat lotosu”. Choć wszyscy wyglądają jak Wy, nikt nie jest naćpany i nikt się nie rozbiera. Na pierwszy rzut oka banda świrów.

Sesja ćwiczeń trwa mniej więcej półtorej godziny (w tym czasie zdążylibyście się już konkretnie narąbać). Czas na niezłą młóckę następuje dopiero po treningu. Wtedy faktycznie zaczyna się dobra zabawa, DJ wrzuca beat i klub bawi się na całego.

yoga rave

Opisywany przez nas sposób spędzania wolnego czasu to głośny trend wśród mieszkańców Nowego Jorku oraz dużych europejskich miast, takich jak Londyn czy Berlin. Na imprezach pod hasłem Yoga Rave bawią się głównie młodzi ludzie w wieku od dwudziestu do trzydziestu lat. Tzw. millenialsi, czyli osoby urodzone na przełomie tysiącleci, często nazywane też Pokoleniem Y. Według socjologów tym, co ich wyróżnia spośród reszty społeczeństwa, jest pragnienie szybkiego osiągnięcia czegoś w życiu. Zdobycia wysokiego statusu społecznego, otrzymanie awansu, ale na ich własnych zasadach. Prowadzą bardzo intensywne życie, głównie jednak zawodowe. Nowa forma imprezowania jest więc dla nich doskonałym sposobem na zrzucenie z siebie balastu presji i oczekiwań wobec samych siebie. Relaks połączony z żywiołowym tańcem i bez kaca na drugi dzień.

Dziwne, ale najwyraźniej się sprawdza.

W Yoga Rave chodzi przede wszystkim o dobre samopoczucie i wspólnotę. A także o sportowy tryb życia i dbanie o własne ciało. Jest również alternatywą dla tych, którym tradycyjne sesje jogi wydają się nużące i nieatrakcyjne. Wchodząc do klubu, gdzie właśnie odbywa się tego typu biba, nie liczcie na to, że zaliczycie pijaną laskę w kiblu, wypijecie pięć kamikadze z rzędu albo zwymyślacie gruboskórnego ochroniarza. Liczcie na spokój ducha i harmonię.

 

Możecie też mieć nadzieję, że traficie na jedną z akcji promocyjnych, w której coraz częściej uczestniczą znane marki i popularni wykonawcy. Podczas jednej z imprez Yoga Rave wystąpiła grupa Basement Jaxx, a firma produkująca mleko owsiane rozdawała uczestnikom darmowe koktajle.

Pomysł na połączenie jogi z muzyką na żywo wpisuje się więc także w światowy hype na bycie fit. Wiecie: rukola, eko, gluten free, te sprawy. Na śniadanie zupa z cieciorki, Yoga Rave w porze lunchu, na obiad kotlet sojowy i jednodniowy sok z marchwi.

Bywają i takie trendy. Co kto lubi.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑