Zawodnicy NBA rozpieprzają kasę równie spektakularnie co grają

Opublikowano Kwiecień 12, 2015 | przez lucky bastard

11137020_10205547276814240_831715637_n

Zarabiają dziesiątki milionów dolarów rocznie, wożą się najlepszymi furami, najseksowniejsze kobiety świata mogą mieć na skinienie ręki. Sława, kasa, spełnianie marzeń – a wszystko to dzięki temu, że świetnie grają w koszykówkę. Wydawałoby się, że osoby które zarabiają taką kasę przez ładnych kilka, czasem kilkanaście lat z rzędu są ustawione na kilka pokoleń do przodu. Nic z tych rzeczy – często pieniędzy nie starcza im nawet na to, by ustawić siebie.

60%. Podobno tylu koszykarzy z NBA jest bankrutami zaledwie pięć lat to po tym, jak zakończą kariery. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale oni naprawdę potrafią w tak krótkim czasie przejeść swoje fortuny. Zresztą w gruncie rzeczy nie ma się specjalnie czemu dziwić. To często ludzie absolutnie zorientowani na sport, którzy swoją edukację kończą mając czasem dziewiętnaście lat. Młody wiek, kiepskie wykształcenie, wielka kasa i brak zmartwień do zakończenia kariery – nic dziwnego, że wielu z nich stara się żyć pełnią życia.

Przykłady? Mnóstwo. Portfel Allena Iversona jest już podobno chudszy o co najmniej dwieście milionów dolarów, mimo że Amerykanin jeszcze w 2011 roku zarabiał na swojej grze. Amerykanin już osiągnął finansowe dno, z którego raczej nie zdoła się podnieść. Stracił dwie luksusowe posiadłości, wszelki samochody i błyskotki. Rok temu został nawet wyrzucony z galerii handlowej, ponieważ zaczepiał ludzi i prosił ich o drobne. W sumie nie ma się czemu dziwić, skoro były koszykarz podczas jednej wizyty u jubilera wydał prawie 900 tysięcy dolarów. Trwonił kasę na lewo i na prawo, jednak na szczęście dla Iversona, ma jeszcze szansę wyjść na prostą. Wszystko dzięki funduszowi powierniczemu od Reeboka, którego twarzą przez lata był Iversona. W funduszu zgromadziło się aż 30 milionów dolarów, jednak Amerykanin nie ma prawa dotknąć nawet jednego centa z tej kwoty przed ukończeniem 55 roku życia.

allen-iverson-begging-for-change-620x400

Były koszykarz, Danny Schayes, winą obarcza przede wszystkim otoczenie zawodników. – <i>Chłopaki stają się bankrutami, ponieważ otaczają się ludźmi, którzy pomagają im tracić kasę. I zdecydowanie coś w tym jest. Koszykarze nie wydają kasy tylko na siebie – wokół większości z nich kręci się także grupka kumpli. Często dochodzi do sytuacji, gdy kupują tym kumplom drogie samochody, na porządku dziennym są także wspólne zakupy w bardzo drogich sklepach. Do jubilera wchodzi cała banda, każdy obwiesza się nowymi błyskotkami, a całą imprezę funduje koszykarz-sponsor. No, nie oszukujmy się, co to za frajda inwestować na giełdzie, analizować te wszystkie słupki i wykresy? Łatwiej i przyjemniej zainwestować kasę w nowego Bentleya, który po wyjechaniu z salonu traci jedną trzecią swojej wartości.

No właśnie, luksusowe samochody, ogromne posiadłości, kosztowne zegarki, gigantyczne imprezy na setki osób. Koszykarze przyzwyczajają się do takiego stylu życia i nie mają zamiaru zwolnić nawet po zakończeniu kariery, mimo że ich dochody wysychają w tempie, w jakim znika rozlana woda na pustyni. A sytuację pogarsza jeszcze skłonność do ryzykownych inwestycji – co ciekawe, jeden z ekonomistów, Ruby Henry, odkrył zależność pomiędzy liczbą oddawanych rzutów za trzy punkty w trakcie kariery do skłonności, by inwestować w niepewne biznesy.

– To syndrom Supermana. Ci ludzie przez wiele lat żyją w świecie, którym są bardzo dobrzy w jednej rzeczy i ciągle słyszą tylko pochwały na temat tego jacy są świetni, więc wydaje im się, że będą równie dobrze radzić sobie jako biznesmeni. Nie wystarczają im spokojne inwestycje, dające zyski w dłuższej perspektywie. Oni chcą zarabiać dużo i natychmiast, ponadto potrzebują zastrzyków adrenaliny, których brakuje im odkąd zakończyli kariery. Do tego dochodzi kwestia kiepskich doradców, lub ludzi którzy udają ich przyjaciół, a tak naprawdę po prostu chcą ich naciągnąć na grubą kasę.

Inną sprawą jest, że niektórzy potrafią przepieprzyć kasę w naprawdę spektakularny sposób. Charles Barkley w 2006 roku stracił dziesięć milionów dolarów przez hazard, Jason Caffey dorobił się dziesiątki dzieci z ośmioma różnymi kobietami, aż w końcu przerosło go opłacanie alimentów. Derrick Coleman zainwestował sporą kasę w nieruchomości w Detroit, mieście które upadło po recesji. Kolejnym przykładem tego, jak nie wydawać pieniędzy może być Scottie Pippen – Amerykanin od zakończenia kariery stracił już ponad 120 milionów dolarów i w sumie nie ma się czemu dziwić. Pippen potrafił kupić niedziałający odrzutowiec za cztery bańki, a potem wydać kolejną bańkę na jego naprawdę.

Oczywiście finansowa nieudolność nie dotyczy każdego byłego koszykarza. Wręcz przeciwnie, wielu z nich potrafi nie tylko utrzymać swoje fortuny, ale także je znacząco powiększyć. Najlepszym przykładem na to jest Magic Johnson, legendarny point guard Los Angeles Lakers. Amerykanin zbudował potężne biznesowe imperium – w pewnym momencie był jednym z udziałowców swojej byłej drużyny, a jego firma Magic Johnson Enterprises jest warta ponad 700 milionów dolarów.

 Magic Johnson is starting a cable channel.

Zgodnie ze starą zasadą, skoro jest popyt, jest także podać – na sytuację zareagowało już kilka amerykańskich uczelni biznesowych, które postanowiły stworzyć specjalne studia MBA dla sportowców. Bo problem ten dotyczy w Stanach nie tylko koszykarzy, ale także innych atletów, włączając w to byłych zawodników z NFL, czy MLB. Anuj Mehrotra z University of Miami School of Business Administration twierdzi, że ich celem jest umożliwienie sportowcom tego, by po zakończeniu kariery nadal byli w stanie odnosić sukcesy, zamiast iść na finansowe – i nie tylko – dno. Problem dostrzegły także władze NBA, które postanowiły organizować obowiązkowe zajęcia „Rookie Transition Program” dla młodych koszykarzy, którzy spędzają swój pierwszy rok w lidze. Ma on pomóc im w podejmowaniu dobrych decyzji finansowych i byciu przygotowanym na wyzwania i zmiany stylu życia, które wiążą się z byciem koszykarzem.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑