Zawodowiec. Ambitni czy roszczeniowi? Co czeka pokolenie Y?

Opublikowano Sierpień 21, 2015 | przez Tomas

1

Niedawne badanie, przeprowadzone przez AIESEC i PwC, pokazuje, że zdecydowanie ponad połowa młodych osób z pokolenia Y zamierza prowadzić własny biznes, a jeszcze większa grupa widzi siebie jako decydenta lub członka zarządu. Czy milenialsi, dzisiejsza młodzież, nie tracą kontaktu z rzeczywistością?

Badań na temat pokolenia Y można znaleźć już coraz więcej. To efekt nie tylko zwykłych prac, które przeprowadza się nad każdą grupą wiekową, ale również chęć zrozumienia, co dzisiejsza młodzież ma w głowach. Bo to ona wchodzi właśnie na rynek pracy i to ona jest bardzo interesującą, wymagającą grupą klientów, która dla wielu wciąż pozostaje tajemnicza. A przede wszystkim jest mocno zróżnicowana.

Kim w ogóle są? Jasnego wiekowego podziału nie ma, często wymienia się osoby urodzone po 1982 roku, ale dzieli ich również na milenialsów młodszych (1990-2000) i starszych (1980-1989). Ci pierwsi w świecie swoich wartości wyżej stawiają na edukację, ale dziś to przecież nie tylko dwa kierunki studiów, tylko również różnego rodzaju szkolenia, rozwój osobisty i podnoszenie umiejętności miękkich. Ci drudzy naukę ograniczają do studiów, wcześniej i bardziej zdecydowanie postawili na pracę. W Polsce jest ich ponad dziesięć milionów.

Pokolenie Y ma jednak niemały zbiór cech dla siebie charakterystycznych. Przede wszystkim jest świadome swojej wartości – wie, że choć wykształceniem nie odstaje od tych z Zachodu, to na Zachodzie zarabia się znacznie więcej, że młody Niemiec odkłada miesięcznie połowę pensji, a młodemu Polakowi często ledwie starcza do kolejnej wypłaty. O znajomość angielskiego nikt ich już dziś właściwie nie pyta, o to, czy skończyli studia – również. Znają możliwości dzisiejszego świata, świetnie poruszają się w świecie technologii, rozumieją mechanizmy social media. Są komunikatywni, potrafią pracować w zespole, wykazują wysoką kreatywność i otwartość. Ale znają też rynek pracy i zarobki konkurencji.

Darmowe praktyki? Wolne żarty. Staż? To zależy, za jaką kwotę i po jakim czasie umowa o pracę. Pokolenie Y zna wszelkie narzędzia do negocjowania zarobków, poziomy płac i widełki. Nie można odmówić im ambicji i tego, że stawiają sobie wysokie cele. Pytanie tylko: ile w tym wszystkim realnej oceny?

Kolega podczas rozmowy kwalifikacyjnej najpierw rzucił kwotę brutto, a potem – gdy rekrutacja wchodziła na wyższy etap – zmienił jednak na netto. W znajomej firmie dziewczyna na rozmowie o pracę wyznała, jaką kwotę zarabiała u poprzedniego pracodawcy na pełen etat. A tutaj, na tym samym stanowisku i przy identycznym zakresie obowiązku, oczekuje takiego samego wynagrodzenia – z tą jednak różnicą, że… pracując na pół etatu.

Takie zachowania sprawiają, że pokolenie Y odbierane jest przez pracodawcę jako mało lojalne. Znają tak dobrze warunki u konkurencji, że w każdej chwili mogą zdecydować się na odejście. Nie identyfikują się i nie utożsamiają z firmą.

Inna scenka:

– Czy wie pan, jakie obliczenie należy wykonać do tej analizy, jak zinterpretować wskaźnik?
– Jeśli tylko dacie mi możliwość sprawdzić to w sieci, od razu odpowiem.

To jeden z zarzutów pracodawców względem młodych ludzi – że ci nie mają żadnej wiedzy praktycznej, że bez internetu nie potrafią się obejść. Może i cykl szkoleń podniósł ich świadomość finansową, rozwinął niektóre umiejętności miękkie, trochę podniósł kwalifikacje, ale studia nadal mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. O tym młodzi niekiedy zapominają. Stąd się właśnie biorą te niekończące się pytania w stylu: czy pokolenie Y to osoby znające swoją wartość, czy już tylko zadufane? Czy mają dobrze zdefiniowane i sprecyzowane oczekiwania, czy są roszczeniowi? Czy jako nowi gracze na rynku pracy faktycznie dużo znaczą, czy tylko tak o sobie myślą?

W sieci natknąłem się na wypowiedź jednego z profesorów – że młodzi doskonale odczytują reguły gry na wolnym rynku i wiedzą, że każda firma może upaść. Mimo to, dopiero kończąc studia, często nie mając żadnej wiedzy praktycznej, opowiadają publicznie: założę swój biznes. A przecież własna firma, nawet w świecie, gdzie start-upy wyrastają jak grzyby po deszczy, to sprawa „nieco” bardziej zawiła. Nie wystarczy chcieć, nie wystarczy planować, a – co więcej – nie wystarczy mieć pomysł.

Bo przecież ktoś po tej drugiej stronie musi być, ktoś musi dla kogoś pracować. Nie wszyscy w tej grze będą głównymi bohaterami.

Wysokie wymagania wobec życia to fajna sprawa, opieranie na wykładach Mateusza Grzesiaka, który apeluje, byśmy cenili własną pracę i nie przedstawiali się jako tania siła robocza – również. A jednocześnie te daleko sięgające oczekiwania są mocno niebezpieczne…

Komentarze


Tagi:



Back to Top ↑