Zakład Tysiąclecia: podsumowanie pierwszego miesiąca

Opublikowano Styczeń 30, 2014 | przez kozak

DSC_0658

To nie był wyjątkowo dobry tydzień, za to – świetny miesiąc. Dzisiaj mija 30 dzień zakładu z Czesławem Michniewiczem, zwanym Grubym z Gdyni (Gruby trzyma się mocno i też gubi kilogramy). Wyniki po 30 dniach oceniam jako nadzwyczajne. Udało się zachować samodyscyplinę, zmienić nawyki żywieniowe, całkowicie wyeliminować alkohol, wprowadzić aktywność fizyczną na oczekiwanym poziomie. Rezultaty musiały przyjść. Oto i one…

Masa (4 tygodnie temu – 3 tygodnie temu – 2 tygodnie temu – 1 tydzień temu – obecnie): 89,1 kg – 87,1 kg – 85,9 kg – 84,5 kg – 83,7 kg.
Tkanka tłuszczowa: 23% – 22,3% – 21,5% – 20,9% – 20,1%.
Tkanka beztłuszczowa (przyrost mięśni): 68,9 kg – 69,3 kg – 69,5 kg – 69,9 kg – 69,9 kg.
Obwód w pasie (w najszerszym miejscu): 101,8 cm – 99,3 cm – 97,4 cm – 96,9 cm – 96,7 cm.

Przez miesiąc (niecały) udało się zrzucić 5,4 kilograma i zgubić 2,9% tkanki tłuszczowej. Idealnie. Jedynie spadek obwodu w najszerszym miejscu w pasie postępuje trochę wolno, chociaż po spodniach czuję różnicę.

Dlaczego tydzień nie był wyjątkowo dobry? Ponieważ o ile w poprzednim zrobiłem ponad 50 kilometrów marszem/biegiem, o tyle w tym nie pokonałem nawet jednego. Główna przyczyna to lekka kontuzja przeciążeniowa nogi (nie chciałem się rozkraczyć na dłużej, bo to mogłoby wyeliminować mnie z zakładu) oraz w mniejszym stopniu pogoda, która do wędrówek nie zachęcała. Nie odpuściłem jednak tenisa (trener Robert Kassjanowicz – pozdrawiam!), a także zintensyfikowałem siłownię (pod okiem trenera personalnego Marcina Zakępskiego – trening obwodowy). Gdyby jeszcze dodać do tego upragnione 40 kilometrów, byłaby bajka. A tak – po prostu solidne siedem dni.

Dieta utrzymana, chociaż w tygodniu popełniłem kilka błędów, z różnych względów chyba dwa razy nie zjadłem kolacji. Jest bardzo popularny mit dotyczący żywienia – mianowicie taki, że ostatni posiłek należy zjeść do godziny 18.00. To przekonanie bardzo „wrosło” w naszą świadomość. Tymczasem to bzdura. Jak twierdzi mój domowy dietetyk, zbyt długa przerwa nocna zwalnia metabolizm i w efekcie utrudnia odchudzanie. Przerwa nocna nie powinna trwać dłużej niż 10, maksymalnie 12 godzin. Dlatego ja zazwyczaj jem kolację około godziny 21, chociaż mój rytm dnia nie jest standardowy: rzadko się kładę przed drugą w nocy. No i w poprzednim tygodniu zdarzyło się kolację przegapić. Na przykład byłem na Gali Bestsellerów Empiku. Przed galą proponują jedzenie – patrzę na zegarek, 19.30, za wcześnie! Zjem po! Nie spodziewałem się jednak, że uroczystość będzie tyle trwała. Skończyła się przed 23., a wtedy już za późno…

Ale nie ma co biadolić: kolejny tydzień ze sportem i zdrowym odżywianiem odfajkowany, w całym styczniu nie było ani jednego dnia załamania. Są zwolennicy teorii, że w czasie odchudzania należy sobie raz na jakiś czas „dać nagrodę”. Czyli np. raz na tydzień, dwa, albo chociaż na miesiąc odpuszczasz, jesz co chcesz, pijesz co chcesz, lenisz się. Dla higieny psychicznej. Ale nie – to by właśnie zaburzyło moją higienę psychiczną. Ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest urżnąć się i nażreć jakimś gównianym jedzeniem.

Z aerobowych ćwiczeń w zeszłym tygodniu był tylko tenis, w nowym, świetnym miejscu. Korzystam z dwóch lokalizacji. Pierwsza – korty na Stegnach, koło toru łyżwiarskiego. Tam mam bliżej, ale tam jest trochę syfnie, teraz trochę zimno, bo ogrzewanie nie wyrabia. Druga – kapitalne otoczenie, przy ulicy Trakt Lubelski 40a. Znajduje się tam Klub Sosnowy, piękny pałacyk, z basenem, siłownią, dobra restauracja, wszystko w otoczeniu parku. I tam właśnie są też korty firmy tenisbreakpoint.pl. Mało jest miejsc w Warszawie, gdzie można pograć w tak komfortowych i kameralnych warunkach. Pełen spokój.

DSC_0672

DSC_0663

DSC_0660

CO U WAS?

W tym rzecz, że nie wiem. Coś wam chyba zapał minął. Ach, te wasze noworoczne postanowienia:)

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑