Z babą źle, bez niej gorzej, prawda gminna, gówno prawda

Opublikowano Czerwiec 28, 2013 | przez Gofrey

– Jak będziesz w liceum, to zatęsknisz za podstawówką – słyszeliśmy wszyscy pałętając się między piątą, a szóstą klasą. – Pójdziesz do roboty, to jeszcze będziesz marzył, żeby wrócić na studia – stały element krajobrazu, przed każdą sesją obecny w wielu polskich domostwach. „Pójdziesz na swoje, to szybciutko docenisz mieszkanie z rodzicami”, używane czasem naprzemiennie z „jak wrócisz do rodziców, to wreszcie zrozumiesz, jaka to wygoda mieszkać samemu”.

Od lat, właściwie odkąd pamiętam, świat kładzie nam te bzdury do głowy. „Zatęsknisz”. „Jeszcze ci się znudzi”. „Docenisz to, co miałeś wcześniej”. We wszystkich możliwych kombinacjach, wiosną, latem, jesienią i zimą.

Wiem, że jest w tym pewna niekonsekwencja – narzekać na wszędobylskie narzekanie, ale nie mam zamiaru pieprzyć jak wszystkie mądre głowy w telewizji: „bo Polacy to naród narzekaczy”.

Gówno prawda.

Narzekanie mnie nie irytuje, zresztą nie dostrzegam go wkoło aż tak wiele. To, co mnie naprawdę wkurza to wmawianie narzekania. Sugerowanie, że cokolwiek robisz – na pewno jesteś w tym momencie niezadowolony. Nie mam pojęcia z czego to wynika. Czy to efekt słabego rozwinięcia tak zwanej „gadki-szmatki”? Ile można chrzanić o pogodzie. Lepiej pogadajmy o tym, że na pewno jest ci źle, niezależnie od tego kim jesteś, co robisz i jaki jest twój stan cywilny.

Może jestem ewenementem, ale od dziecka miałem z tym duży problem. Zaczyna się już w przedszkolu i pierwszych klasach podstawówki. Wszyscy mają zamiar wmówić biedakowi, który dopiero nauczył się w miarę składnie mówić, że za wszelką cenę chce być dorosły. „Teraz to ci się spieszy, ale jak dorośniesz, to zobaczysz, jak to fajnie było być dzieciaczkiem”.

Zawsze odpowiadałem – ale mnie jest dobrze! Doceniam, że jestem „dzieciaczkiem”, cieszę się, że jestem dzieciaczkiem i chcę być dzieciaczkiem! W gimnazjum znowu – „wy, młodzi, to już byście chcieli latać na te imprezy, znać ten świat dorosłych, fajki palić, alkohol pić”. Kto wam naopowiadał tych bredni? Nie, ja w gimnazjum chciałem grać w piłkę, noce spędzać przed kompem, a wakacje w basenie. Wcale nie chciałem dorastać, wcale nie kręcił mnie „dojrzały” świat. Czerpałem przyjemność z bycia gimbazjuszem.

Analogicznie było w liceum, gdy straszono nas wszystkich studiami, tak samo jest na studiach, gdy rozliczne ciotki-klotki zapewniają, że „jak pójdzie do roboty, to szybko będzie chciał wrócić na studia”. Znowu zero połączenia z rzeczywistością, licealista docenia, że już może latać z dziewuchami, a jeszcze nie musi przynosić do domu kasy, podobnie jak student wie, że to jego najlepsze dni. A jak pójdzie do pracy? Też ekstra, kto nie lubi tego momentu, gdy na koncie pojawia się twoja własna, uczciwa zarobiona flota, którą opłacisz rachunki za swoje mieszkanie i wydasz na swoje własne potrzeby? Odpowiedzialność, „zajawka” na bycie mężczyzną, a nie chłopakiem, przecież nawijał już o tym Emil Blef w kawałku „Oszuści”.

Naprawdę, każdy etap życia ma swoje plusy, które porażająca większość generacji zdaje się dostrzegać. Ale nie, trzeba wmówić im, że dobrze sobie trochę od serca ponarzekać. Kolejna kwestia, „z babą źle, bez niej gorzej”. Jest taki świetny obrazek Alkopoligamii:

z_baba_zle 2

Wielu powie, że to bardzo prawdziwe, że balując po klubach z kolejnymi pannami tak naprawdę marzysz o stałym związku, a siedząc ze stałą partnerką na kanapie – jak zerwać się do klubu. To znowu jakieś pitu-pitu niekoniecznie związane z rzeczywistością. Jak jesteś „w mieście” czwarty dzień z rzędu podczas weekendu zaczynającego się w środę to nie myślisz o tym, jak jest ci źle, ale jak świetnie się bawisz. Analogicznie, gdy już jesteś w stałym związku to doceniasz jego zalety, których z marszu można wymienić całe dziesiątki, jeśli nie setki. Nie ma w tym nic skomplikowanego, czerpiesz z życia to, co najlepsze, niezależnie czy solo, czy w tandemie.

Wieczne pierdolenie, tak samo jak z pogodą. Dopiero co było wam przeraźliwie zimno, Facebook giął się od obrazków „zimo wypierdalaj”. Przyszło lato, ze dwa dni było cieplej, już pojawiły się gromady sfrustrowanych: „deszczu, błagam, deszczu”. Ostatnio niebiosa patrzą na nas przychylnym wzrokiem, więc lud utrudzony upałem dostał deszcz. Odpalam pierwszy lepszy portal społecznościowy i tak, mamy to: jest stękanie, że deszczowe wakacje to żadna frajda. O ile lepszy byłby świat, jeśli zamiast „wypierdalać” zimę, ulepilibyśmy sobie bałwana, zmontowali ze znajomymi igloo i odbyli podwórkową wojnę na śnieżki? A potem, w letnie upały, wyskoczyli razem na basen, albo do parku? A gdy spadł wreszcie ten cholerny deszcz – jak przystało na butelkową pogodę – do angielskiego pubu w waszym mieście?

Życie jest piękne, naprawdę. Na każdym etapie, od samego początku, aż do śmierci z uśmiechem na ustach, bo przecież wiadomo, że coś jest po drugiej stronie. O, teraz chyba jest ten etap – jak będziesz już stary, to zatęsknisz za czasami, gdy podjeżdżałeś pod trzydziestkę!

„Na emeryturze, to dopiero będziesz cierpiał, jak wspomnisz czasy młodości”! Tere-fere. Na emeryturze będę równie szczęśliwy jak przez poprzednie 67 lat, gdy doceniałem każdy kolejny etap swojego życia. Będę łaził po moim mieście i grał w szachy w parku, a potem stękał w kolejce do lekarza. I będę czerpał z tego niekłamaną przyjemność. Nie dajcie sobie wmówić, że docenicie teraźniejszość dopiero w przyszłości.

Szkoda na to czasu.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑