Zakład Tysiąclecia: dzień czternasty, waga ciągle spada

Opublikowano Styczeń 15, 2014 | przez kozak

sumo

Pracujemy! 14 dni zakładu już za mną, za Grubym z Gdyni też. Obaj trzymamy się mocno i nie odpuszczamy. Oto drugie notowanie z pola bitwy. Jak na razie w bitwie przegrywają przede wszystkim producenci syfiastego jedzenia oraz wytwórnie alkoholu. Obaj zmieniliśmy nawyki żywieniowe i zaprzestaliśmy chlania.

Najpierw fakty. Waga (14 dni temu – 7 dni temu – aktualnie): 89,1 – 87,1 – 85,9 (a w rzeczywistości mniej – o tym dalej). Tkanka tłuszczowa: 23% – 22,3% – 21,5%. Tkanka beztłuszczowa: 68,9% – 69,3% – 69,5%. Obwód w najszerszym miejscu w pasie: 101,8 – 99,3 – 97,4. Dlaczego napisałem, że waga w rzeczywistości spadła jeszcze bardziej? Ponieważ akurat w środę rano zatrzymała mi się woda w organizmie i jej poziom wynosił 72,6% przy 58% tydzień wcześniej. To są takie dni, gdy człowiek jest lekko opuchnięty, ociężały. Gdy poziom wody wyrówna mi się w czwartek lub piątek, waga poleci w dół, podobno o jakieś pół kilograma (to oznacza, że w rzeczywistości ważę ok. 85,4 kg). Ale to w sumie nieistotne, najwyżej podczas następnego badania (za tydzień) będzie lepszy efekt.

Ogólnie wszystko idzie tak jak powinno: tkanka tłuszczowa znika w odpowiednim tempie (1,5 procenta w 14 dni), podnosi się poziom tkanki mięśniowej, obwód w pasie maleje o ok. 2 centymetry na tydzień.

 

CO ROBIĘ?

Tydzień przebiegał bardzo podobnie do poprzedniego. Wyznaczony cel spacerowy zrealizowałem z nawiązką – zamiast 40 kilometrów, zrobiłem blisko 50, przy czym słowo „spacer” nie zawsze oddaje charakter tych wypraw. Bdte5s2CYAAvM06Jeśli jestem bez wózka, to chodzę z prędkością około 6,5 kilometra na godzinę, a więc szybko i na koniec przyłażę do domu kompletnie spocony. W sobotę wybrałem się w najdłuższą trasę – w okolice Ronda ONZ i z powrotem, łącznie ponad 19 kilometrów. Co ciekawe, po przejściu szybkim marszem 15 kilometrów poczułem taki przypływ energii, że resztę trasy… pobiegłem! Było to dla mnie samego niespodzianką. Spodziewałem się, że koło 15 kilometra będę miał już serdecznie dosyć tej wędrówki, a tymczasem organizm zareagował inaczej.

Chodzenie jest świetne. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do komunikacji: samochodów, autobusów, taksówek. W ogóle nie przychodzi nam do głowy, że istnieje alternatywa w postaci… nóg i że tak naprawdę wszędzie mamy blisko. W poprzednim tygodniu jednego dnia miałem spotkanie z hotelu Marriott, z którego wróciłem piechotą (już miałem się złamać, bo padał deszcz, ale uznałem, że skoro od piłkarzy wymagam grania w deszczu, to i od siebie mogę wymagać łażenia). Znajomi pukali się w głowy: – Z hotelu Marriott piechotą?! Przecież to całe miasto!

A to nie „całe miasto”, tylko marne osiem kilometrów. Tak marne, że jak byłem blisko domu, to poczułem się niedochodzony i poszedłem na około…

Spróbujcie raz to zrobić: z jakiegoś pozornie dalekiego miejsca wróćcie piechotą. Jedyne co was ogranicza to czas. Jeśli macie czas – czasami warto. Poznać miasto, popatrzeć na ludzi, pomyśleć w spokoju, odświeżyć umysł. Fajne. Polubiłem chodzenie. Martwi mnie tylko ten śnieg za oknem, który każe mi się dwa razy zastanowić, czy aby na pewno 20-kilometrowa trasa po Warszawie to najlepszy plan na sobotę. Jeśli warunki będą trudne, przerzucę się niestety na rowerek stacjonarny.

Zrzut ekranu 2014-01-15 o 20.14.00Siłownia powinna ruszyć od tego tygodnia. Za to utrzymuję tempo tenisowe, pod okiem pana Roberta Kassjonowicza. Gramy dwa razy w tygodniu, chociaż może „gramy” to złe słowo. Wykonuję polecenia, aby nie tylko rozwijać umiejętności, ale przede wszystkim dużo i intensywnie biegać. Po tych długich marszach czuję się trochę zamulony, czasami brakuje dynamiki czy refleksu, ale nie jest źle. Gruby z Gdyni coś bredzi, że chciałby zmierzyć się też w tenisa, ale zalecam mu powściągliwość, bo na zakładach ze mną przepuści rodzinny majątek.

 

CO JEM?

Ciężki to był tydzień pod względem diety. Przede wszystkim – pod względem alkoholu. Podjąłem decyzję, że aż do marcowego urlopu (10 marca lecę do Barcelony) nie tykam alkoholu, dopiero w Hiszpanii złamię tę zasadę. Dziwnie więc iść na Bal Mistrzów Sportu – gdzie w dodatku posadzono nas (mnie i żonę) w zacnym gronie, bo przy jednym stoliku między innymi z Adamem Nawałką i jego małżonką – i nie napić się ani kieliszka wina. Ale nie – napiję się jednego, to napiję się dwóch. Napiję się w sobotę, to napiję się i kilka dni później, gdy przyjdą z wizytą znajomi.

Wytrzymałem bal w taki oto sposób…

IMG-20140112-00255

 

Kilka dni później ci znajomi faktycznie przyszli, rozlaliśmy butelkę wina, ale sam zostałem przy wodzie. Trzeba być konsekwentnym.

IMG-20140114-00258W kwestii diety czuję odpowiedzialność. Jak już zakończę swoją misję, to będę chciał wam polecić najlepszego dietetyka pod słońcem, czyli moją żonę. Rozpisywała już diety dla wielu sportowców, dla całych drużyn (na jej diecie Zagłębie Lubin zdobyło w 2007 roku mistrzostwo Polski), wiem, że jest znakomita. Ale przede wszystkim – sam niczego nie mogę zawalić, muszę być żywą reklamą, a nie antyreklamą. Dlatego jem zgodnie z zaleceniami. Zasada dobrej diety jest prosta: dieta musi być indywidualna (zgodna z tym, co lubimy jeść oraz czego akurat potrzebujemy) i smaczna. Diety niesmaczne, zmuszające nas do wcinania jakichś glutów czy zielsk, nieprzystosowane do naszych organizmów, to pewny efekt jo-jo. Niektórzy myślą, że dieta to wielkie wyrzeczenie. Nonsens. Ja na drugie śniadanie jem… loda magnum. Tak, tego wielkiego, w czekoladzie. A na obiad na przykład takie mięso jakby jak z burgera, a konkretnie mielone mięso z indyka, wymieszane z papryką, cukinią i cebulą, do tego ziemniaki. Pyszne. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak smacznie i obficie można się odchudzać.

Czuję się zdrowszy, odporniejszy, lżejszy.

 

CO U GRUBEGO Z GDYNI?

Zachęcam do śledzenia nas na twitterze. Tam się często wzajemnie mobilizujemy. Teraz Czesiek zaszalał i pobił mój 19-kilometrowy rezultat…

Zrzut ekranu 2014-01-15 o 20.34.08

…co odpowiednio skomentowałem.

Zrzut ekranu 2014-01-15 o 20.34.28

 

Czasami wymieniamy się uprzejmościami.

Zrzut ekranu 2014-01-15 o 20.33.41

 

CO U WAS?

Paweł przysyła namiary na wykaz swoich treningów (http://www.endomondo.com/profile/1683592) i jeszcze wysyła fotki smacznych, ale zdrowych posiłków. Dodatkowo zaczął robić brzuszki i pompki oraz rzuca palenie. Pawle, jestem z ciebie dumni, chociaż jak mawia znajomy: nie ma nic łatwiejszego niż rzucić palenie. I dodaje: rzucałem już dwanaście razy.

Dołączył do nas kolejny sympatyczny grubasek, Daniel. Przy 170 centymetrach wzrostu, waży 83 kilogramy. Napisał tak:

Co chce osiągnąć? Prawdę powiedziawszy nie bardzo interesuje mnie bicek, więc cel mam jeden, wrócić do wagi, którą utrzymywałem przez lata, a mianowicie 68 kg. Reasumując, do 1 maja chce schudnąć 15 kg.

Co zamierzam robić?

1. Codzienne pompki i brzuszki.Zrzut ekranu 2014-01-15 o 20.41.22

2. Podobnie jak Ty, Stano, nie przepadam za bieganiem w deszczu, a pogoda u mnie aktualnie jest do bani, więc zamierzam codziennie chodzić na długie spacery. Nie wiem dokładnie ile kilometrów może mnie to wynieść, ale w moim wypadku długi spacer to min. 30 minut jak niekiedy nawet ponad godzinę.

3. Zmiana diety. Już od kilu dni zamiast wpierdalać w przerwie w pracy słodycze (do których mam słabość) typu snickers czy cola, spożywam banany i jabłka i piję wyłącznie wodę niegazowaną. Skończyłem też z wszelkiego typu fast-foodami i jedzeniem na dowóz, zamiast tego staram się sam coś ugotować, zmniejszając zawartość mięsa w daniu na rzecz warzyw. Zamierzam też przejść na tryb jedzenia, często ale mało.

4. Parafrazując naszego premiera „będę charatał w gałę”. Niestety nie mam tyle czasu jak pan Donald by pokopać sobie w piłkę zaraz albo przed posiedzeniem sejmu, nie mam również takiej łatwości by zorganizować skład jak pan premier, jednakże mam w planach kopanie piłki w każdą niedzielę przez co najmniej dwie godziny. Niestety tu również pojawia się problem, w deszcz nikt nie chce grać, więc z tym może być różnie.

Dodam tylko, że od poniedziałku do piątku pracuję i to fizycznie, więc nie ma, że się opierdalam. Co prawda nie dźwigam nie wiadomo jakich ciężarów, ale jestem praktycznie ciągle w ruchu i coś tam zawsze podnoszę ;p.

Tak czy siak jestem w grze, ruletka się kręci a na starcie pojawił się kolejny zawodnik.

Pracujemy! OOOOO!

Danielu, trzymam kciuki. Ale woda niegazowana? To największy ból. Jak mawiał Kazimierz Górski: wodę to piją żaby. Pracujemy! OOOOO! Ciężko pracować chce też Kamil, który poszedł na siłownię i go tam odpowiednio wymierzyli. Ma ambitny cel – pokonać trasę półmaratony i to wcale nie samochodem, i nawet nie rowerem. Powodzenia.

Na koniec oddajemy głos sąsiadowi Grubego z Gdyni. Chce on nas wszystkich zainspirować (zainspiruj sąsiada, to będziesz kozak).

Witam !.

Mam na imię Michał i jestem z Gdyni.

Zainspirowany Pana działaniem oraz lekturą tekstu na stronie wyszlo postanowiłem podzielić się moimi dotychczasowymi osiągnięciami jak i tym co dopiero przede mną.

Na początek parametry startowe (tj.01.12.2013):

Waga: 136,4 kg

Wzrost: 194 cm

Wiek: 20 lat

Do takiego stanu doprowadziłem się z miłości do jedzenia, Praca na kuchni nie pomaga w twardej dyscyplinie. Na całe szczęście nadszedł moment, w którym spojrzałem na siebie i powiedziałem – stop.

Od 1 Grudnia już ubiegłego roku całkowity wynik ( zaburzony przez Święta, Sylwestra, urodziny teścia) to dokładnie – 10 kg.

Dużo i nie dużo bo mam świadomość, że mógłbym dorzucić do tego jeszcze jakieś 3-5 kg. Mój cel to waga w okolicach 90-95 kg.

4 razy w tygodniu odwiedzam siłownie( na którą śmigam z buta,6 km w dwie strony), średnio po 1,5 h,zwiększając masę mięśniową jaki i intensywnie ujeżdżam bieżnie. Ale największą uwagę przykuwam do tego co jem. Przełączyłem się na totalnie zdrowe odżywianie. Posiłki co 3-4 h, i nie wcześniej niż 3 h przed snem. Jak najmniej wszystkiego wiadomego co nie dobre, a poza tym prosta zasada MŻ-mniej żryj.

Bardzo ciesze się z tego, że Pan jako dziennikarz, którego bardzo cenie ma odwagę „wyjść ze swoim brzuchem do ludzi”, ponieważ to sprawia, że mam świadomość, że nie tylko ja walczę.

Pozdrawiam !

Jedna uwaga – dieta „mniej żryj” to mit. Ja jem więcej niż jadłem wcześniej, tylko w lepszych porach, odstępach, i po prostu odpowiednio dobrane rzeczy. Na przykład na Balu Mistrzów Sportu jadłem kaczkę, ale już darowałem sobie węglowodany.

Następny odcinek – za tydzień w środę.

KRZYSZTOF STANOWSKI 

 

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑