Krytykujemy nastolatków, ale sami chcielibyśmy mieć ich seks i życie

Opublikowano Marzec 13, 2013 | przez Redakcja

nastolatki

Rodzice coraz częściej niepokoją się wpływem mody i presji rówieśników na seksualizację swoich dzieci – alarmuje Gazeta.pl w artykule „Seksolatki”. Tekstu nie będę streszczał, nie chcę się także zastanawiać nad konsekwencjami ani przyczynami tego faktu.

Chciałbym tylko coś mocno podkreślić. Gdybym ja w wieku 13 lat mógł mieć takie życie seksualne, jak dzisiejsze dzieciaki, uważałbym się za najszczęśliwszego człowieka pod słoneczkiem.

Sorry, słońcem.

Oczywiście według naukowców pewnie nie zdaję sobie sprawy z konsekwencji swoich słów dla potencjalnego rozwoju psychicznego młodych czytelników, a to, co piszę, jest szkodliwe. Gdy jednak znajdę się znów w ciele chłopaka z podstawówki i przypomnę sobie kilka swoich historii, a potem nałożę na nie dzisiejsze zachowania, zaczynam mieć wrażenie, że dzieciństwo przeżyłem jak mnich – a chciałbym jak Rocco.

W szkole byłem zbyt nieśmiały. Klasy miałem mało zaangażowane w tematy damsko-męskie, w podstawówce kompletnie nie rozumiałem aluzji ani tego, że jakaś dziewczyna może być mną zainteresowana. Na dyskotekach podpierałem ściany, czaiłem się godzinami, zanim potrafiłem się zebrać, by poprosić do tańca szkolną piękność. Kiedy to miałem w końcu robić, ona była już zajęta przez odważniejszych – albo bezczelniejszych. Gdy przypominam sobie swoje pierwsze pocałunki, przyznaję bez bicia: zostałem poderwany przez dziewczynę starszą o dwa lata, brzydką, ze skrzeczącym głosem. Wysłała mi list na koloniach, a potem nie dała szans na to, żebym coś schrzanił. Gdybym przełożył to doświadczenie na zyskaną w późniejszych latach wiedzę, że nie zawsze liczy się wygląd, ale pewność siebie, dziewictwo straciłbym pewnie ze trzy-cztery lata wcześniej.

Niestety, bujałem się z nim do ostatniej klasy liceum i choć nie czułem szczególnej frustracji, to byłbym wdzięczny, gdybym trafił coś i odhaczył to osiągnięcie wcześniej.

Mimo że w następnych latach moje życie seksualne odwróciło się o 180 stopni, z tych szczenięcych dni pamiętam, jak reagowałem na artykuły i filmy o playboyach wieku szkolnego. Czułem się od nich gorszy. Byłem pewny, że ich życie jest cudowne, usłane gumkami, pełne tajemnic, a moje – żenujące. Nie myślałem o tym codziennie przed zaśnięciem i po obudzeniu, ale gdy pojawiał się kontekst – owszem.

W sumie, cały luz w rozmowach i czytaniu o seksie zaczął mi wchodzić dopiero, kiedy przestałem pamiętać, z iloma kobietami byłem w życiu. Naprawdę, dopiero wtedy. I ani chwili wcześniej. Podobnie z opisami niestandardowego czy bardziej wyuzdanego seksu. Pewne rzeczy przestały stresować dopiero po zaliczeniu.

Umówmy się więc, że wiem co mówię, gdy twierdzę, że być może przyczyną większości dyskusji o tym, czy nastolatki mają w dzisiejszych czasach zbyt dużo seksu, czy nie, jest zwykła, ludzka zazdrość. Tak, zazdrość. Kiedy czytam czasem o nowoczesnych imprezach, o tym, jakie rzeczy się dzieją na wielu z nich, jak odważni – głupio, bo głupio, ale odważni – są dziś młodzi ludzie, to przypominam sobie, co myślałbym o tym, gdybym miał choć parę procent seksualnej frustracji. Krytykowałbym na lewo i prawo. Pisał, że przewraca im się w dupach. Wołał o większą kontrolę. Być może też nienawidził siebie samego, ale w głębi duszy najbardziej byłbym po prostu zazdrosny o łatwość, z jaką małolatom w XXI wieku przychodzi zdjąć komuś majtki.

Ta łatwość to coś, z czym niewielu z nas może sobie poradzić. Spójrzmy prawdzie w oczy. Jeśli dorosły nigdy w życiu nie miał zrobionej laski, prawdopodobnie nigdy też nie zaakceptuje tego, że jest to codzienność dla jakiegoś 15-latka. Stąd tylko krok do poczucia się gorzej. Nie wierzę, że tu nie ma zazdrości.

Andrzej Depko w książce „Chuć”, którą niedawno tu recenzowałem, pisał o tym, że wychowane na hardkorowym porno pokolenie gimbusów pyta go na zajęciach o – jeśli dobrze pamiętam – seks analny na pierwszej randce. Depko widzi tu problem (ja zresztą też), natomiast ciężko mi tę młodzież winić, oskarżać. Takie mają teraz wychowanie seksualne – MBA wydaje Redtube University. Gdyby zapakować nas do machine i cofnąć czas o te kilka-kilkanaście lat, prawdopodobnie sami byśmy mieli takie dylematy. Czy czulibyśmy, że to źle? Nie, na pewno. Ogarnięci wizją dostępnego na wyciągnięcie ręki seksu, latalibyśmy od randki do randki z namiotami rozbitymi 24 godziny na dobę.

Kiedy więc czytam żale i lamenty nad obecnym upadkiem moralnym, nie mogę się przestać dziwić: krytykujemy i chcemy odebrać coś, co kiedyś sami chcielibyśmy najbardziej. Psychologowie mogą mówić coś innego. Może i mają rację.

Ale ja też mam.

fot. Ashley Harrigan

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑