Z kim twoje dzieci będą chodzić do klasy? Z Jerrym, Adalbertem i Margaret

Opublikowano Marzec 10, 2015 | przez lucky bastard

Życie kid

Opublikowano Marzec 10, 2015 | przez lucky bastard

0

Od kilku dni można już nazywać dzieci imionami obcego pochodzenia. Z pozoru nie jest to specjalnie istotna informacja, jednak za jakiś czas mocno zmieni otaczający nas świat. Co w praktyce oznaczają nowe przepisy? Zamiast Piotrów będziemy mieli Peterów, a zamiast Małgorzat zaroi się od Margaret. Skoro Polacy dostali już możliwość pójścia w tym kierunku, nie mamy wątpliwości, że z niej skorzystają.

Żeby lepiej zobrazować nadchodzącą zmianę, przyjmijmy że wspomniane zmiany zostały wprowadzone już 30 lat temu. Jak wyglądałaby przykładowa reprezentacja Polski w piłce nożnej? Na bramce stałby Adalbert Szczęsny, a w pomocy biegałby Grégory Krychowiak. Oczywiście wszystko to przy założeniu, że ich rodzice skorzystaliby z furtki w przepisach.

Kiedy spojrzymy na imiona dzieci urodzonych w poprzednich latach, możemy doszukać się pewnej prawidłowości. W większych miastach rodzice chętniej skłaniali się ku tradycji i to w niej upatrywali prestiżu dla swoich dzieci. Stąd w Warszawie w 2014 roku urodziło się najwięcej Janów, Jakubów, Antonich i Franciszków, a wśród dziewczynek na pierwszym miejscu znalazła się Zofia.

Natomiast w mniejszych miastach i na wsiach za prestiżowe uznaje się imiona obcego pochodzenia. Jak dotąd pole manewru ograniczały przepisy, więc nazywano dzieci polskimi imionami o zagranicznym brzmieniu. Z tego powodu w mniejszych miejscowościach często spotykamy się dziś z Nikolami, Andżelikami, Dżesikami, Sandrami, Roksanami czy Samantami.

Teraz jednak będzie można puścić wodze fantazji. Każde rdzennie polskie imię można zmienić na obco brzmiący zamiennik. Jedyne ograniczenie narzucone przez nowe przepisy to brak zgody na nadawanie imion zdrobniałych lub uwłaczających. Decyzja, czy wybrane imię spełnia wspomniane kryteria, będzie należeć do kierownika urzędu stanu cywilnego. Czyli, jak przypuszczamy, przy odpowiednim podejściu będzie można przeforsować dowolny wymysł.

Nie ukrywamy, że nie bardzo podoba nam się ta perspektywa. Dlaczego Polak miałby się nazywać Jerry, skoro mógłby dostać tradycyjnie brzmiące Jerzy? Inna sprawa, że trudno potem podejść do takiego Jerrego i oznajmić mu, że głupio się nazywa. Niestety, za fanaberie rodziców prędzej czy później płacić będą ich pociechy.

A skoro jesteśmy już przy fanaberiach, portal fitpregnancy.com opublikował niedawno listę najpopularniejszych imion dla… hipsterów. Znalazły się na niej męskie Auden, Byron, Lennon, Murray, Slinger i Zane oraz żeńskie Minnie, Inez czy Pandora. Od 1 marca takie imiona można już nadawać także w Polsce…

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑