Zakład Tysiąclecia: chodzimy, chodzimy, aż dochodzimy do siłowni

Opublikowano Styczeń 22, 2014 | przez kozak

IMG-20140118-00266

No to idziemy dalej. Idziemy dosłownie, bo pokonałem najdłuższą trasę od… Chyba od czasów harcerstwa, gdy jechało się na obóz, a w jego czasie organizowało tzw. wędrówki, czyli dwudniowy wypad do miasta, do którego trzeba było dotrzeć piechotą (albo stopem), a później sobie jakoś w nim poradzić. Dzisiaj – bazuję na obserwacjach warszawskich ulic – coraz mniej jest harcerzy, a szkoda. Dobra szkoła życia, samodzielności, kształtowanie charakterów.

Zrzut ekranu 2014-01-22 o 18.07.11Ta najdłuższa trasa do 26,2 kilometra, czyli wypad na rodzinny obiad i z powrotem. W mrozie, śniegu, momentami przy dość silnym wietrze, nieprzyjemnie zwłaszcza wzdłuż trasy na Konstancin, bo już w Lesie Kabackim bardzo zacisznie i jakby ciepło. Większość dystansu szybkim marszem, chociaż część biegiem. Ale to na sam koniec, cztery kilometry, bo trzeba było depnąć, by nie spóźnić się na mecz Barcelony z Levante.

26 kilometrów zostaje w nogach, ale to jest fajna pamiątka – lekki ból przypomina, że człowiek może zrobić coś, o co samego siebie nie podejrzewał. Tomek Łapiński opowiadał mi o pielgrzymkach, pielgrzymi taki dystans pokonują dzień w dzień i początki są dość trudne, a później organizm się przyzwyczaja. Tyle że w czasie pielgrzymek jest o tyle łatwiej, że dystans rozbija się na więcej części, idzie się po pięć czy sześć kilometrów, a potem przerwa.

Zrzut ekranu 2014-01-22 o 18.07.46Dobrze, dość o tym łażeniu, bieganiu (ha, kupiłem sobie profesjonalny sprzęt do biegania, wiecie – te pedalskie obcisłe rajtuzy), o przemieszczaniu się. Generalnie wszystko postępuje idealnie. Jest marsz/bieg, jest tenis (dwa razy w tygodniu), jest dieta, wdrożona wreszcie została także siłownia. Na razie na zasadzie rozruszania wszystkich partii mięśni, a od najbliższego piątku już pod okiem trenera indywidualnego, Marcina Zakępskiego. Aktualnie wyniki przedstawiają się następująco (podaję kolejno: 21 dni temu – 14 dni temu – 7 dni temu – obecnie)…

Waga: 89,1 – 87,1 – 85,9 – 84,5.
Tkanka tłuszczowa: 23% – 22,3% – 21,5% – 20,9%.
Tkanka beztłuszczowa (przyrost mięśni): 68,9% – 69,3% – 69,5% – 69,9%.
Obwód w pasie (w najszerszym miejscu): 101,8 – 99,3 – 97,4 – 96,9.

Masa ciała spada więc regularnie, mniej więcej w tym samym tempie, podobnie jak tkanka tłuszczowa (między 0,6% a 0,8% tygodniowo). Widać też regularny przyrost mięśni. Jak na 21 dni akcji jest lepiej niż sądziłem, że może być. Mój entuzjazm jest tylko lekko gaszony przez żonę, która twierdzi, że teraz waga będzie się przez jakiś czas stabilizować, przed następnym skokiem w dół.

Kluczowa jest oczywiście dieta. Wiele osób ma pytania dotyczące diety, ale nie do mnie, tylko do mojej żony, która jest świetnym dyplomowanym dietetykiem. Z tego względu namówiłem ją na założenie fanpage’a na Facebooku, pod adresem facebook.com/dietetisma. Nie ma sensu, żebym bawił się w pośrednika, bo oczywiście coś bym pomylił, a tak każdy, kto jest zainteresowany zdrowym żywieniem, może sam kliknąć gdzie trzeba i regularnie będzie otrzymywał pewne wskazówki czy porady. Wystarczy „zalajkować”.

Zrzut ekranu 2014-01-22 o 20.28.55

Pierwszy wpis Marty, ogólny na temat odżywiania i cudownych diet:

Dziękuję za polubienie profilu:) Czas na pierwszy wpis. Postaram się pisać językiem jak najbardziej zrozumiałym, bez stosowania skomplikowanej terminologii, słów takich jak monosacharydy czy arginina, NNKT:)

Najczęściej popełnianym błędem jest stosowanie gotowych diet w stylu 1000 kalorii. W sposób łopatologiczny, najprościej jak się da, wytłumaczę, dlaczego w ten sposób nie da się odchudzić raz a dobrze.

Słabi dietetycy bazują na tym, że… klienci do nich wracają. Ja mam satysfakcję, kiedy do mnie nie wracają, tylko przysyłają życzenia na święta albo zdjęcia z wakacji. Do dobrego dietetyka klient nie wraca, ponieważ nie ma takiej potrzeby – nie przytył ponownie, jest zadowolony z sylwetki, zmienił ją definitywnie. A ile znamy osób, które stosowały różne drakońskie diety – np. dietę kopenhaską – i już nie przytyły? Ja nie znam ani jednej.

Przy profesjonalnym badaniu składu ciała (korzystam z urządzenia BodyStat 1500, moim zdaniem daje najbardziej wiarygodne wyniki), sprawdza się między innymi dzienne zapotrzebowanie kaloryczne. Uproszczę to maksymalnie. Załóżmy, że przychodzi do mnie ktoś, kto ma dzienne zapotrzebowanie 2300 kalorii. Jeśli będzie spożywał 2700 kalorii – będzie tył. Jeśli 2000 – będzie chudł. Jeśli 1000 – będzie chudł bardzo, bardzo szybko. To fakt. Tylko co później? Spożywając dziennie 1000 kalorii, docelowo obniżymy nasze dzienne zapotrzebowanie np. do 1200 kalorii. Ale przecież nie będziemy na takiej diecie wiecznie. Później przechodzimy na normalne jedzenie, chociaż chcemy się pilnować i jeść „dietetycznie”. Ale wtedy i tak przyjmujemy 1800 kalorii. Niby mało, a jednak 600 powyżej zapotrzebowania, do którego zaprogramowaliśmy organizm. Czyli – błyskawicznie tyjemy.

(Dodatkowo przyjmowanie zbyt niewielu kalorii automatycznie wzmaga odkładanie się tkanki tłuszczowej, organizm magazynuje tłuszcz, bo czuje, że może on mu być potrzebny na czarną godzinę)

To co napisałam, to skrót, wielki skrót, ale to i tak wystarczy, by zrozumieć mechanizm. Zazwyczaj poleca się dietę 1000 kalorii dla kobiet i 1500 kalorii dla mężczyzn (ale bywa, że i 1000). Na ponad tysiąc klientów, który odchudzałam, nigdy nie trafiłam na kogoś, kto miałby zapotrzebowanie kaloryczne na poziomie ok. 1000 kalorii i ledwie kilka razy ok. 1500 kalorii. Takie diety nie odchudzają, są niezdrowe, niszczą organizm, a co gorsze: utrudniają w przyszłości odchudzanie się w normalny sposób, organizm staje się bardziej „oporny”.

Dlatego zawsze będę zalecać dietę indywidualną. Odchudzałam kiedyś piłkarza ekstraklasy, który powiedział wprost, że dziennie musi wypić dwa piwa. Oczywiście piwo nie jest za dobre, zwłaszcza dwa i to codziennie. Ale skoro on mówi, że musi, to znaczy, że i tak je wypije, czy mu zalecę, czy nie. Miałam więc do wyboru – ułożyć dietę z tymi piwami i wszystko odpowiednio mu wyliczyć, albo bez tych piw, a wtedy wiem, że on je wypije i moja praca okaże się niewiele warta. Piszę o tym dlatego, że indywidualne przyzwyczajenia są ważne. Każdy z nas ma coś, z czego nigdy nie zrezygnuje albo rezygnacja będzie sprawiała przykrość. A dieta nie może być przykra, nie może męczyć za bardzo, bo wtedy ją rzucamy. Ponadto chodzi o to, byśmy po zakończeniu diety odżywiali się już mniej więcej tak samo, a nie skakali od ściany do ściany.

Przy dziennym zapotrzebowaniu na poziomie 2300, przy umiarkowanej aktywności fizycznej, człowiek powinien zejść na około 1900 kalorii, przy czym trzeba dopasować do jego upodobań te kalorie i odpowiednio wszystko wyliczyć (węglowodany, tłuszcze, cukry, białka itd.). Warto dopasować taką dietę do stylu życia, stanu zdrowia (cholesterol za wysoki – więcej błonnika i tłuszczy „zdrowych”), zawodu, tego czy ktoś gotuje sam w domu, czy jada w knajpach, a jeśli w knajpach – to w których, co tam serwują? Dieta powinna być możliwie bezproblemowa, niezmuszająca do przesadnych wyrzeczeń i… no niestety nie za szybka. Nikt z was nie utył w dwa tygodnie i też nikt w dwa tygodnie na stałe nie schudnie.

Dobra, teraz znowu ja. Od tego tygodnia przechodzę na mocniejszą pracę z ciężarami i sam jestem ciekaw, jak będą wyglądały pomiary – czy tkanka mięśniowa będzie przyrasta w takim tempie jak dotychczas, czy też jakoś mocniej skoczy. Sam jestem ciekaw, jak to „działa”. Lubię środy i te momenty, gdy mogę sprawdzić, co i jak. Jakoś w poniedziałek Marta zapowiedziała: – Pojadę we wtorek wieczorem do rodziców, wrócę w środę.

– Musisz akurat tego dnia?
– A co?
– W środę rano miałaś mnie przebadać!

Hahaha! Tak to człowiek fiksuje.

CO U WAS?

Mamy kolejnego do zabawy. Napisał Michał. Wchodzi w akcję na grubo. Jeśli nie spełni swojego celu, przeleje 100 złotych na wskazany przeze mnie cel. Napisał tak:

Cześć,

Pomyślałem, że ponieważ wszystkie wcześniejsze próby zbicia wagi przynosiły średnie skutki (czytaj żadne) to dołączę się do zakładu. Przynajmniej 1 maja będę wiedział czy dałem rady czy dałem dupy. Zrobiłem pomiary 13 stycznia (wysyłam foto, jak znajdę centymetr to sobie zmierzę obwody) co 2 tygodnie będę je aktualizował. Dodatkowo będę opisywał jak idzie.
Ponieważ zakład idzie jak rozumiem o 3 książki (Waszego o 3 tys nie liczę) to ja jeżeli dam dupy i nie osiągnę celu to przelewam 100 zł na wybrany przez Ciebie cel charytatywny (przesyłam potwierdzenie przelewu).

13 stycznia pomiaryCel: wagowo 83 kg 
procent tkanki tłuszczowej 13% 

Jak będę realizował:

1) bieganie 20 km tygodniowo min

2) półmaraton koniec marca

3) kosz 1,5h raz w tygodniu

4) siłownia min 2 razy w tygodniu

5) mniej piwa

6) mniej piwa 😉 

7) dieta 

Mam nadzieję, że 1 maja będę mógł się zagłębić w lekturze dobrej książki z kaloryferem na brzuchu 😉
Pozdrawiam,

Michał xxx

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑