Zakład Tysiąclecia: tkanka tłuszczowa spala się coraz szybciej

Opublikowano Luty 20, 2014 | przez kozak

DSC_0738 2

Nie wiem, czy to w ogóle jeszcze kogokolwiek ciekawi i czy dla kogokolwiek stanowi jeszcze mobilizację. W sumie co tydzień muszę pisać to samo – że idzie dobrze, że pojawiają się oczekiwane rezultaty i że wszystko tak naprawdę zależy od siły charakteru. Uważam, że każdy, kto chce schudnąć – o ile nie ma naprawdę poważnych problemów ze zdrowiem – ten schudnie. Nie można tylko być pipą. A że na świecie jest dużo pip, to powstają te wszystkie rzewne programy w stylu „odchudzam się od trzech lat, efektów nie ma i nie wiem, co robić”. Najbardziej użalają się nad sobą ci, którzy wiecznie próbują zrzucić kilka kilogramów, a nie wiedzą, co to samodyscyplina i lodówka zamknięta o 3 nad ranem.

Na początku napisałem: będzie chodzenie/bieganie, dieta, siłownia oraz tenis. Mówili: za dużo, nie dasz rady, przesada! Wdrożyłem wszystkie punkty. Moja przewaga nad wieloma osobami polega na tym, że mam sporo wolnego czasu, mogą dostosować pracę do zajęć, jakie sobie zaplanuję. Nie każdy ma ten komfort. Jednak główna przewaga jest inna: zawziąłem się i nie chcę być pipą.

W ostatnim tygodniu nastąpił mały przełom w efektach. Wyniki badań były aż tak dobre, że postanowiłem ich nie publikować wczoraj, tylko zaczekać jeden dzień i powtórzyć pomiar. Okazało się jednak, że nie było żadnego przekłamania: tkanka tłuszczowa spadła do 16,8%. To duży skok względem poprzedniego tygodnia, w dużej mierze pewnie wynikający z coraz dłuższych biegów (dodaję dwa kilometry do każdego biegu, za chwilę idę przebiec 15 kilometrów).

Komplet wyników z 19 lutego wygląda następująco (najpierw wynik z 1 stycznia, później z wczoraj):

Masa: 89,1 kg – 81 ,6 kg
Tkanka tłuszczowa: 23% – 16,8%
Tkanka beztłuszczowa: 68,9 kg – 70,8 kg

Wniosek jest oczywisty: coraz mniej tłuszczu, coraz więcej mięśni (tkanka beztłuszczowa – przyrastają mięśnie, bo przecież nie kości).

Dodatkowo ważny wskaźnik. Moja podstawowa przemiana materii wynosi 2189 kalorii, przy 2098 kaloriach 1 stycznia. Gdybym odchudzał się w niewłaściwy sposób (głodówki itd.), wówczas ten wskaźnik by spadał i miałbym murowany efekt jo-jo.

CO ROBIŁEM?

1383104_568916189844998_1253559447_nTenis w tenisbreakpoint.pl to już normalka, dwa razy w tygodniu po godzinę. Najprzyjemniejsza ze wszystkich aktywności ruchowych, polecam nawet tym, którzy nigdy w tenisa nie grali – szukacie sobie instruktora i po prostu zaczynacie. Każdego sportu można się nauczyć. Ja kilka lekcji tenisa miałem jako dzieciak, potem kilkanaście lat przerwy i w zasadzie zjawiłem się u trenera Roberta Kassjanowicza jako kompletny amator, a po dwóch latach umiem trafić w piłkę:)

O siłowni nie będę za dużo pisał, bo sprawa jest jas trening obwodowy dwa razy w tygodniu. Jak tempo jest dobre, to można się spokojnie wyrobić w półtorej godziny. Aktualnie tenis łączę z siłownią, czyli najpierw gram, a potem poprawiam na siłce, to są takie dwa najmocniejsze dni: wtorki i piątki.

Bieganie – jak już wspomniałem – narasta. W niedzielę w nocy 12,5 kilometra bez specjalnego zmęczenia i z szybką końcówką. Za chwilę spróbuję walnąć 15 kilometrów, co oczywiście będzie rekordem życiowym. W nogach mam już dzisiaj 9-kilometrowy spacer, ale spokojny i nie przewiduję, by miało to wpływ na formę.

40 kilometrów na nogach jest robione w każdym tygodniu. W piątek z meczu Legia – Korona wróciłem właśnie piechotą. Najpierw trzeba było wytrzymać i w czasie meczu nie wypić winka, co się wcześniej raczej nie zdarzało, a później jak gdyby nigdy nic ruszyć przed siebie, zamiast ładować się do taksówki. Jak już kiedyś pisałem: Warszawa jest mała, tylko trzeba to sobie uzmysłowić.

Dobra, idę biegać. A jutro tenis i siłownia. Pracujemy!

Komentarze




Back to Top ↑