Zakład Tysiąclecia: tenis, czyli kondycja, technika, inteligencja i spryt

Opublikowano Marzec 10, 2014 | przez kozak

glowneStan

Jestem wam winny raport dotyczący „Zakładu Tysiąclecia”. Nie myślcie, że nie pisałem, bo coś poszło nie tak. Nic z tego. Dzisiaj kończy się pierwszy etap – za moment wyjeżdżam na urlop do Barcelony, a już sobie wcześniej postanowiłem, że w 2014 roku dopiero tam po raz pierwszy napiję się alkoholu. Nie to, żeby mnie jakoś ciągnęło, w zasadzie nie jestem pewny, czy faktycznie się napiję, ale ważne, że w Warszawie trunki udało się zgodnie z planem odstawić. Kumple mówili: – No co ty, nawet piwka nie?

Nie – i nie ważne, czy to urodziny, imieniny, mecz, czy jakakolwiek inna okoliczność zazwyczaj związana z popijawą.

Plan jest realizowany w pełni, czyli:

– Siłownia dwa razy w tygodniu

– Tenis dwa razy w tygodniu

– Marsze/bieganie – 40 kilometrów tygodniowo

– Dieta

Efekty wyśmienite. Od 1 stycznia do wczoraj były następujące:

Masa ciała: 89,1 kg – 80,0 kg (cel: poniżej 81 kilogramów) Tkanka tłuszczowa: 23% – 13,7% (cel: okolice 12 procent) Obwód w pasie: 101,8 cm – 90,2 cm (cel: okolice 80 cm) Obwód w biodrach: 104,5 cm – 98,7 cm

Pod względem masy ciała i tkanki tłuszczowej już w zasadzie jestem w domu, nie ma możliwości, bym nie zrealizował celu. Wiele osób twierdziło, że na pewno nie dam rady w cztery miesiące zejść do 12 procent tkanki tłuszczowej, więc pozdrawiam tych mądralińskich serdecznie: dam.

Pozostaje kwestia obwodu w pasie, ale jest ona najmniej istotna. 80 rzuciłem – jak to się mówi – na rybkę, nie wiedząc, ile tak naprawdę miałbym wynik, bez grama nadwagi. Myślę, że zejdę jeszcze o około 5 centymetrów, do jakichś 85, a dalej się już nie da. Już teraz wchodzę we wszystkie stare i bardzo stare spodnie.

Dzisiaj będzie więcej o tenisie, z którym porozmawiałem z moim trenerem Robertem Kassjanowiczem. Pewnego dnia – ze dwa albo trzy lata temu – po prostu pojechałem na korty tenisowe i zapytałem, czy mają tam kogoś, kto nauczy mnie grać. Krótką przygodę z tenisem miałem jako dzieciak, ale naprawdę krótką, więc można uznać, że zaczynałem od zera.

 tenis2

– Kiedy można zacząć grać w tenisa? – Zawsze. Jest to sport indywidualny, więc sami dobieramy sobie tempo, w jakim chcemy grać czy intensywność. Przychodzą i dzieci, i ich rodzice, i dziadkowie. Wiadomo, że jeśli chcemy nauczyć się grać jak najlepiej, to im wcześniej zaczniemy, tym lepsze będą efekty – jak ze wszystkim. Natomiast nie ma potrzeby, by wyznaczać granice wieku.

– Co jest takiego fajnego w tenisie? – Jak odpowiedzieć na to pytanie? A co jest takiego fajnego we wspinaczce, skokach na spadochronie, graniu w piłkę nożną? Wszystko to może przynosić frajdę. Tenis jest świetną dyscypliną, wymagającą techniki, sprytu, inteligencji, no i kondycji. Łączy te wszystkie elementy jak mało który sport. Trzeba być sprawnym, dobrze uderzać, sporo widzieć, ale trzeba też myśleć. To trochę takie szachy dla aktywnych. Kto raz spróbował, ten chce więcej.

tenis3

– A jak ma się tenis do odchudzania? – To zależy, co robimy. Da się przyjść na kort i się za bardzo nie zmęczyć, przebijając piłkę z kolegą czy trenerem: ja do ciebie, ty do mnie. Ale można też postawić na mocne latanie i wtedy to już jest wysiłek pełen interwałów, bardzo wskazany. Teraz niektórzy noszą takie zegarki, które pokazują im przebyty dystans. W tenisie fajne jest to, że przebiegasz kilka kilometrów i nawet nie wiesz, kiedy, bo głowę masz zaprzątniętą czymś innym. Moim zdaniem to znacznie przyjemniejsze niż żmudne biegnięcie przed siebie, tym samym tempem. Podczas mocnego treningu tenisowego można naprawdę zziajać się bardziej niż podczas wielu kilometrów truchtu.

– Tenis jest dość trudny. To znaczy, potrzeba sporo czasu, zanim człowiek osiągnie poziom pozwalający… pokazać się publicznie. – To prawda, to skomplikowany sport, jest dużo elementów technicznych, które osobom początkującym sprawiają trudność. Inaczej uderza się forhendem, bekhendem, inaczej gra się przy siatce, inaczej zagrywa skróty i woleje, zawsze problem jest przez długi czas z opanowaniem serwisu. Ale na tym właśnie polega cała zabawa. Bycie dobrym w tenisa to nie jest hop-siup. I o to chodzi!

– To drogi sport? Tak się mówi… – No, nie jest to skakanie przez gumę przed blokiem. Trzeba opłacić kort i ewentualnie trenera. Ale myślę, że większość osób stać na taki wydatek. U nas godzina wynajęcia kortu to 55 złotych (w abonamencie 45), a korty mamy naprawdę piękne, jest tu czysto i schludnie, są ładne szatnie, wszystko ma najwyższy standard. Jak rozbijemy tę sumę na dwóch graczy, to chyba nie ma o czym w ogóle mówić. Rakieta to jednorazowy wydatek, będzie nam długo służyła, strój jakiś specjalny nie jest wymagany, to nie Wimbledon. O tenisie mówi się, że to sport drogi, ale raczej w znaczeniu poprowadzenia dziecka od najmłodszych lat w stronę gry zawodowej. Natomiast dla hobbystów to nie są żadne sumy.

tenis4

* * *

Zawsze dobierajcie trasę biegania do pory dnia. W zeszłym tygodniu źle wyliczyłem godzinę, wyszedłem z domu za późno i w efekcie gdy dobiegłem do lasu (a musiałem przez niego przebiec, zmierzałem w konkretnym celu), to już było ciemno. Bieganie po ciemku przez las to makabra. Nie chodzi o jakiś strach, byłem harcerzem, samotności w lasie się nie boję:) Chodzi o to, że nie widać, po czym się biegnie i łatwo o skręcenie nogi.

 stankoniec

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑