Zawodowiec: chirurg szczękowy na nocnym dyżurze

Opublikowano Kwiecień 8, 2015 | przez lucky bastard

Inspirujące chirurgsz

Opublikowano Kwiecień 8, 2015 | przez lucky bastard

0

Dla większości normalnych ludzi pijacka młócka na ulicy kończy się w chwili, gdy jeden osiłek zostanie odciągnięty od drugiego, a na miejscu zjawiają się odpowiednie służby. A zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z takimi delikwentami później? Jeżeli lekarz pogotowia stwierdzi, że obrażenia twarzy są poważniejsze, pacjent jest przewożony na chirurgię szczękową. I dopiero tam jest składany.

Czyli łatwo sobie wyobrazić, że chirurg szczękowy – zwłaszcza taki, który dyżuruje w piątkową lub sobotnią noc – nie może narzekać na brak wrażeń. To praca dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach. Taki jest też nasz rozmówca, lekarz z renomowanego oddziału w Warszawie. Spokojny, wyważony i niezbyt wylewny. Człowiek, który widział wszystko.

Skrajne przypadki?

Kiedyś przywieźli nam faceta, którego twarz była przebita aluminiowym nożem do smarowania masła. Trzonek wbity przy prawym poliku, ostrze wystawało z lewego. Pijacka kłótnia i amatorska robota. Gdyby zaatakował go zawodowiec, nie byłoby kogo ratować – celnie zauważa.

Jeśli chodzi o bójki, to właśnie z takimi historiami nasz rozmówca spotyka się najczęściej. Czyli z atakami w afekcie, przy których ludzie za wszelką cenę chcą sobie zrobić krzywdę, ale nie za bardzo wiedzą jak.

Tak właśnie było w tamtym przypadku. Facet miał przebite dwie zatoki szczękowe, wyglądał jak z rodziny Adamsów. Dwie godziny się przy nim narobiliśmy, ale ładnie go zszyliśmy. Z czasem nie będzie nawet śladu. A najśmieszniejsze, że na koniec pacjent napisał oświadczenie, iż do nikogo nie rości pretensji o zaistniałą sytuację – wspomina chirurg.

No tak, twarz przebita nożem to w końcu normalna sprawa.

Innym razem na oddział zgłosił się mężczyzna, który został nakryty przez męża swojej kochanki. Jak twierdził, tamten wpakował mu w twarz cały magazynek.

Facet wyglądał normalnie, przyszedł o własnych siłach i miał kilka ran w okolicach żuchwy i szyi. Kiedy go prześwietliliśmy, zobaczyliśmy pięć kul małego kalibru. To musiał być jakiś przerobiony pistolet gazowy, bo pacjenta nawet za bardzo nie bolało. Ale i tak pociski złamały mu żuchwę i ząb, a wyciągnięcie ich trwało aż pięć godzin – relacjonuje lekarz. Nie trzeba chyba dodawać, że przy klasycznym pistolecie facet nie trafiłby na stół operacyjny, ale do kostnicy.

Dziś jednak takich przypadków jest już zdecydowanie mniej. Jeszcze w latach 90-tych w weekendową noc prawie co drugi pacjent był z pobicia, obecnie to już rzadkość. Ludzie rzadziej wdają się w bójki i nie tłuką się tak zaciekle. Przynajmniej nie na tyle, by w trybie pilnym musiał interweniować chirurg. Chociaż po dziś dzień łatwo rozróżnić zwykły dyżur od piątkowego czy sobotniego, kiedy to pobić jest znacznie więcej.

Obecnie jedną z większych grup pacjentów stanowią tak zwani idioci. Ludzie do tego stopnia bezmyślni, że ciężko to sobie nawet wyobrazić.

Niedawno operowaliśmy człowieka, który wieczorem, na lekkiej bombce, ciął coś diaksem na dachu. Trzymał urządzenie jedną ręką i musiał się mocno wychylić. Kiedy trafił na śrubę, odbiło mu diaksa prosto w twarz. Przeciął sobie oczodół i złamał kość jarzmową. A do tego jeszcze spadł z drabiny. Przystojny to on już nigdy nie będzie – zaznacza nasz rozmówca.

Innym razem na oddział przywieziono pijanego w sztok chłopa, który wlazł do zagrody i podszedł od tyłu do konia.

Czegoś takiego często się nie widuje. Twarz miał kompletnie zmasakrowaną, po prostu miazga – kiwa głową lekarz.

Alkohol to jedna z częstszych przyczyn wszelkich problemów, z którymi zgłaszają się pacjenci. Często też trzeba czekać do rana, aż delikwent wytrzeźwieje i zacznie w jakikolwiek sposób współpracować.

A jak z bezpieczeństwem pracy przy pijanych i obitych osiłkach, którzy wciąż pozostają w ferworze walki?

Jeżeli obrażenia są poważne i zostały wyrządzone przez osobę trzecią, jesteśmy zobowiązani wezwać policję. Jednak i bez niej pacjenci nie robią wielkich problemów. Szacunek do lekarzy wciąż jest w społeczeństwie duży. Pomimo wypitego alkoholu pobici rozumieją, że chcemy im pomóc. Poza tym u nas na oddziale nie czują się jak u siebie, zazwyczaj to ich pierwsza wizyta. A na obcym terenie wykazują znacznie więcej pokory – podsumowuje lekarz.

Zdarzają się również zdecydowanie weselsze sytuacje. – Kiedyś na oddział trafiło dwóch facetów, dotkliwie pobitych przez nieznanego sprawcę. Kiedy jednak spotkali się na korytarzu, postanowili zmienić zeznania i jako agresorów wskazali siebie nawzajem. Całe szczęście, że odpuścili sobie dogrywkę – wspomina z uśmiechem chirurg, który tamtej nocy pełnił dyżur.

Nasz rozmówca nie widzi jednak w swojej robocie niczego szczególnego.

Każdy lekarz musi być odporny na tego typu widoki. W całej pracy najtrudniejszy jest sam 24 godzinny dyżur, w trakcie którego praktycznie zawsze sporo się dzieje. Często największą walkę toczymy z własnym zmęczeniem. A że pacjenci są nietypowi? Szybko idzie się do tego przyzwyczaić – kończy.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑