Zawodowiec: Doradca unijny przyniesie ci pieniądze

Opublikowano Lipiec 14, 2015 | przez ZP

European_flag_in_Karlskrona_2011

Niestety, pracownikom w firmie trzeba po prostu zapłacić. Bez ceregieli. Księgowa, którą zatrudniasz, staje w drzwiach i przypomina: „Dziś dzień wypłat, do zapłaty są też faktury”. Forsa się rozchodzi. Ale do drzwi firmy w naszych czasach puka również doradca unijny. On nic od ciebie nie chce. Mówi, że pieniądze to on dostarczy tobie. Jak takiego nie kochać?

Tę historyjkę usłyszałem pewnego razu od znajomego, który jest doradcą unijnym. Specyfika pracy, jaką wykonuje, sprawia, że to właściwie nie on puka do innych, lecz oni do niego. Bo on im może coś dać. I jest to akurat rzecz, którą najłatwiej zmierzyć – pieniądze.

Jak wiadomo, w Polsce stopniowo, dość systematycznie i umiarkowanym tempem rozwija się consulting. Firmy doradcze poddają szczegółowej analizie firmę, jej działy, specyfikę funkcjonowania i poszukują usprawnień. Po pierwsze, jeśli chodzi o możliwość zmniejszania ponoszonych kosztów, np. poprzez outsourcing. Po drugie, jeśli chodzi o możliwość zwiększania przychodów, w skrócie: rozwój firmy.

Dotacje unijne to właśnie nic innego, jak ten rozwój. W zależności od ogłaszanych konkursów przez polskie instytucje, nadzorowane przez Unię Europejską, ubiegać się można o wszelkiego rodzaju bezzwrotne wsparcie finansowe. Kryteria, które trzeba dziś spełnić, są bardziej skomplikowane – zakładają niższe procentowo poziomy dofinansowań, wymagają konkretnych projektów np. badawczo-rozwojowych z namacalnymi efektami, a także podlegają precyzyjnym kontrolom. Jeszcze jakiś czas temu o kasę z Unii było łatwiej. Wystarczył prosty projekt rozwojowy przedsiębiorstwa, który zakładał zakup maszyny, i za większość środków pochodzących z UE tę maszynę się kupowało.

Proste? Proste. A przede wszystkim dla każdego przedsiębiorcy wymarzone.

Nic więc dziwnego, że przez kilka lat w firmach zajmujących się doradztwem unijnym dzwonił telefon:
– Dzień dobry, chciałbym otrzymać dotację.
– Na co?
– Nie wiem.
– Ma pan jakiś pomysł, projekt?
– To wy mi powiedzcie.

Dlatego te projekty powstawały tak różne, by pieniądze po prostu trafiły we właściwe miejsce. Rzecz jednak w tym, że do Polski w ostatnich latach wpompowano tyle, że brak jakichkolwiek efektów zaczął uwierać. Ci, którzy się załapali na ówczesne konkursy, dziś mogą zaśmiać się w twarz – oni z UE trochę kasy wyciągnęli. Zbyt wielu pojawiało się jednak figurantów i zbyt wielu zauważyło, że duże pieniądze można w łatwy sposób sobie zagarnąć. Skutek jest więc taki, że Unia – widząc, iż Polacy z tak wielkich środków nic innowacyjnego i przełomowego nie opracowali – zmieniła reguły gry.

A sama praca dorady unijnego? Była i jest w cenie. On wciąż, choć teraz musi się trochę bardziej nagimnastykować, jest tym, który pomaga firmie opracować koncepcję rozwoju i przynieść pieniądze. To do niego wciąż przychodzą i wciąż dzwonią, tym bardziej, że większość działa na zasadach success fee. Ile? Przeważnie od 5 do 10 proc. pozyskanych środków.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑