Zaskakujący sukces Martyniuka. Co zaszokuje ludzi jutro?

Opublikowano Styczeń 4, 2017 | przez Gofrey

laLktkpTURBXy81MGU4ZjE0Y2M0NjA0MGJjNTdiNTY3ZTI0NGU1MWVmZC5qcGeSlQMAzJLNCNDNBPWTBc0DIM0Bwg

Dziś już czwarty dzień stycznia, ale wciąż nie cichną dyskusje dotyczące hucznej sylwestrowej nocy. Paradoksalnie najwięcej mówi się o tych, którzy akurat nieszczególnie imprezowali – zamiast tego pozostając przed odbiornikami telewizyjnymi. Okazało się – co za niespodzianka – że Telewizja Publiczna POŻARŁA komercyjne stacje, kilkakrotnie przeskakując między innymi TVN-owski sylwester z Agnieszką Chylińską i Varius Manx.

No i się zaczęło… Szeroko pojęta inteligencja, wszelkiej maści profesorowie, doktorowie, intelektualiści a wśród nich między innymi cała redakcja portalu natemat.pl wrzasnęli oburzeni – wygrali fortelem! Szkaradna TVP uciekła się do chwytu poniżej pasa zapraszając Zenka Martyniuka, wiedząc doskonale, że ludzie go kochają!

Powstał m.in. szeroko komentowany artykuł o tym, że Polska Chylińskiej przegrała z Polską Martyniuka, ale to ledwie wierzchołek oburzenia ludzi, których niewinne uszy nigdy nie zostały skalane niczym poniżej Beethovena. Trudno nie odnieść wrażenia, że część komentatorów z dumą obwieszczających, że po raz pierwszy słyszeli słynny numer o zielonych oczach, wykorzystała koniec roku do podbudowania własnej wartości. Jakie to szalenie proste. Kiedyś, by czuć się człowiekiem kulturalnym, członkiem swoistej elity, przynajmniej pod kątem obycia, trzeba było szurnąć się do teatru. Czasem nawet do filharmonii. Posłuchać trochę klasyki, liznąć poezji, przeczytać ze dwie książki spoza bibliografii Ewy Chodakowskiej. Generalnie: trzeba się było namachać.

Teraz drogę zdecydowanie uproszczono. Wystarczy, że zamiast Zenka Martyniuka (skoczne piosenki o miłości) wybierzecie Varius Manx (mniej skoczne piosenki o miłości). Linia podziału, albo innymi słowy poprzeczka, którą trzeba przeskoczyć by dołączyć do szacownego grona ambitnych odbiorców, jest nisko jak nigdy. Nie żaden Cohen, żaden Miles Davis, ba, nawet nie Aretha Franklin czy Janis Joplin. Agnieszka Chylińska i Natalia Nykiel, gwiazdy sylwestra z TVN-em.

Łudziliśmy się jeszcze do niedawna, że to dość sztuczne dzielenie Polski na młodą-wykształconą z wielkich miast oraz zaściankową-wieśniacką i napędzaną tanim winem to domena średnio kreatywnych polityków. Że już zawsze będzie tylko orężem największych partii, przerzucających się obelgami dla konkurencyjnych elektoratów. Że „moherowe berety” i „lemingi z Wilanowa” nie wypełzną poza dość wąski świat ludzi żywo zainteresowanych Sejmem. W końcu skoro pół Polski od zawsze ma w dupie wszystkie wybory, czy to prezydenckie, czy parlamentarne – trudno byłoby w jakikolwiek sposób rozszerzać pojęcia z polityki na cały kraj.

A jednak. To już się dzieje. Ci, którzy do niedawna oburzali się na słowa o gorszym sorcie, teraz brawurowo dzielą na:

– bezguścia wierzące w populistyczne hasła bujające głową do Martyniuka
– elitę, która docenia kunszt tekściarski wszystkich ghostwriterów Varius Manx i Cleo

Cleo.

Zastanawiamy się: co jutro zaszokuje tych ludzi? Że schabowy ma więcej fanów niż ośmiornice? Gwiezdne Wojny więcej widzów niż francuski dramat „Mustang”? Chociaż to w sumie złe analogie. Gdyby zachować wersję z Polską Martyniuka i Polską Chylińskiej, jutro musielibyśmy wybrać między Polską bigosu i Polską kapusty kiszonej, Polską Testosteronu i Polską Lejdis oraz Polską budki z hamburgerami i Polską przydrożnego bistro.

Cieszyć może jedynie fakt, że prawdziwa, jedna Polska prawdopodobnie ma w dupie jak ocenia jej słuchanie bądź niesłuchanie Martyniuka zagorzały fan Chylińskiej.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑