„Zakład tysiąclecia” trwa. Notowanie pierwsze, dwa kilogramy zgubione!

Opublikowano Styczeń 8, 2014 | przez kozak

sumoWłaśnie minął pierwszy tydzień akcji, o której mogliście przeczytać kilka dni temu – ja kontra Gruby z Gdyni (zwany tu i ówdzie Czesławem Michniewiczem), stawka 3000 złotych, a cel: chudnięcie. Jeszcze nie wszystkie postanowienia zostały wdrożone, ale idzie nadspodziewanie dobrze i sam jestem zaskoczony własną samodyscypliną. Plan przygotowań jest następujący:

1. Tenis (dwa razy tygodniowo po 1,5 godziny)
2. Spacery (minimum 40 kilometrów tygodniowo, ale pogoda może przeszkodzić)
3. Bieganie (dwa razy w tygodniu)
4. Siłownia
5. Zmiana nawyków żywieniowych, dieta

Na razie wdrożyłem trzy punkty: tenis, spacery (41 kilometrów w pierwszym tygodniu) oraz dieta. Nie mam jeszcze abonamentu na siłownię. A to dlatego, że podszedłem do sprawy biznesowo. Najlepsza w mojej okolicy siłownia kosztuje 3 tysiące złotych za rok, ale trzeba wszystko zapłacić od razu. Zrobiłem tak rok temu i poszedłem raz. Stwierdziłem, że jednak są mi winni te trzy koła:) Złożyłem więc im ofertę barterową: ja będę pisał, w jakiej siłowni ćwiczę i będę zamieszczał zdjęcia, jaka jest ona ładna (bo jest), a oni dadzą mi dwa roczne karnety za friko. Jak na to nie pójdą, to jednak frajerzy, bo dla nich koszt zerowy, a reklama jednak całkiem niezła. Czekam na odzew. A tak w ogóle, to jednak nie wykazałem się przedsiębiorczością w tym temacie. Gdyby akcja była zaplanowana, a nie spontaniczna, gdybym miał trzy miesiące na przygotowania, zebrałbym pewnie grono sponsorów i na tym odchudzaniu jeszcze zarobił z kilkanaście tysięcy. Ech…

CO ROBIŁEM?2qwnf2g Od początku zakładałem, że jedną z aktywności fizycznych będą długie i intensywne (szybkie) spacery i wyznaczyłem cel: 40 kilometrów w ciągu 7 dni. Oczywiście lepiej byłoby cały ten dystans przebiec, ale potraktujmy to jako plan na marzec (nienawidzę biegać w niskich temperaturach). Poza tym łączę przyjemne z pożytecznym: skoro mój 7-tygodniowy synek powinien wychodzić na spacery, to mogę mu to zapewnić. Na początek więc 11,4 kilometra z wózkiem. Jestem warszawiakiem, ale jak mała jest Warszawa zrozumiałem dopiero wtedy, gdy zacząłem zwiedzać ją rowerem. A przejście na system pieszy dopiero uświadomiło mi, że to miasto jest całkiem malutkie. Miejsca, do których zawsze jeździłem samochodem, są za rogiem. No, godzinkę drogi stąd. Ale jak pchasz wózek, to godzinka szybko mija. Nie potrafię wyjaśnić tego fenomenu. Idąc bez wózka, znudziłbym się pięciokrotnie szybciej, a co za tym idzie – szybciej bym się też zmęczył. Jednak wózek sprawia, że idziesz i nie chcesz przestać. Obok jeszcze mój pies. Jak zobaczycie typa z czerwonym wózkiem i z psem, to mogę być ja.

Kiedy prowadzę samochód, często dzwonię. Uwielbiam rozmawiać w czasie jazdy, wtedy mam poczucie, że nie tracę czasu. Oddzwaniam do tych, którzy dzwonili wcześniej. Załatwiam za kierownicą mnóstwo spraw. A kiedy prowadzę wózek, to jakoś mi się nie chce. Odświeżam umysł. Resetuję się.

No to tak sobie pomykam po mieście. Z Alei Wilanowskiej za hotel Hyatt, Belwederską pod górę… Wróć. Jak zobaczyłem górę, to stwierdziłem, że jednak tego wózka nie będę wpychał, zrobiłem nawrotkę, skręciłem w Gagarina, potem w Czerniakowską i tak dalej. Łącznie 11 kilometrów z hakiem, a założyłem sobie, że tygodniowo będę pokonywał 40 kilosów. Powstrzymać mnie może pogoda, bo zdrowie dziecka najważniejsze. Kiedy jest znośna, ja mogę iść, a on może spać.

2iapufq

Spacerowałem w miarę regularnie. Czasami jak grałem w tenisa, to nie chodziłem. Coraz częściej samochód zostawał w garażu. Miałem spotkanie trzy kilometry od miejsca zamieszkania. Kiedyś nie przyszłoby mi to do głowy, ale… poszedłem piechotą. W tę i z powrotem – taka przechadzka jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Podoba mi się wprowadzanie drobnych zmian. Teraz chyba zrezygnuję z windy.

Przytachałem do domu zakurzony sprzęt – ławeczkę do robienie brzuszków. Już wyczyszczenie jej przypominało, jak dawno nie była używana. Ale potem przypomniały o tym same mięśnie. Brzuch akurat zawsze miałem dość silny, jeszcze z czasów, gdy wraz z Przemkiem Rudzkim chodziliśmy często na siłownie i piliśmy odżywki białkowe (z których szybko zrezygnowaliśmy, bo po zażyciu ich nierozsądne było oddalenie się od toalety na odległość większą niż sto metrów).

Na początek cztery serie brzuszków – dwie do pełnego wyprostu, dwie do połowy. Nie liczyłem powtórzeń, robiłem do granicy bólu. Niestety, trening skończyłem, a ból nie minął. Przez kolejne trzy dni czułem się zniedołężniały, miałem trudności, by się wyprostować. Ale z brzuchem zawsze początek taki jest. Teraz będę mógł go już skatować, bez skutków ubocznych.

Na tenisie – intensywnie. Żadne pyk-pyk, tylko gonitwa lewa-prawa, lewa-prawa, lewa-prawa. Najgorsze jest ćwiczenie na nogi – ustawiasz się tuż za siatką, a piłka do ciebie nie jest zagrywana, tylko rzucana ręką raz tu, raz tam. Pracujesz nisko na nogach, po całym koszyku piłek czujesz w udach włożony wysiłek, a i oddech trudno złapać.

Dieta – jem dużo więcej niż jadłem. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, tyłem z niejedzenia (a jak już jadłem to niewłaściwe rzeczy). Diecie poświęcę kilka następnych odcinków. Teraz nigdy nie chodzę głodny, ale przestawiłem już swój organizm z magazynowania na przetwarzanie. No i dokonałem niemożliwego – pojechałem na urodziny teścia, gdzie piłem tylko wodę (!), a innego dnia umówiłem się na piwo z „Piekarzem” i nie napiłem się piwa (!!). Ostatni raz alkohol w ustach miałem w Sylwestra.

EFEKTY PO 7 DNIACH

Najważniejsze – są.

Waga: z 89,1 kilograma spadła do 87,1 kilograma. Tkanka tłuszczowa z 23 procent do 22,3 procenta. Tkanka beztłuszczowa (mięśnie plus kości itd.) wzrosła 68,9 do 69,3 kg, czyli też dobrze. Dodatkowo wcześniej byłem trochę za mało nawodniony (51 procent), a teraz jestem idealnie (58 procent, przy normie 55-60 procent). W centymetrach: obwód w pasie w najszerszym miejscu spadł ze 101,8 cm do 99,3 cm, a w biodrach ze 104,5 do 102,4 cm.

RYWALIZACJA

Gruby z Gdyni przysyła mi prowokacyjne smsy, ale się nie daję. Ja dobrze wiem, że on i tak podjada po nocach. Dogryzamy sobie też na twitterze – to nas napędza. Gruby ma dobrą ripostę, to mu przyznaję. Możecie te nasze publiczne dyskusje śledzić. Zachęcam, bo jest śmiesznie.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

CO SŁYCHAĆ U WAS?

Przysłaliście kilka listów. Każdy może odchudzać się ze mną i trójmiejskim Bielsą. Wystarczy założyć sobie cel, który chcesz zrealizować do 1 maja. Ambitny cel. Potem sam stwierdzisz, czy jesteś zwycięzcą, czy gamoniem.

Napisał Michał. Nie ujawniam nazwisk, bo nie wiem czy mogę. W każdym razie Michał napisał tak:

Witam
Chciałbym dołączyć do rywalizacji. Jestem osobą lubiącą wyzwania a zarazem nie lubiącą przegrywać więc powinno być nieźle.
Wiek: 30 lat
Waga: 83,5
Wzrost: 171
Obwód w pasie: 101
Obwód bicepsa: 35
Poziom tkanki tłuszczowej – 28,1 % (wg kalkulatora na stronie internetowej)

Celem jest zejście z tkanką tłuszczową poniżej 12 % tj. obwód w pasie ok. 80 cm a waga w okolicy 73 kg. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Michale, napiszę ci jak kiedyś „Przyjaciółka” – jestem z tobą, na pewno dasz radę. Myśl o Grubym z Gdyni i pomyśl, że też kiedyś możesz być gruby (tzn. jeszcze grubszy). Następny czytelnik  – Paweł – opisuje swoją historię i załącza zdjęcie brzucha (chłopie, wciągnij i po problemie!):

Witam, 

2014-01-02 13.10.28

moja sytuacja wygląda tak: pracuję w domu (mam sklep internetowy, rozkręcam go od pół roku, więc muszę jeszcze ostro się pomęczyć, żeby coś z tego było). W zeszłym roku trochę biegałem, dobijałem nawet czasem do 10km w mniej niż godzinę, ale… jak przyszedł czas wytężonej pracy i powrót do palenia papierosów to jakoś ochota mi przeszła 😉

Parametry: 

wzrost – 175 cm
waga – 73 kg
obwód brzucha 94 cm

Wydaje mi się, że waga w relacji do wzrostu jest akceptowalna, jednak wyglądam tak jakbym był 9 miesięcy po walce z Arturem Szpilką. Wszystko idzie mi w brzuch 😉

Moim celem (nie wiem, czy w cztery miesiące się wyrobię) jest to aby proporcje brzuch – klata były chociaż 50:50 jak u Kamińskiego. No i żebym w ogóle był trochę bardziej rześki, chętny do działania i czuł się bardziej atrakcyjny 😉

Jak zamierzam to zrobić?
1. Codzienne przebieżki,
2. Pompki i brzuszki (ale nie 6 weidera, tylko coś trochę bardziej przystępnego, jednak chcę robić to codziennie)
3. Mam nie palić
4. Przyzwoite odżywanie się z owocami i warzywami – 5 posiłków dziennie. Jak wyjdę raz w miesiącu  z dziewczyną do pizzeri to „do pizzeri a nie na pizzę” 😉 

Co do punktu czwartego – do pizzerii na pizzę jak najbardziej, ale najlepiej wybrać pizzerię zlokalizowaną w innej części miasta i pójść piechotą. Ha! Z kolei MrMichuuu to jak na razie waga ciężka, ale jeszcze nie tak ciężka jak u Grubego z Gdyni. Oddajmy głos czytelnikowi:

Zainspirowany pańskim wpisem postanowiłem dołączyć do pańskiej akcji. Taka forma „rywalizacji” może mi pomóc w dopełnieniu moich celów. Również jak Panu zdarzały mi się próby zejścia z wagi i nawet z niemałym efektem lecz niestety niestałym ;/ (raz było to z 90 do 80 kg i raz z 97 do 90). Teraz niestety przez pracę która jest prowadzona w warunkach biurowo-terenowych zapuściłem się do ponad 100 kg. Walkę zacząłem od razu po świętach.

Tak więc moje warunki na dzień dzisiejszy:
Wiek – 23 lata za 1,5 miesiąca
Wzrost – 185
Waga – 102 kg
Pas – 113 cm
klatka – 113 cm (teraz dopiero sobie uświadomiłem, że jestem kwadratowy)
Bicek – 37 cm

Cel do 1 maja: 80 kg wagi

Zdjęcia i opis mojej strategii walki z nadwagą dorzucę za tydzień. Na pohybel Boeanischowi.

Zrzucić ponad 20 kilogramów do 1 maja? Cel ambitny, trzymam kciuki. Dawaj znać, jak ci idzie. Na koniec Mateusz, który przysłał swoją fotkę i będzie przysyłał co miesiąc.

zdjęcie-kopia

Kolejny meldunek z linii frontu – za tydzień! No i codziennie na twitterze – @K_Stanowski.

KRZYSZTOF STANOWSKI

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑