Żabki, Małpki i inne takie. Spożywcy zwierzyniec powiększa się z dnia na dzień

Opublikowano Grudzień 12, 2013 | przez MB

żabka

Niby kryzys, niby nie ma za co żyć i żryć, a sklepów spożywczych jest coraz więcej. W tym także monopolowych, co akurat cieszy.

We Wrocławiu prawdziwy wysyp, nie wiem jak w stolycy. Żabek, Freshy i Małpek zatrzęsienie. Powstają w najmniej spodziewanych lokalizacjach. W okolicach Rynku, przy deptakach spacerowych, w ciemnych zaułkach, zaraz obok sex shopów, między herbaciarnią a burdelem. Gdzie nie ruszysz, tam spożywczak.

Z jednej strony to świetnie, to znak, że naród jednak trochę kasy ma i jest skłonny ją wydawać. Szczególnie na alkohol, bo między tymi wszystkimi Biedronkami, równie szybko co brzuch piwny, rosną sieci sklepów monopolowych, 24h naturalnie. Co ciekawe, z coraz to lepszym wyposażeniem lodówek. Więc naród nie tylko żryć, ale i pić chce. To dobrze. I pracować ma gdzie, bo przecież każdy nowy sklep to kolejne stanowiska i etaty. Po mleko też można szybko polecieć, po chleb albo masło.

Z drugiej jednak strony panoszący się wszem i wobec przemysł spożywczy okrutnie paskudzi miejski krajobraz Wrocławia. Kościółek, kamieniczka, krasnoludek, ŻABKA. Kawiarenka, restauracyjka, cukierenka, FRESH. Jest gdzie po fajki skoczyć, ale nie ma już na co patrzeć.

Ten proces jest zaskakujący o tyle, że przecież kraj tonie w niedostatku, długach, średnich krajowych i żenująco niskich emeryturach. Jakim cudem zatem badania rynku wykazały, że we Wrocławiu jest zapotrzebowanie na dziesiątki nowych sklepów? I jakim cudem się nie myliły? Wszystkie, jak te Chińczyki, trzymają się mocno, klient wali drzwiami i oknami, bułki, pasztety i wędliny kupuje.

Największą paranoją jest to, że niektóre sklepy lokowane są zaraz obok albo naprzeciwko siebie. Jeden przy drugim. Jak pasażerowie w zatłoczonym autobusie MPK.

Mimo to największa kolejka i tak zawsze jest w Żabce. Małpka i inne zwierzątka (właśnie, skąd ta tendencja do wykorzystywania ich jako szyldy sklepów spożywczych?) cieszą się mniejszym zaufaniem, choć ma taniej, sprawniej i lepiej. Ale człowiek do swojego spożywczego przyzwyczaja się jak do ulubionego fast fooda. McDonald’s to McDonald’s, żadne tam KFC. To zjawisko jest doskonale zauważalne np. w Galerii Dominikańskiej, gdzie obie restauracje konkurują ze sobą ramię w ramię. Mac niepodzielnie rządzi.

A skoro już o fast foodzie mowa, dygresja. Te hot dogi wszystkie i zapieksy, i sandwicze. Co to jest za wynalazek, Jezusieńku?! Zbawienie dla styranego podniebienia. Może nie tak dobre jak to w Ikei, no i nieco droższe, ale i tak pycha. Trzy zeta za bułę z parówą, do tego sosów jakich chcesz w chuj. Po całym dniu pracy albo męczących zakupach z dziewczyną jak znalazł.

Akuratne na potrzeby społeczeństwa okazały się też kolejne sklepy spożywcze. Kto by pomyślał? I to jeszcze we Wrocławiu, w mieście wymyślonym, w mieście dostatku typu Matrix, z prezydentem bajkopisarzem i urojonym zadowoleniem mieszkańców.

Kupujmy, wydawajmy, na zdrowie.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑