Z zawodu dziennikarz, z zamiłowania fantasta. Niefortunne połączenie

Opublikowano Luty 13, 2015 | przez Jaskier

rvwIXil

Świat jest pełen mitomanów. Żadne odkrycie, zapewne każdy z was zna kilku takich gości (z reguły to faceci mają tendencję do bajdurzenia), którzy zwiedzili prawie świat, a podczas tych podróży zdarzały się im przedziwne historie. Igrali ze śmiercią tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, heroicznymi czynami ratowali ludzkie istnienia, mieli najlepsze kobiety, pili najdroższe alkohole i to bardzo wpływowym towarzystwie. Tak naprawdę dokonali tego wszystkiego bez wychodzenia z domu, używając tylko i wyłącznie wybujałej fantazji.

Czasami nawet ma to swój urok, pomimo tego, że – delikatnie rzecz ujmując – prawda nie przeszkadza w opowiadaniu. Przy piwku, na średniawych imprezach, podczas długich podróży, w kolejkach do urzędów. Wpuszczasz jednych uchem, wypuszczasz drugim, ale nie ma nudy. Prawdziwy problem (głównie dla fantasty) zaczyna się wtedy, gdy ów mitoman codziennie nawija do obcych milionów ludzi, którzy nie mają pojęcia, że wszystko należy dzielić przez trzy.

Brian Williams. Nie będziemy udawać, że byliśmy jego wielkim fanami, że to był nasz dziennikarski wzór i tak dalej. Kojarzyliśmy tego amerykańskiego dziennikarza, głównie dlatego, że był to jeden z najlepiej zarabiających naszych kolegów po fachu na świecie (10 milionów dolarów rocznie). Jednak po tej historii na pewno o nim nie zapomnimy. Prezenter NBC będzie przestrogą.

Gospodarz Nightly News opowiedział widzom zapierającą dech w piersiach historyjkę, o tym, jak w 2003 roku w Iraku helikopter, którym leciał został ostrzelany przez wrogów i trafiony pociskiem z granatnika. Pilot cudem zdołał wylądować i ocalić ekipę. To był naprawdę wierny opis zdarzenia i odczuć, które towarzyszyły mu w tej sytuacji zagrożenia życia. Zapewne niejedna osoba uznała go za bohatera, może ktoś nawet uronił łezkę, który ryzykuje własne życia, by dostarczyć Amerykanom relacji z pierwszej ręki. Na piersi Williamsa wylądował order za odwagę i nikt nie pytał o szczegóły.

Tyle tylko, że wyrywny prezenter postanowił niedawno przypomnieć światu, jakim to jest chojrakiem. W efekcie w dobie mediów społecznościowych szybko został zdemaskowany. Owszem, ekipa telewizji NBC znajdowała się wtedy nieopodal miejsca zdarzenia. Helikopter został ostrzelany, ale na jego pokładzie nie znajdował się Williams. On spokojnie zmierzał sobie do celu w śmigłowcu, który był godzinę drogi od miejsca zagrożenia.

Lekki przypał. Na początku dziennikarz mętnie tłumaczył się, że coś mu się pomyliło, ale w końcu przyznał się bezczelnego kłamstwa. Ameryka uznała go za łgarza numer jeden. Co więcej, na światło dzienne wychodzić zaczęły też inne niedopowiedzenia Williamsa i co gorsza – wyimaginowane bohaterskie czyny. Jego wiarygodność legła w gruzach, może już chyba szukać sobie innego zawodu.

Internetowi żartownisie nie dają mu spokoju. Powstają całe listy rzeczy, które podobno spotkały Briana Williamsa, a galerie memów pękają w szwach. Według nich w CV tego Pinokio znajdują się m.in. następujące wpisy: pierwszy czarnoskóry prezydent w historii USA, Oscar dla najlepszego aktora za tytułową rolę w filmie Kobieta Kot (w rzeczywistości dzieło został obsypane Złotymi Malinami), 100 punktów w jednym meczu NBA, przeprowadzenie relacji LIVE z podpisania Deklaracji Niepodległości, trójkąt z Marilyn Monroe i Johnem Kennedym, zabicie Osamy Bin Ladena i wspólny numer nagrany z Tupakiem Shakurem w 1997 roku.

Na razie stacja NBC postawiła zawiesić go w obowiązkach na pół roku, gdyż swoim kłamstewkiem podważył jej wiarygodność. Słowem: przerąbane. Nie będzie w tym czasie dostawał wypłat. Drzwi do zawodu ma praktycznie zamknięte.

No chyba, że któraś z amerykańskich stacji zdecyduje się na kupno pewnego znanego na Starym Kontynencie formatu „Wstajesz i łżesz”.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑